
Coraz częściej w przestrzeni publicznej pojawia się pojęcie sygnalizacji cnoty. Jej kontekst dotyka bardzo silnie toksycznych cech ludzkiej osobowości. To nie jest przypadkowe zachowanie, które działa w próżni. To wymierna strategia, która zapewnia ogromne korzyści, niestety często kosztem innych.
Sygnalizacja cnoty to toksyczne działanie, które ma na celu zaprezentowanie nas w pozytywnym świetle. Zjawisko to dotyczy zarówno życia politycznego, jak i prywatnego. Najczęściej opiera się na nadmiernym i fałszywym wyrażaniu empatii wobec jakiegoś zdarzenia, np. trzęsienia ziemi czy wybychu wojny. Ma na celu zaprezentowanie nas jako osobę dobrą, wrażliwą, zaangażowaną i społecznie odpowiedzialną. Dotyka ona etyki i moralności, często plasuje daną osobę ponad innymi w tych obszarach, co stanowi duży kapitał polityczny, ale też sporą przewagę w interakcjach codziennych.
Sygnalizacja cnoty najczęściej jest teatralna, przerysowana i odbiega od standardowych reakcji danej jednostki na trudności. Wymaga ona też publiki. Jeśli próbujemy ocenić, czy dana osoba kieruje się sygnalizacją cnoty w swoim życiu, wystarczy ocenić jej zachowania wobec zdarzeń wymagających empatii w towarzystwie kontra w sytuacjach 1 na 1.
Etyczna fasada często nie wiąże się z realnymi działaniami. Jeśli do nich dochodzi, osoba "sygnalisty" podejmuje je stosunkowo krótko i szybko się wypala. Często zresztą zwali wypalenie na wysoki poziom empatii, np.: "Wiesz, ja nie mogę się zajmować tą pomocą, bo przerasta mnie ogrom krzywd osób, których to dotyczy".
Sygnalizacja cnoty to narzędzie toksyczności
Toksyczna moralność jest związana z bardzo szkodliwym mechanizmem empatii selektywnej. Toksyczne wyrażanie cnoty dotyczy zazwyczaj obiektów "bezpiecznych". Mowa tu o kierunkowaniu empatii wobec czegoś, wobec czego praktycznie każdy będzie okazywać empatię. Może to być wybuch wojny, katastrofa samolotu, sytuacja zwierząt w Polsce. To są niezwykle łatwe punkty dla społecznego postrzegania.
Zapewnia to też doskonałą maskę, bo przecież to jest kompletnie normalna reakcja – coś strasznego się stało, chcemy to wyartykułować, chcemy się temu sprzeciwić, chcemy pokazać nasz żal. Ale w tym konkretnym przypadku jest też drugie dno.
Problem polega na tym, że u osób o wysokiej toksyczności takie zachowanie jest czymś wyjątkowym. Najczęściej unikają one konfrontacji z empatią w codziennym życiu, w którym dotyczy ona realnych osób, tych, którzy mają największą potrzebę odbierania tej empatii – partnerów, dzieci, przyjaciół.
Empatia wobec "bezpiecznych" obiektów sprawia, że takie osoby mogą maskować swoje deficyty wobec bliskich. Mogą trzymać maskę osób wrażliwych, zaangażowanych i "raczej dobrych niż złych", gdzie realnie ich działanie nie wpływa pozytywnie na nikogo.
Bo empatia ma gigantyczną wartość, gdy ktoś obok nas cierpi, a my staniemy obok tej osoby i podamy jej pomocną dłoń – tu i teraz, codziennie, stabilnie. Ma nieproporcjonalnie mniejszą, kiedy od święta obdarzamy nią ofiary odległych trosk.
Po co jest ta maska z cnoty?
Ten toksyczny komponent w sygnalizacji cnoty jest niezwykle problematyczny. Osoba, która zauważa takie zachowanie, to najczęściej ktoś, kto jest blisko wobec "sygnalisty" i widzi jego codzienne reakcje, które nijak nie przystają do świętego oburzenia, radykalnego żalu czy chęci do rzucenia się w ogień za biedne kotki i pieski.
Odbiorcy tej maski czują się oszukiwani, gaslightowani. Sprawia to, że ich własna wersja rzeczywistości staje się dla nich mniej wiarygodna. Izolują się od środowiska, które będzie wobec takiego "sygnalisty" bardzo sprzyjające – będą doceniać go za tę fałszywą empatię i nie uwierzą w jej brak w innych kontekstach. To walor kontroli, który nie jest bez znaczenia.
Zobacz także
Bo osoby używające tych toksycznych mechanizmów bardzo często mają niską samoocenę, mają bardzo nisko rozwiniętą inteligencję emocjonalną, mają bardzo słabo rozwinięty obraz "ja", czyli stabilny sposób postrzegania siebie jako osoby. A takie osoby panicznie potrzebują kontroli w swoim życiu, by zapewnić sobie podstawowe psychiczne przetrwanie.
Sygnalizacja cnoty maskuje coś jeszcze: to ucieczka w czarno-biały, bezpieczny świat
Sygnalizacja cnoty związana jest też z pewną chęcią postrzegania świata przez pryzmat zasad. Zasady są tu po to, by nas chronić. Od zawsze były bezpieczną przystanią. Ona nie tworzy ciężkich dychotomii, nie zadaje pytań – wojna jest zawsze zła, katastrofa jest zawsze tragedią, cierpienie zwierząt jest zawsze ich krzywdą. A świat interakcji międzyludzkich wypełniony jest kontekstami, w których nie ma jasnych winnych, nie ma jasnego cierpienia, gdzie często jesteśmy krzywdzeni i krzywdzimy, ale nie da się jasno określić bilansu; nie jest to potrzebne. To zbyt skomplikowane.
Sygnalizacja cnoty doskonale maskuje więc deficyty społeczne. Wcale nie jest prosto angażować się w praktyczną, bliską, zaangażowaną empatię, jeśli nie ma się tego typu wzorców. Takie zachowanie to sprytne obejście. To przekoloryzowana forma empatii, której doświadczamy z filmów i mediów, ale nie ma nic wspólnego z realnymi relacjami między ludźmi. Często, bo innej formy nie znamy.
Ten problem często dotyczy więc osób, które z różnych powodów nie miały szansy na przeżycie tego typu relacji lub z jakichś powodów ich unikają. I na szczęście da się tego typu toksyczne zachowanie wyeliminować, np. treningiem empatii, poprawianiem samooceny, podniesieniem odporności psychicznej.
Sygnalizacja cnoty to fundament charity washingu
Są sytuacje, w których sygnalizacja cnoty nie jest powiązana z kontekstem danej osoby, a stanowi przemyślaną i skuteczną strategię zorientowaną na poprawę wizerunku. Taki mechanizm obserwujemy w przypadku charity washingu.
Flagowym przykładem jest wybielanie swojego wizerunku w ramach utartych, empatycznych schematów. Ponownie wracamy tu do katastrof, wojen i zwierząt. By osiągnąć sukces wizerunkowy, wystarczy podpiąć się pod aktualny trend, odwrócić uwagę od skandali i zacząć lobbować na rzecz jakiegoś "bezpiecznego" tematu, który zawsze postrzegany jest w pozytywnym świetle. A jeśli ktoś nas za to oskarży o charity washing, to wyciągamy ciężkie działa i nazywamy go bezdusznym, wrogim, bez serca, bez empatii.
Charity washing może zaprowadzić nas nawet do samego pałacu prezydenckiego. Tak wiele osób postrzega aktualny aktywizm Dody. Protestowała ona na rzecz zwierząt, wypowiadała się w Sejmie, udało jej się nawet spotkać z samym Karolem Nawrockim. Rozmowa ta nic jednak nie przyniosła, sytuacja zwierząt w Polsce nie uległa zmianie. Zresztą prezydent ma bardzo umiarkowany wpływ na tę sytuację. Ale efekt jest wymierny. Doda nie kojarzy się nam dziś z gigantycznymi skandalami, a właśnie z biednymi zwierzętami.
