Steward Wizz Aira o minusie miejsca w rzędzie ewakuacyjnym
Steward Wizz Aira mówi o wadzie miejsca w rzędzie ewakuacyjnym. Nie każdy będzie czuł się tam dobrze Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Sezon na wiosenne i letnie wyjazdy właśnie się rozpoczyna. Wielu z nas poleci na wymarzone urlopy tanimi liniami lotniczymi. Jak wiadomo, o komfort w nich bywa trudno. Z powodu ciasnoty na pokładzie wymarzonym miejscem jest to w rzędzie ewakuacyjnym. Jednak steward Wizz Aira wyjaśnia, że może ono nie być idealnym rozwiązaniem.

REKLAMA

Podróże z tanimi liniami lotniczymi mają dwie ogromne zalety – cenę biletów, a także bardzo szeroką siatkę połączeń. Po stronie wad można natomiast w nieskończoność wyliczać kolejne punkty, jak limity bagażu, opłaty za miejsca obok siebie czy wspomniana już ciasnota. Zwłaszcza dla wyższych osób wielogodzinna podróż z kolanami pod brodą bywa bardzo uciążliwa, stąd częsty wybór miejsc w rzędzie ewakuacyjnym. Tam jednak także trudno mówić o idealnych warunkach.

Steward Wizz Aira o problemie foteli w rzędzie ewakuacyjnym. Nie przepada za nimi

Na pierwszy rzut oka miejsce w rzędzie ewakuacyjnym bywa spełnieniem marzeń. Nie dość, że można spokojnie rozprostować nogi, to jeszcze nie trzeba robić zamieszania podczas wychodzenia do toalety. A i w sytuacji awaryjnej jesteście w dogodnej pozycji, bo jednak macie blisko do wyjścia. Za taki "luksus" trzeba jednak najczęściej dodatkowo dopłacić.

Jednak jest wiele kwestii związanych z tym miejscem, o których podróżni nie mają bladego pojęcia. O jednej z nich przypomniał Adam Hodge, wieloletni steward na pokładzie Wizz Aira, w rozmowie z "Mirror". Przyznał on wprost, że z powodu bagażu nie lubi zajmować fotela w rzędzie ewakuacyjnym. Warto bowiem pamiętać, że osoby, które siedzą na tych miejscach, muszą wszystkie swoje rzeczy schować w schowkach nad głową.

"Lubię mieć torbę pod siedzeniem, żebym mógł w razie potrzeby włożyć i wyjąć z niej rzeczy, zmienić słuchawki czy przeczytać książkę. Dlatego dobrze jest mieć więcej swobody i elastyczności" – przyznał steward Wizz Aira. Ostatecznie to, co dla niego jest wadą, dla innych może być zaletą. Sama nie lubię męczyć się z bagażem pod nogami, a to, co najważniejsze, czyli książkę i słuchawki, mam w nerce na pasie, więc w każdej chwili mogę do tego sięgnąć. Stąd w zasadzie nie zdarza mi się otwierać bagażu podczas lotu samolotem.

Druga wada, o której warto pamiętać podczas wyboru miejsca w rzędzie ewakuacyjnym, to ryzyko braku okna. Drzwi np. w niektórych Airbusach (także tych należących do Wizz Aira) mają jedynie niewielkie okrągłe wizjery, więc o podziwianiu widoków podczas lotu możesz zapomnieć.

Miejsca w rzędzie ewakuacyjnym nie dla każdego. Warto o tym pamiętać

Osoby siedzące w fotelach z większą ilością miejsca na nogi podczas lotu mogą sięgać po swój bagaż i mieć go przy sobie. Jednak każdy komunikat o turbulencjach i obowiązku zapięcia pasów oznacza, że będą musieli ponownie schować go do schowka, a to bywa dość irytujące. Zwłaszcza że wiele osób nie zdaje sobie w ogóle sprawy z zakazu posiadania plecaka pod sąsiednim fotelem w trakcie startu, lądowania i turbulencji.

Problemów z miejscem w rzędzie ewakuacyjnym jest jednak znacznie więcej. Przede wszystkim warto pamiętać, że nie każdy może w ogóle tam siedzieć. Po pierwsze należy spełnić kryterium wieku. Miejsca te są przeznaczone dla pasażerów w wieku co najmniej 15-16 lat (w zależności od linii lotniczej). Jeżeli nie chcesz siedzieć obok dziecka, jest to opcja dla ciebie.

Kolejnym koniecznym warunkiem jest znajomość języka angielskiego lub lokalnego – innymi słowy, musisz być w stanie porozumiewać się z załogą. Dodatkowo w rzędzie ewakuacyjnym nie mogą siedzieć osoby z ograniczeniami fizycznymi lub umysłowymi. Pasażer musi być na tyle silny, żeby w razie potrzeby otworzyć drzwi. Tym samym nie siądą tam osoby z niepełnosprawnością. Ze względów bezpieczeństwa nie są to także fotele przeznaczone dla kobiet w ciąży.