
Mediacje z zarządem sieci Dino nie przyniosły żadnego pozytywnego skutku dla pracowników. Zaplanowano już kolejne spotkanie, ale związkowcy nie zamierzają tylko biernie czekać. Wcześniej w sklepach zorganizowanie zostanie strajk ostrzegawczy.
O problemach w sklepach Dino wiemy od wielu miesięcy. Związkowcy domagają się m.in. podwyżek wynagrodzeń oraz poprawy warunków pracy dla całego personelu, ale nadal tego nie wywalczyli. Zarząd nie odpowiada na ich postulaty, dlatego zdesperowana załoga bierze się za ostateczność.
Spór zbiorowy w Dino. Farsa zamiast rozmów
Spotkanie mediacyjne w tym tygodniu przypominało farsę – zauważył serwis INNPoland. Delegacja spółki zjawiła się na negocjacjach bez odpowiednich dokumentów i merytorycznego przygotowania. Zamiast osób decyzyjnych, na miejsce wysłano głównie prawników i przedstawicieli administracji.
"Postulaty dotyczące wzrostu wynagrodzeń oraz utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych zostały zignorowane. Przedstawiciele spółki nie odnieśli się również do bieżących problemów w firmie, które są obecnie przedmiotem kontroli Państwowej Inspekcji Pracy" – czytamy w komunikacie.
"Niestety, spółka Dino nadal nie dojrzała do prowadzenia realnego dialogu. Sądząc po jej działaniach, można odnieść wrażenie, że Zarząd uważa obecną sytuację za prawidłową – co jest całkowicie niezgodne z rzeczywistością" – napisali na oficjalnym profilu przedstawiciele OPZZ.
Kiedy wybuchnie strajk w Dino? Są dwie daty
Drugą turę mediacji zaplanowano na 27 kwietnia, ale napięcie w Dino sięga zenitu, dlatego wcześniej czeka nas strajk ostrzegawczy 24 lub 25 kwietnia (piątek lub sobota). "Obecnie sprawdzamy poziom mobilizacji i prowadzimy rozmowy z pracownikami. Konkrety podamy tuż po weekendzie" – zapowiedzieli.
Forma nadchodzącego strajku pozostaje na ten moment wielką niewiadomą. Warto jednak przypomnieć, że w zeszłym roku pracownicy Kauflandu w ramach ostrzeżenia przerwali pracę i odeszli od kas na dwie godziny. Niewykluczone, że ten scenariusz powtórzy się również w Dino, bo odpowiada za niego ten sam związek.
Zobacz także
Miażdżące kontrole PIP i fatalne warunki pracy w Dino
Atmosferę podgrzewają również doniesienia o realiach pracy i kontrolach w Dino. Jednym z ostatnich punktów zapalnych była historia zwolnionej kierowniczki z Sochaczewa. Po interwencji poselskiej Adriana Zandberga, związanej z niskimi temperaturami w sklepach, kobieta została zwolniona z pracy.
– Cała ta sytuacja jest dla mnie próbą pozbycia się pracownika, który wymaga respektowania przepisów. Chodzi o zastraszanie w ten sposób innych, aczkolwiek firma nie pochyla się nad istotą problemu, który się pojawił – mówiła Katarzyna Kiwerska w rozmowie z InnPoland.
Zarzuty wobec pracodawcy są znacznie szersze. Załoga skarży się na braki kadrowe, rosnącą presję operacyjną oraz wielozadaniowość. Związkowcy żądają zwiększenia zatrudnienia o 30 proc. na najniższych stanowiskach, aby wreszcie móc normalnie funkcjonować.
Sprawą na poważnie zajęła się już Państwowa Inspekcja Pracy. Jak się okazuje, kontrole PIP w Dino ujawniły do tej pory ponad tysiąc rażących naruszeń prawa, a urzędnicy wciąż sprawdzają kolejne placówki popularnej polskiej sieci sklepów.
