Jak nie naciąć się na fałszywy sklep? Dziś to już prawdziwa plaga
Jak nie naciąć się na fałszywy sklep? Dziś to już prawdziwa plaga Fot: Pietro Tebaldi / Unsplash.com

Oszustwa internetowe stają się coraz bardziej wysublimowane. Coraz ciężej jest ocenić, czy dany sklep warto obdarzyć zaufaniem. Przestępcy na bieżąco dostosowują swoje sztuczki. Pomagają im AI i psychologia. Istnieje jednak kilka skutecznych metod, by sobie z tym poradzić.

REKLAMA

Fałszywe sklepy mają nowe metody na wyłudzenie pieniędzy od klientów. Ich polityka staje się coraz bardziej przebiegła, a "wpaść" może nawet kupujący, który do tej pory skutecznie rozpoznawał oszustwa.

Niestety, oszuści też mają dostęp do środków masowego przekazu i przygotowują strategie, które omijają czujność świadomych klientów. Fałszywe sklepy wykorzystują AI, by wypromować swoją ofertę i stworzyć wizerunek marki. Korzystają z gotowych szablonów stron internetowych, które stanowią minimalny koszt względem gigantycznych zysków z okradania klientów. Wszystko wygląda na profesjonalne, bezpieczne, zaufane, a w rzeczywistości to tylko kolejny scam.

Jak rozpoznać fałszywy sklep? Dokładnie przyjrzyj się stronie

Jedną z metod sprawdzenia, czy dany sklep faktycznie działa, czy to tylko fasada dla niecnych oszustów, jest sprawdzenie dostępnych metod płatności i dostępność opcji płatności przy odbiorze, a także współpraca z kilkoma firmami kurierskimi. Sprawdzonym sklepom zależy przede wszystkim na konwersji – klient ma mieć jak najprostsze doświadczenie zakupowe, nie może go zatrzymać brak dogodnych operatorów transakcji czy duża odległość do paczkomatu.

Dobrą metodą jest też sprawdzanie, czy grafiki wykorzystywane przez dany sklep nie są obecne na popularnych chińskich platformach pokroju Temu. Część z fałszywych sklepów oszukuje w zakresie samej marki, promując ją jako coś ekskluzywnego, w rzeczywistości będąc jedynie tanim dropshippingiem.

Kolejny kluczowy aspekt to weryfikacja opinii na temat danego sklepu. Wszędzie gdzie się tylko da. Na Facebookowych grupach, które zajmują się oszustwami, na serwisach pokroju Trustpilot, w Google, czy nawet na forach pokroju Reddita – wszędzie tam, gdzie poprzedni klienci mieli możliwość podzielenia się swoimi doświadczeniami. Warto jednak pamiętać, że część z tych opinii może być zmanipulowana. Należy sprawdzać, czy konta, które je publikują, mają więcej wpisów, od jak dawna istnieją, czy ich wypowiedzi są generyczne, sugerujące wykorzystanie AI.

Sklep-oszust raczej nie poda Ci NIP-u, REGON-u, a tym bardziej KRS. A jeśli poda – bingo

Większość sklepów, które oszukują swoich klientów, będzie podawać jak najmniej informacji na swój temat. Popularną praktyką było nieudostępnianie dosłownie niczego: zero nazwisk, zero identyfikatorów. Czasem złodzieje nie dodawali nawet numeru telefonicznego do dedykowanej sklepowi infolinii. Brak informacji na stronie automatycznie musi zapalić nam lampkę alarmową.

Oszuści zorientowali się jednak, że naiwność klientów trzeba podejść od innej strony, bo ogół populacji staje się coraz lepiej wyedukowany w zakresie bezpiecznych zakupów. Ostatnio pojawiły się sklepy, które ewidentnie są oszustwem (potwierdzają to liczne komentarze na niezależnych stronach z opiniami), a widnieją w odpowiednich rejestrach. Sam fakt, że sklep podaje NIP, REGON i/lub KRS nie oznacza więc jeszcze, że warto w nim kupować. Istnieje kilka poszlak, które mogą wskazywać, że wciąż mamy do czynienia z oszustwem. Mowa tu przede wszystkim o:

  • Krótkim okresie działania spółki, często jest to kilka miesięcy, nawet tygodni.
  • Niskim kapitale zakładowym, np. 5000 zł. Złodzieje nie inwestują dużych sum w fałszywe sklepy.
  • Podejrzanych danych osobowych. Np. sklep reklamuje się jako tradycyjna "polska" marka, a w KRS są sami obcokrajowcy.
  • Fałszywa promocja przestała być wyznacznikiem

    Kiedyś fałszywe sklepy można było rozpoznać przede wszystkim ze względu na skrajnie korzystne oferty. Buty za bezcen, markowa odzież taniej niż w jakimkolwiek stacjonarnym sklepie, biżuteria wytwarzana własnoręcznie w blasku księżyca z wykorzystaniem piasku z Sahary, ale kosztująca mniej niż samo złoto potrzebne do jej wytworzenia – to na szczęście nas już nie kupuje.

    Choć zdarzają się wciąż sklepy, które wciąż idą w tym kierunku, np. oferując przeceny rzędu 90 proc., robią to często w nieco sprytniejszy niż do tej pory sposób. Operują one na "końcówkach kolekcji", "outletach", ale też całkowitej "wyprzedaży asortymentu" w związku z zamknięciem działalności w dobie trudnej ekonomii. Niekiedy grają one na emocjach użytkownika. Tworzą historię marki, dają jej miejsce na mapie, a zarazem w naszym umyśle, – np. tradycyjny butik z Krakowa, ekologiczna odzież z Podlasia.

    Dlatego coraz ważniejsze jest to, by nie ulegać presji czasu. Należy ignorować wesołe bannery dające nam 30 minut na podjęcie decyzji, ckliwe "pozostało tylko: 2 sztuk!" i skupić się na otoczce sklepu. Każdy sukces w e-commerce wymaga gigantycznego zaplecza marketingowego. A to tworzy bardzo łatwy do identyfikacji ślad.

    By nie dać się oszukać, musimy stawiać na sklepy, które robią to, co jest kluczowe dla ich biznesu – są obecne, reklamują się, wydają pieniądze na współprace, inwestują w markę. Budują kapitał i wizerunek, którego utrata jest realnym problemem dla przedsiębiorcy.