Mężczyzna z miśkiem i dziecięcym smoczkiem w ustach
Dorosłe dziecko można wyrzucić z domu z pomocą sądu Fot. Shutterstock / canva

– Czym innym jest wspólne mieszkanie oparte na porozumieniu i podziale kosztów, a czym innym sytuacja, w której dorosły człowiek zachowuje się jak dziecko – oczekuje, że ktoś za niego posprząta, ugotuje i zrobi zakupy. W takim przypadku rodzice mają pełne podstawy, by się sprzeciwić – mówi mec. Marlena Pacocha, prawniczka, mediatorka sądowa. W rozmowie z naTemat wyjaśnia, jakie kroki prawne mogą podjąć zdesperowani rodzice.

REKLAMA

Aleksandra Tchórzewska: Czytałam o Włoszce, która pozwała swojego 31-letniego syna do sądu. Chciała, żeby się wyprowadził – nie dokładał się do rachunków, nie sprzątał. Sprawę wygrała. Zastanawia mnie, jak to wygląda u nas. Załóżmy, że polska mama mieszka z 40-letnim synem. Powinna sądownie zmusić go do płacenia rachunków? A może wyrzucić z mieszkania? Jak to wygląda w świetle prawa?

mec. Marlena Pacocha, prawniczka, mediatorka sądowa: To zależy od okoliczności konkretnej sprawy. Co do zasady przyjmuje się, że zdrowy, 40-letni człowiek posiadający kwalifikacje zawodowe czy konkretny fach, powinien być w stanie utrzymać się samodzielnie.

Kluczowe jest to, czy taka osoba faktycznie ma możliwość samodzielnego utrzymania się, a jeśli nie – czy podejmuje wszelkie starania, aby ten stan zmienić. 

Warto pamiętać, że obowiązek alimentacyjny rodziców nie wygasa automatycznie wraz z osiągnięciem przez dziecko pełnoletności. Trwa tak długo, aż dziecko będzie w stanie utrzymać się samo. Jednak ma to oczywiście swoje granice. Jeżeli dorosłe dziecko pracuje i osiąga dochody, obowiązek ten co do zasady wygasa. 

Sprawny 40-latek, o którym wspominamy, zwykle powinien już być niezależny. Jeśli więc dorosły syn nie chce partycypować w kosztach utrzymania ani dobrowolnie się wyprowadzić, a rodzic nie chce dalej go utrzymywać ani mieszkać razem z nim, ma prawo wystąpić z powództwem o eksmisję. Warunkiem powodzenia takiej sprawy jest wykazanie, że obowiązek alimentacyjny ustał – czyli że dorosłe dziecko jest w stanie samodzielnie zaspokoić swoje potrzeby życiowe.

Matki w Polsce często decydują się na wystąpienie o eksmisję własnych dorosłych dzieci?

Przyznam szczerze, że osobiście nie prowadziłam jeszcze takiej sprawy. Widuję jednak takie przypadki z innej perspektywy – udzielając się jako kurator społeczny w Wydziale Rodziny i Nieletnich Sądu Rejonowego. 

Odwiedzam domy, w których z rodzicami mieszkają dorosłe dzieci, niekiedy mające nawet 50 lat. Statystyki potwierdzają moje obserwacje: to zazwyczaj mężczyźni zostają w domu rodzinnym znacznie dłużej niż kobiety.

W mniejszych ośrodkach miejskich takich sytuacji jest naprawdę dużo. Mimo to w swojej praktyce nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, aby rodzice faktycznie zdecydowali się na ostateczny krok i wystąpili o eksmisję. 

Widzę natomiast, że z każdym rokiem taki człowiek – dorosłe dziecko mieszkające z rodzicami – staje się coraz bardziej nieporadny życiowo i coraz silniej uzależniony od rodziców, którzy przecież nie będą żyli wiecznie. Wierzę w ludzi, ale w takich przypadkach szanse na usamodzielnienie się są niewielkie. 

Moim zdaniem to poważny problem systemowy. Dzisiaj bardzo ciężko jest samodzielnie wejść w dorosłość i stanąć na nogi. Wpływ na to ma sytuacja gospodarcza, koszty nieruchomości, inflacja i wiele innych aspektów. 

Nie da się ukryć, że młodzi ludzie coraz później opuszczają domy rodzinne. Być może czują się mniej bezpiecznie niż dawniej. 

Ja sama szybko wyszłam z domu, nie mając solidnych podstaw ani przygotowania, ale zaryzykowałam, bo chciałam być samodzielna. Mam wrażenie, że dzisiejsze dzieciaki chcą mieć stuprocentową pewność, że są gotowe, zanim podejmą ten krok. To chyba cecha naszych czasów.

Co się dzieje w domach, które pani odwiedza?

Najczęściej problemem są uzależnienia, głównie choroba alkoholowa, i idące z nią w parze współuzależnienie. Często spotykam model, w którym najpierw uzależniony był ojciec, a później w ten sam nałóg wpadają dorośli synowie.

Czy zauważa pani coś jeszcze w kontaktach między dorosłymi, pomijając skrajną patologię?

Moim zdaniem problemem jest często nadopiekuńczość rodziców. Mam przed oczami konkretną rodzinę: syn jest człowiekiem naprawdę radzącym sobie w życiu, choć uzależnionym. Walczy z nałogiem, ma długie okresy normalności i ogromnej zaradności życiowej. Mimo to dostrzegam u jego matki brak gotowości na to, by syn opuścił dom. 

Wynika to pewnie z obawy, że bez jej opieki szybciej wróci do nałogu. Ta nadopiekuńczość jest bardzo widoczna, szczególnie w stosunku do mężczyzn.

Sama mam dwie młode, ale dorosłe już córki. Jedna już się wyprowadziła, druga nadal z nami mieszka. Jako matka mam ochotę powiedzieć: "może zostań jeszcze trochę, odłożysz więcej pieniędzy". Wiadomo, że koszty życia z rodzicami są znacznie niższe. 

Trzeba jednak znaleźć w sobie siłę, by widząc niepewność dziecka, które chce wyjść z domu, delikatnie i z troską je "wypchnąć". Dać sygnał: "jestem tu, ale spróbuj". Łatwo ten moment przegapić, a potem jest już tylko trudniej.

Mieszkanie z rodzicami jest bez wątpienia wygodniejsze, ale myślę, że przychodzi taki moment, w którym dla dobra obu stron trzeba podjąć decyzję i pomóc dziecku opuścić dom, jeśli samo nie kwapi się do wyprowadzki.

We Włoszech syn pracował, był zdrowy i sprawny, ale po prostu nie chciał dokładać się do rachunków ani nawet sprzątać po sobie. Czy z takimi skargami matek również się pani spotyka?

Oczywiście. Jako kurator widzę domy, w których cała organizacja życia codziennego spoczywa wyłącznie na barkach rodziców, a konkretnie matek. Trudno byłoby jednak orzec eksmisję wyłącznie z powodu nieutrzymywania porządku – mogłoby to stanowić natomiast jeden z aspektów, które sąd brałby pod uwagę. Sąd jednak musiałby spojrzeć na sprawę znacznie szerzej.

Zazwyczaj nie chodzi tylko o samo niesprzątanie. Dochodzą do tego inne kwestie: brak partycypacji w kosztach utrzymania domu oraz nieustanne kłótnie i awantury. Trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek rodzic patrzył bez słowa na 40-letnie dziecko, które z nim mieszka, i w ogóle go nie wspiera.

Czym innym jest wspólne mieszkanie oparte na porozumieniu i podziale kosztów, a czym innym sytuacja, w której dorosły człowiek zachowuje się jak dziecko – oczekuje, że ktoś za niego posprząta, ugotuje i zrobi zakupy. W takim przypadku rodzice mają pełne podstawy, by się sprzeciwić.

Mogą wystąpić do sądu z powództwem o eksmisję lub o uchylenie obowiązku alimentacyjnego, jeśli istnieją przesłanki potwierdzające, że dziecko jest w stanie utrzymać się samodzielnie.

Dalsza część wywiadu poniżej

Kiedyś pisałam o przemocy dorosłych dzieci wobec starszych rodziców. Policjant mówił mi, że rodzice często nie są w stanie poskarżyć się na własne dzieci, bo… to rodzina.

Właśnie. Im mniejsze miasto i im bardziej ograniczone środowisko, tym trudniej – sąsiedzi wszystko o sobie wiedzą. Ja też to obserwuję – dotyczy to zarówno dzieci, jak i współmałżonków. 

Często wiąże się to z uzależnieniem, a kończy awanturami, niszczeniem sprzętów, naruszaniem miru domowego, groźbami i zastraszeniem rodziców.

Rodzicom jednak niezwykle ciężko jest zdecydować się na "walkę" z własnym dzieckiem.

Zastanawiam się, czy rodzice w ogóle zakładają dzieciom Niebieskie Karty? Czy to domena relacji między małżonkami?

Większość przypadków, które znam, dotyczy faktycznie małżonków – zakładane są one zarówno mężom, jak i żonom. Jednak miałam raz sytuację, w której syn miał założoną Niebieską Kartę. Wynikało to z jego uzależnienia oraz agresywnego zachowania wobec domowników.

Sytuacje, w których dorosłe dziecko nie ma własnych środków na utrzymanie i w całości polega na rodzicu – nawet w kwestii zakupu drobnych rzeczy codziennego użytku – są bardzo trudne. Jeśli dochodzi do tego alkohol lub inne uzależnienia, rodzi to ogromną frustrację, która niestety często przeradza się w otwartą agresję.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że takie dorosłe dzieci nierzadko stosują wobec rodziców szantaż emocjonalny. Straszą samookaleczeniem lub wyrządzeniem sobie krzywdy tylko po to, by wymusić utrzymanie wygodnego dla nich status quo. To również jest forma przemocy. 

mec. Marlena Pacocha

prawniczka, mediatorka sądowa

Czasami zachowania, które z pozoru wydają się normalne, małymi, subtelnymi krokami ewoluują w stronę agresji, czego rodzic może początkowo nie zauważać.

Pamiętajmy, że agresja nie zawsze musi być głośna. Może objawiać się na przykład w postaci manipulowania rodzicem w celu zmuszenia go do ponoszenia wydatków przekraczających jego możliwości finansowe. To wszystko są formy przemocy domowej.

Załóżmy, że się udało – rodzic wygrał sprawę o eksmisję dorosłego dziecka. On jednak rozkłada ręce i mówi, że nie stać go na stancję albo nie znalazł dachu nad głową. Co wtedy się dzieje?

Jeżeli rodzice mają prawomocny wyrok sądu o eksmisję, to musi on mieć nadaną klauzulę wykonalności. Z takim dokumentem sprawa trafia do komornika sądowego, który zajmuje się wykonaniem eksmisji.

Oczywiście sąd, orzekając o eksmisji, zawsze bada, czy osoba eksmitowana jest uprawniona do lokalu socjalnego. Natomiast w przypadku dorosłych, sprawnych, zdrowych dzieci – często posiadających własny dochód – przyznanie lokalu socjalnego właściwie się nie zdarza.

Wówczas to komornik ma zadanie usunięcia takiej osoby z zajmowanego lokalu. Najpierw stara się to zrobić w sposób dobrowolny, ale jeśli to nie przyniesie rezultatu, ma narzędzia prawne, aby przymusić taką osobę do opuszczenia mieszkania.

Spotkałam się z takim wyrażeniem jak wypowiedzenie umowy użyczenia lokalu. Czy to jest to samo, o czym mówimy?

Tak. Wypowiedzenie umowy użyczenia powinno nastąpić jeszcze na etapie przedsądowym. Przyjmuje się bowiem, że dorosłe dzieci mieszkające z rodzicami korzystają z nieruchomości właśnie na podstawie dorozumianej umowy użyczenia. Oznacza to, że bezpłatnie zajmują całość lub część lokalu przez pewien czas.

Zazwyczaj uznaje się, że jest to umowa na czas nieoznaczony, ponieważ trudno spotkać przypadek, w którym rodzice podpisywaliby z dziećmi formalne dokumenty regulujące te kwestie. 

W takiej sytuacji rodzic powinien najpierw oficjalnie wypowiedzieć taką umowę – czyli wezwać dziecko do wyprowadzki i wyznaczyć mu konkretny termin. Dopiero po bezskutecznym upływie tego terminu można złożyć w sądzie pozew o eksmisję.

Co do zasady taki stosunek prawny traktujemy jako użyczenie, o ile oczywiście rodzice posiadają tytuł prawny do lokalu, czyli są jego właścicielami lub współwłaścicielami. Ich uprawnienia do nakazania opuszczenia lokalu przez dorosłe dziecko, a następnie, w przypadku bierności dorosłego dziecka, do wystąpienia z powództwem o eksmisję, wynikają wprost z przepisów Kodeksu cywilnego dotyczących ochrony prawa własności.

Czy pani mecenas, jako mediatorka, musiała kiedyś zażegnać konflikt między dorosłym rodzicem a dorosłym dzieckiem?

Nie zdarzyło mi się to, ale myśląc o tym teraz, uważam, że to świetny "materiał" na mediację. To doskonały kazus, ponieważ istotą mediacji jest nie tylko polubowne rozwiązanie konfliktu, ale i możliwość utrzymania relacji w niepogorszonym stanie. W tym przypadku mówimy o bliskich więziach między rodzicami a dziećmi. 

Najlepiej byłoby rozwiązać problem, zachowując te relacje w stanie co najmniej akceptowalnym dla obu stron. Mediacja jest ku temu najlepszym narzędziem.

W trakcie takiej mediacji można by doprowadzić do zawarcia umowy użyczenia lokalu. Jeżeli rodzice dopuszczają możliwość dalszego zamieszkiwania dziecka z nimi, ale pod pewnymi warunkami – takimi jak partycypowanie w kosztach utrzymania rodziny czy podział obowiązków – to taka umowa mogłaby stanowić element ugody, wieńczącej mediację. 

Przypomniała mi się teraz sytuacja sprzed kilkunastu lat. Trzydziestolatek wrócił do domu rodzinnego, bo "coś mu nie wyszło" i dostał oddzielną półkę w lodówce. Nie mógł sięgać po inne produkty.

To z kolei odwrotna sytuacja – rodzice bardzo mocno określili zasady. 

Czy to jest w porządku? 

Wydaje mi się, że to kwestia subiektywna. W niektórych domach takie zachowanie będzie czymś naturalnym, a w innych osoba, wobec której zachowano się w ten sposób, poczuje, że stosowana jest wobec niej przemoc. Tu jest zbyt mało danych, by jednoznacznie ocenić tę "jedną półkę w lodówce".

Taki podział jest czymś typowym, gdy dzieli się mieszkanie – na przykład ze współlokatorami na studiach. Wyznaczanie sobie nawzajem obszarów w domu, w tym i w lodówce wydaje się naturalne. Jeśli ogranicza się to tylko do kwestii półki, nie traktowałabym tego jako przemocy.

Jakie błędy popełniają rodzice, mieszkając z dorosłymi dziećmi? Czy nie walczą o swój teren?

Myślę, że największym błędem jest godzenie się na taką sytuację i jej akceptowanie – oczywiście w przypadkach, gdy rodzicom to wcale nie odpowiada. Czym innym jest sytuacja, w której rodzice potrzebują pomocy i wsparcia ze strony dziecka, a dziecko się na to godzi i wówczas wspólne zamieszkanie jest efektem zgodnej decyzji podjętej przez obie strony.

Największym błędem jest czekanie na dzień, w którym dziecko się usamodzielni i podejmie decyzję o wyjściu z domu. Z moich obserwacji wynika, że z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, takie dorosłe dziecko staje się coraz bardziej zależne od rodziców a czasami po prostu jest tak mu wygodniej.

Mówimy tutaj oczywiście o sytuacjach skrajnych, a więc o trzydziesto- czy czterdziestolatkach. 

Polskie sądy stają bardziej po stronie seniorów, którzy mają prawo do własnej przestrzeni, czy raczej po stronie dorosłych dzieci?

Tutaj trudno o jednoznaczną odpowiedź, choć uważam, że co do zasady sądy opowiadają się po stronie rodziców. Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale jeżeli dziecko jest w pełni sprawne fizycznie i intelektualnie, zdrowe oraz posiada wykształcenie lub zawód, to nie ma podstaw, by musiało mieszkać z rodzicami.

W orzecznictwie można spotkać bardzo rozbieżne podejścia. Zdarzają się wyroki, w których sądy uznają, że sam fakt pobierania zasiłku dla bezrobotnych jest już próbą usamodzielnienia się. 

Z drugiej strony są orzeczenia mówiące, że podjęcie kolejnego kierunku studiów – o ile dziecko ma dobre wyniki w nauce i rzetelnie się uczy – stanowi podstawę do tego, by nadal pozostawało na utrzymaniu rodziców.

Zasadniczo jednak, jeśli dziecko nie posiada prawa własności ani współwłasności do lokalu, w którym zamieszkuje wraz z rodzicami, jest dorosłe i ma realną możliwość samodzielnego utrzymania się, sytuacja jest jasna. Rodzice nie mają obowiązku utrzymywania takiego dziecka. Musimy bowiem odróżnić brak możliwości samodzielnego utrzymania się od braku chęci. 

Jeśli ktoś ma wykształcenie wyższe, ale twierdzi, że nie ma dla niego pracy, która zadowalałaby go pod każdym względem, finansowym czy zawodowym, to nie można mówić o braku możliwości zarobkowych. Na idealną pracę można czekać całe życie. W takiej sytuacji rodzice nie mają obowiązku utrzymywania dorosłego dziecka. 

Myślę, że takich sytuacji jest najwięcej i wówczas sądy stają po stronie rodziców.

Ile czasu mija od momentu podjęcia decyzji o eksmisji dorosłego dziecka do faktycznego wykonania wyroku?

To zależy od zawiłości i stopnia skomplikowania sprawy. Może to trwać kilka miesięcy – pięć lub sześć – ale może też przeciągnąć się do kilkunastu. Jeżeli dziecku przysługuje prawo do lokalu socjalnego, proces ten trwa jeszcze dłużej, nawet lata. Czas oczekiwania zależy chociażby od obłożenia sądu sprawami. Z uwagi na to, w większych miastach czas oczekiwania będzie dłuższy. 

Jeśli dziecko nie jest uprawnione do lokalu socjalnego, postępowanie może zamknąć się w ciągu kilku miesięcy. Natomiast w przypadku przyznania takiego lokalu przez sąd w wyroku, sąd nakaże wstrzymanie eksmisji do czasu zawarcia umowy najmu lokalu socjalnego. Tutaj także sytuacja wygląda różnie, w zależności od gminy, ponieważ to gmina taki lokal zapewnia. Trzeba mieć na uwadze, że większość gmin zmaga się z deficytem takich mieszkań. 

Wówczas sprawa może trwać latami i do czasu wskazania lokalu przez gminę dziecko nadal będzie mieszkało z rodzicami. Oczywiście rodzicom przysługuje wtedy roszczenie odszkodowawcze wobec gminy za wydłużający się okres oczekiwania.

Pewne narzędzia ma też komornik, niemniej jednak jest to proces długotrwały.

A jeżeli dziecko nadal wymusza możliwość mieszkania i chce czerpać z tego korzyści, to jak rodzic może się bronić?

Zaczęłabym na pewno od próby polubownego rozwiązania sporu. Jeżeli bezpośrednia rozmowa między rodzicami a dzieckiem nie przynosi efektów, warto spróbować zaangażować innego członka rodziny, z którym dziecko się liczy – na przykład dziadków lub rodzeństwo, mające u takiego dorosłego dziecka autorytet.

Kolejnym krokiem mogłaby być mediacja, czyli rozmowa z udziałem obiektywnej, niezależnej osoby, która wie, jak poprowadzić dialog, aby osiągnąć konsensus satysfakcjonujący obie strony. Należy jednak pamiętać, że mediacja jest dobrowolna i obie strony muszą wyrazić na nią zgodę, co w omawianym temacie może nie być wcale łatwe. 

Jeśli metody polubowne zawiodą, jedynym narzędziem prawnym pozostaje wypowiedzenie umowy użyczenia lokalu i złożenie pozwu o eksmisję. 

W sytuacjach skrajnych, gdy dochodzi do agresji i przemocy ze strony dorosłych dzieci, mamy także do dyspozycji narzędzia, które daje ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Na podstawie tej ustawy sąd może zobowiązać taką agresywną osobę do natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania. 

Ma to miejsce w sytuacji, gdy taka osoba stwarza zagrożenie dla pozostałych domowników, w omawianym przez nas przypadku – rodziców. Rodzice powinni w takiej sytuacji wezwać policję. 

Dodatkowe narzędzia znajdujemy też w ustawie o ochronie praw lokatorów mieszkaniowym zasobie gminy i zmianie Kodeksu cywilnego, której przepisy pozwalają, w przypadku uporczywego zakłócania miru domowego, wystąpić do sądu z powództwem o usunięcie takiej osoby z zajmowanego lokalu.