Pojechał nieprzygotowany do Watykanu i się rozczarował
Podróż do Watykanu wybrana najbardziej pechową w minionym roku. Tylko że tam nie było pecha, a nieprzygotowanie i za duże oczekiwania Fot. Pajor Pawel/Shutterstock

Jadąc na urlop, mamy swój idealny plan – słońce, zwiedzanie, jedzenie przysmaków, relaks i odpoczynek. Tylko że zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne. W cenie wycieczki nie mamy gwarancji pogody, czy zapewnienia, że zjemy tylko to, co będzie nam smakować. Ale to, co Amerykanie wybrali najgorszą podróżą roku, jest naprawdę śmiechu warte.

Daj napiwek autorowi

USA to stan umysłu. Ten, kto miał do czynienia z Amerykanami, wie, że ich sposób patrzenia na świat jest zupełnie inny niż Europejczyków. Czasem wydają się kompletnie oderwani od naszej rzeczywistości. I idealnym dowodem na to jest opis najgorszej podróży 2025 roku. Uwaga, osoba, która ją odbyła, w konkursie zgarnęła aż 10 tys. dolarów. Dla nich to tragedia, a dla nas norma.

Watykan najgorszą podróżą 2025 roku. Naprawdę śmiechu warte

Firma Travel Guard działająca w USA i Kanadzie co roku organizuje konkurs dla turystów, w którym wybierana jest "najbardziej pechowa podróż". W tym roku w głosowaniu internautów wygrał Lloyd L., który opisał, jak wyglądała jego podróż do Rzymu i Watykanu.

Mężczyzna opisał, że wyjazd planował od miesięcy, a jego najważniejszym momentem miało być zobaczenie papieża. Dodał, że od początku niebiosa były przeciwne temu, żeby jego urlop był udany. Jak opisał, zła passa zaczęła się od pogody. Jadąc do Rzymu, spodziewał się słońca i przyjemnych temperatur. Zastał ulewę. I to ona była powodem jego nieszczęść na urlopie.

"Wyszliśmy z hotelu przed wschodem słońca, zabierając ze sobą śniadanie w postaci owoców i ciastek, które mieliśmy zjeść po dotarciu na plac Świętego Piotra. Zanim dotarliśmy do celu, torba była przemoczona i rozdarta jak piniata, a całe jedzenie wysypało się na brukowany chodnik" – zaczął opisywać swoją "gehennę" turysta. Czyli naprawdę nie spodziewał się, że papierowa torba rozmoknie na deszczu? Nie mógł jej schować do plecaka, albo nieść pod płaszczem/parasolem? Ale to jeszcze nic.

Największe rozczarowanie czekało go już w samym Watykanie. Tam spodziewał się zupełnie innej scenerii niż tę, którą zastał.

Miał zobaczyć papieża w Watykanie, ale się nie udało. Dostał za to 10 tys. dolarów

Mężczyzna nie ukrywał, że na Placu Świętego Piotra spodziewał się "pełnej szacunku ciszy, może kilku łez radości". Tu znów wychodzi jego naiwność. Przecież w sieci można znaleźć nagrania na których widać, jak wygląda spotkanie z papieżem i nie ma ono niczego wspólnego z ciszą.

"W tym deszczu i z powodu parasoli trudno było go (papieża – przyp.red.) dostrzec, gdy jechał wśród tłumów ludzi. W tym momencie byłem przemoczony, zmarznięty i głodny i nie mogłem się doczekać, aż to się skończy i wyjadę stamtąd" – dodał turysta. Czyli papieża nie zobaczył, a przez pogodę miał dość całego wyjazdu. I właśnie te wszystkie "nieszczęścia" przekonały ludzi, którzy głosowali na jego pechową podróż. Jako zwycięzca zgarnął 10 tys. dolarów, czyli ok. 36 tys. zł.

Problem w tym, że tu nie ma mowy o żadnym pechu. Ta podróż to klasyczny przerost oczekiwań i tworzenie sobie nierealnego obrazu miejsca, do którego jedziemy. Dokładnie to samo spotyka ludzi odwiedzających Paryż. Tam nawet powstało zjawisko "syndromu paryskiego". O pechu mogą mówić turyści z lotniska w Amsterdamie, gdzie w kilka dni odwołano ponad 2,5 tys. lotów, bo śnieżyce sparaliżowały port.

Oni nigdzie nie polecieli przez pogodę. A na wszystko, co spotkało Lloyda w Rzymie, można było się przygotować. Wystarczyło sprawdzić prognozę pogody i się odpowiednio spakować.