
Szymon Hołownia naprawdę się zirytował. Najpierw media wzięły na celownik jego samego, a teraz jego żonę. Polityk opublikował na X wpis, w którym skomentował okładkę "Polityki" z wizerunkami Urszuli Brzezińskiej-Hołowni i Marty Nawrockiej. "Wstydźcie się" – grzmi.
W poniedziałek światło dzienne ujrzała publikacja o rzekomej depresji Szymona Hołowni. Zaledwie dzień później, we wtorek, na okładkę trafiła jego żona. Media wzięły na tapet temat emerytur mundurowych Urszuli Brzezińskiej-Hołowni i Marty Nawrockiej. Były szef Polski 2050 i teraz nie zamierzał milczeć.
Żona Szymona Hołowni na celowniku mediów. Polityk ostro reaguje
Okładka najnowszego wydania tygodnika "Polityka" przedstawia wizerunki żon dwóch polityków, Karola Nawrockiego i Szymona Hołowni. Marta Nawrocka i Urszula Brzezińska-Hołownia trafiły na nią, ponieważ obie przeszły już na emeryturę mundurową. "Emerytury mundurowe. Największa polska armia to wcześniejsi emeryci" – brzmi nagłówek, nad którym znajdują się zdjęcia pań z podpisami, wskazanym wiekiem (kolejno 39 i 38 lat) i dopiskiem "status: emerytka".
Wykorzystanie wizerunku żony Szymona Hołowni oburzyło polityka, który opublikował na X długi wpis dotyczący tematu z okładki.
"'Wolne Media' w natarciu. Wczoraj zajęły się ujawnianiem moich chorób, dziś na afisz biorą moją żonę. Która po prawie 19. latach służby, w której dosłownie narażała życie, przy każdym dyżurze bojowym będąc pierwszym ogniwem obrony RP (a więc i bezczelnie handlujących dziś jej wizerunkiem dziennikarzy) – odeszła na wcześniejszą emeryturę. I z poczucia trwającego obowiązku wobec państwa – dołączyła do programu 'Aktywnej rezerwy'" – zaczął.
Hołownia wskazał, że zarówno on, jak i ich dwie córki "dobrze wiedzą, ile wojsku dała". "Jak często - jak w wielu mundurowych rodzinach – kładąc dziewczynki spać, słyszałem: 'A nikt nie zrobi mamie krzywdy? A mama wróci?'". Przypomnijmy, że Urszula Brzezińska-Hołownia była pilotką myśliwca MiG-29 i oficerką Sił Powietrznych RP.
Polityk podkreślił, że jego żona dużo zdrowia "zostawiła na szkoleniach, latając z morderczymi przeciążeniami", a także opisał, że w wojsku musiała przebijać "szklane sufity". Jednocześnie wspomniał, że decyzja o wcześniejszym odejściu ze służby była motywowana chęcią spędzania czasu z dwojgiem dzieci.
"Nigdy nie pchała się na świecznik, udzieliła paru wywiadów w czasie mojej prezydenckiej kampanii z 2020 r. (z której pochodzi też to okładkowe zdjęcie). NIE JEST osobą publiczną. Jej jedyną winą jest to, że jest moją żoną. Do niej też nikt nie dzwonił, zapytać, czy może wykorzystać jej twarz, nazwisko, wizerunek" – komentował.
Zobacz także
Następnie Szymon Hołownia stanął w obronie Marty Nawrockiej, która, jak przypomniał, "też nie wybrała sobie tego losu". Retorycznie pytał, czy przy jednoczesnym pełnieniu obowiązków Pierwszej Damy (za co w Polsce nie otrzymuje się wynagrodzenia) miałaby "nadal wystawiać skarbowe mandaty".
"Zawsze i wszędzie powtarzałem i pilnowałem tej zasady w kampaniach: wara od rodzin polityków, to nie ich wina, że robimy to, co robimy. Powtarzam: rozumiem taktykę – znienawidzonego polityka najpierw 'uderzyć' depresją, a później wziąć się za jego żonę. Kiedy przyjdzie czas na lustrację naszych 8– i 4–letnich dzieci?" – komentował na X.
Były szef Polski 2050 zwrócił się bezpośrednio do redakcji, ostro komentując: "Wstydźcie się". Wpis zakończył przeprosinami skierowanymi bezpośrednio do żony.
"Uleńko, przepraszam Cię, że przeze mnie musisz przechodzić przez takie rzeczy ze strony ludzi, za których życie i spokój byłaś gotowa płacić krwią" – podsumował.
"Wyoutowano" rzekomą chorobę Hołowni
23 lutego na łamach "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł pt. "Depresja polityka. Choroba dotknęła nie tylko Szymona Hołownię". Publikacja wznieciła żarliwą dyskusję na temat "outowania" chorób znanych osób (w tym polityków) i granicy między interesem publicznym a prywatnością. Na artykuł ostro zareagował sam Hołownia, który opublikował na X długi i pełen rozgoryczenia wpis. Polityk zarzucił dziennikarzowi Jackowi Nizinkiewiczowi, że ten postanowił bez jego wiedzy i zgody "przemocowo go wyoutować" na podstawie zasłyszanych plotek. W naTemat rozmawialiśmy także z Marcinem Dybukiem, który mówił wprost: "To jest przegięcie".
Szymon Hołownia zdementował informacje o rzekomej depresji i dodał, że "zmaga się z innymi wyzwaniami", o których być może kiedyś opowie publicznie, o ile uzna to za stosowne. "Niezmiennie stoję jednak na stanowisku, że wyłącznym dysponentem informacji o swoim stanie zdrowia zawsze i bezwarunkowo powinien być sam chory" – zaznaczył.
Głośna sprawa doczekała się finału: redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" Michał Szułdrzyński przeprosił Szymona Hołownię w wydanym oświadczeniu. Były lider Polski 2050 przyjął przeprosiny i we wpisie na X poinformował, że "nie żywi urazy". Autorowi artykułu zaproponował zaś spotkanie przy kawie, podczas którego "wytłumaczy, dlaczego nie wolno z nie swoich chorób robić clickbaitu". "Chcę wierzyć, że nie było złej woli, że zabrakło po prostu wrażliwości. Niech moja dzisiejsza przygoda będzie wołaniem o nią do nas wszystkich" – zakończył polityk.
