
Z jednej strony mamy wielką obronę krzyża w Kielnie, a z drugiej mniej małżeństw, chrztów, bierzmowań, uczniów na religii i samych księży w ogóle. Ostatnie statystyki są dla Kościoła w Polsce alarmujące. Z takim obrazem wkroczył on w nowy, 2026 rok, ale czy wyciągnie z niego wnioski? Te dane powinny nim potrząsnąć. Nam wszystkim, jako obywatelom katolickiego kraju, też powinny dać do myślenia.
Początek stycznia przyniósł nam aferę o krzyż w Kielnie. Przypomnijmy – nauczycielka ze szkoły podstawowej miała wyrzucić krzyż do kosza, rodzice podnieśli alarm, rozpętała się religijno-polityczna burza. Pod szkołę zjechali protestujący, politycy prawicy murem stanęli w obronie krzyża, sprawą zajęła się prokuratura. Głos zabrała także szefowa MEN, kard. Grzegorz Ryś z Krakowa, Rzecznik Praw Obywatelskich i wiele, wiele innych osób. Również sama nauczycielka, która została zawieszona.
Ta sprawa w katolickiej Polsce wywołała gigantyczne poruszenie. Cały kraj został przez nią postawiony na nogi, trafiła nawet do Sejmu, bo kilkunastu posłów PiS podpisało projekt uchwały potępiający akt publicznego znieważenia symbolu religijnego w szkole.
Przy okazji ujrzeliśmy potężny pokaz gorliwej obrony wiary i uczuć religijnych. Nieco inny obraz niż ten, który wyłania się z najnowszych statystyk dotyczących Kościoła w Polsce. Te zaś alarmują, że w ciągu dekady Kościół stracił 1,7 mln wiernych. Że spada liczba księży. Że słabiej jest z przyjmowaniem sakramentów, a w przypadku bierzmowania mamy wręcz do czynienia z tąpnięciem.
Jaki jest więc ten obraz katolickiej Polski na początku 2026 roku?
Bazując na danych z 2024 roku mamy 10 352 parafie (wzrost z 10 344 w 2023 roku). I 23 274 księży do nich przypisanych (spadek o 6 proc.). 984 alumnów (spadek o 5,3 proc., od 2018 roku aż o 50 proc.). 15,4 tys. czynnych sióstr zakonnych (spadek o 1,3 proc.). 1926 domów zgromadzeń żeńskich (spadek z 1950)...
Polska religijna i świecka. Raport pokazuje podziały
Przejrzałam raport Annuarium Statisticum Ecclesiae in Polonia za 2024 rok, który Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) opublikował 16 grudnia 2025 roku. Od jego publikacji minął miesiąc, ale te dane krążą w przestrzeni publicznej i wciąż są analizowane w różnych częściach kraju.
Na przykład we Wrocławiu zauważono, że tylko co czwarty katolik chodzi tu do kościoła. "Coraz mniej chrztów, bierzmowań i ślubów kościelnych. Wrocławska diecezja należy dziś do grupy tych, w których wskaźniki uczestnictwa w niedzielnej mszy należą do najniższych w kraju" – analizuje lokalny portal Tu Wrocław.
Z kolei po drugiej stronie Polski – w najbardziej religijnej diecezji tarnowskiej – cieszą się, że są absolutnym liderem. "96,1 proc. dzieci w diecezji tarnowskiej uczęszcza na lekcje religii – absolutny rekord. W diecezji przemyskiej jest to 95,8 proc., a w warszawskiej tylko 53,2 proc. Tarnów pokazuje, że wiara wciąż może być mocnym fundamentem życia społecznego" – pisze portal Sądeczanin.Info.
Spojrzenia są więc różne, tak jak cała Polska jest podzielona i nie jest już jednolita religijnie. Raport pokazał, o czym już pisaliśmy w naTemat, że najbardziej świeckie obszary kraju wyraźnie odcinają się od reszty, a wschód i zachód kraju dzieli w tej kwestii prawdziwa przepaść.
Ale ogólne tendencje widać gołym okiem. Niektóre mogą być zastanawiające. Na przykład udział procentowy kobiet i mężczyzn w mszy św. w 2024 roku.
W czasie, gdy mężczyźni organizują się w Zakony Rycerzy Jana Pawła II, Rycerzy Kolumba, Wojowników Maryi, czy Żołnierzy Chrystusa, gdy chodzą po ulicach z różańcami, gdy ciągną za Konfederacją, Grzegorzem Braunem i próbują mówić nam jak żyć.... okazuje się, że udział procentowy kobiet w liturgii wyniósł 59,09 proc., a mężczyzn – 40,91 proc.
Można zapytać: 40 procent??? Gdzie więc jesteście wszyscy katoliccy patrioci, których oburza aborcja, LGBT albo aktualna afera z krzyżem w Kielnie?
Prof. Obirek: Mamy do czynienia ze zmianą postaw wobec religii
Znany teolog prof. Stanisław Obirek uważa, że w przypadku afery z Kielna ważne jest to, co powiedziała sama nauczycielka – że dla niej to nie była żadna obraza uczuć religijnych.
– Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wydarzenie – dziejące się w jakiejś klasie – urosło nagle do symbolu z jednej strony pogardy i lekceważenia symboli religijnych, a drugiej jakiegoś wzmożenia religijnego, że trzeba bronić krzyża za wszelką cenę – komentuje w rozmowie z naTemat.
Według niego wydarzenie z krzyżem jest trochę papierkiem lakmusowym tego, co w Polsce się dzieje. I przykładem zupełnie bezrefleksyjnej infantylizacji przestrzeni publicznej.
– Każdy uznał za stosowne, że musi się na ten temat wypowiedzieć. Już nie mówię o wzmożeniu prawej strony, która każdy pretekst traktuje jako znakomity do tego, żeby zaistnieć jako obrońcy wiary i krzyża, bo nie ma nic twórczego, konstruktywnego do zaproponowania – mówi.
Ale wracając do samego obrazu Kościoła i statystyk...
– One wpisują się w pewne procesy sekularyzacyjne, czy po prostu zmiany w nastawieniu społeczeństwa nowoczesnego, jakim Polska powoli się staje. Mamy do czynienia ze zmianą postaw wobec religii. I nie chodzi tylko o chodzenie do kościoła, ale również o to, że seminaria są zamykane czy że młodzież przestaje chodzić na religię – mówi prof. Obirek.
Według raportu ISKK w roku szkolnym 2024/2025 na lekcje religii uczęszczało 75,6 proc. uczniów. To spadek o 3,8 p. proc. w stosunku do poprzedniego roku szkolnego.
Ale, jak dodaje nasz rozmówca, nie znaczy to, że ludzie odwracają się od religii.
– Po prostu rejestrujemy pewne fakty i one nam mówią, że rola instytucjonalnych religii, zwłaszcza Kościoła katolickiego w Polsce się wyczerpała i coraz mniej ludzi traktuje to jako ofertę dla siebie. Stąd odejścia i szukanie nowych, bardziej atrakcyjnych form zaspokajania potrzeb religijnych – uważa.
Prof. Stanisław Obirek
teolog
Mniej bierzmowanych i chrztów, więcej dominicantes i communicantes
Spójrzmy, co jeszcze mówią statystyki. Według "Rocznika Statystycznego Rzeczypospolitej Polskiej 2025" GUS w latach 2015–2024 liczba ochrzczonych w Polsce zmniejszyła się o 1,7 mln osób.
Z kolei według raportu ISKK w 2024 roku sakrament chrztu udzielono 247,2 tys. osobom (spadek o 7,5 p. proc. wobec 2023 roku).
Do I Komunii św. przystąpiło niespełna 320 tys. osób (spadek o 1,5 p. proc.).
Bierzmowanie przyjęło ok. 213 tys. osób (spadek o 27,6 p. proc.).
Sakrament małżeństwa został udzielony 68,3 tys. parom (spadek o 11,6 p. proc.).
Ale zanotowano też małe wzrosty.
Wskaźnik dominicantes, czyli osób chodzących w niedzielę do kościoła w roku 2024 roku wyniósł 29,6 proc. (wzrost o 0,57 p. proc.)
A communicantes, czyli przystępujących do komunii św. – 14,6 proc. (wzrost o 0,64 p. proc.).
To wszystko powinno dawać Kościołowi do myślenia. Nawet w takim aspekcie, że dwa, a bywa, że nawet trzy lata przygotowań do bierzmowania, to dziś może trochę za dużo dla młodego człowieka.
– Powinno dawać do myślenia, a niestety, nie daje. Bo co to znaczy: dawać do myślenia? To znaczy zmienić postawę. Być mniej agresywnym, mniej polaryzującym, mniej osądzającym innych. Po prostu zdać sobie sprawę, że nasz czas się skończył i trzeba to zaakceptować. Że być może rok, który rozpoczęliśmy, przyniesie coś nowego. Nie rozdzierać szat, że nagle Polska się sekularyzuje czy poganieje, jak niektórzy mówią. Ona staje się normalnym krajem – mówi prof. Obirek.
prof. Stanisław Obirek
teolog
Uważa, że próbując dotrzeć do ludzi, Kościół powinien być partnerem w różnych okolicznościach. – Ciekawić się literaturą, muzyką, nawet kulturą popularną. Analizować media społecznościowe, czego ludzie szukają i starać się to zrozumieć. Zaoferować im coś mniej polaryzującego i budzącego negatywne emocje czy lęki. Po prostu pomagać – mówi.
Czyli można powiedzieć, zwyczajnie iść z duchem czasu – Papież Jan XXIII zaproponował to 60 lat temu, ale jakoś nie wszyscy to usłyszeli – odpowiada na to prof. Obirek.
