
Czy wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości potrafi bez mrugnięcia okiem firmować najbardziej kontrowersyjne hasła swojej partii? Tobiasz Bocheński podczas rozmowy w naTemat musiał zmierzyć się z retoryką kandydata na premiera Przemysława Czarnka, która mocno odbiega od uniwersyteckich salonów.
Tobiasz Bocheński, wiceprezes PiS i europoseł, gościł niedawno w Rozmowie naTemat. Podczas wywiadu z Anną Dryjańską polityk odniósł się do głośnych i znamiennych już słów Przemysława Czarnka, który jako kandydat partii na premiera zszokował opinię publiczną atakiem na odnawialne źródła energii.
Skąd wzięło się "OZE-sroze"? Kontekst kampanii PiS
Przypomnijmy, że na początku marca Jarosław Kaczyński oficjalnie ogłosił Przemysława Czarnka kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera. Były minister edukacji w swoim pierwszym wystąpieniu po nominacji zdecydowanie nie gryzł się w język. Zaatakował obecny rząd, politykę klimatyczną Unii Europejskiej i same odnawialne źródła energii. To właśnie wtedy padło słynne już hasło: "Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych 'OZE-sroze' dofinansowanych z dopłat. My mamy nasz miks węglowy".
Dla wielu obserwatorów sceny politycznej ten zwrot stał się symbolem radykalizacji języka PiS. Właśnie o ten poziom dyskursu Anna Dryjańska zapytała Tobiasza Bocheńskiego, który w partii uchodzi za postać o zupełnie innej, bardziej wyważonej i intelektualnej charakterystyce.
Bocheński kontra hasło Czarnka. "Teraz to już się uśmiecham"
Dziennikarka naTemat zapytała wprost, jak polityk czuje się z tym, że Przemysław Czarnek posługuje się takimi określeniami. "Dobrze się czuję. Bardzo dobrze się czuję" – odpowiedział pewnie i z lekkim rozbawieniem Bocheński na początku. Następnie tłumaczył, że istnieją "różne rejestry języka", a kampania wyborcza rządzi się swoimi własnymi prawami.
Kiedy jednak Dryjańska poprosiła go, aby powtórzył do kamery "OZE-sroze" już bez cienia uśmiechu czy skrzywienia, wiceprezes PiS wyraźnie poczuł delikatny dyskomfort.
"Teraz to już się uśmiecham cały czas. Ale oczywiście, że byłbym w stanie powiedzieć "OZE-sroze". Na przykład powiedziałem [teraz - przyp. red.]" – stwierdził Bocheński, próbując zachować powagę.
Polityk argumentował, że uprawianie polityki językiem "seminarium magisterskiego na Uniwersytecie Warszawskim" byłoby po prostu nieskuteczne. Według niego każda forma przekazu – od rolki w mediach społecznościowych po rozmowę na targowisku – wymaga dostosowania języka do odbiorcy. "W programie śniadaniowym każdy polityk ma 20 zdań, kropka i do widzenia" – kwitował wiceprezes PiS.
Miks energetyczny czy rachunek ekonomiczny?
Mimo ironicznego brzmienia hasła, Bocheński starał się nadać mu głębszy, merytoryczny sens. Według niego "OZE-sroze" to w rzeczywistości lakoniczne sformułowanie sprzeciwu wobec obecnej polityki klimatycznej, która jego zdaniem uderza w polską gospodarkę. Polityk PiS przekonywał, że Europa nie może jednocześnie finansować zbrojeń, rozwoju sztucznej inteligencji (AI) i kosztownej transformacji energetycznej, bo po prostu nie ma na to zasobów.
"My uważamy, że trzeba przejść na rachunek ekonomiczny i odejść od polityki klimatycznej" – mówił Bocheński. Podkreślał, że PiS nie jest przeciwko samym odnawialnym źródłom energii, ale przeciwko systemowi podatków i dopłat, który sprawia, że energia w Polsce staje się zbyt droga.
Zobacz także
Jako rozwiązanie wskazał na "mądry miks", w którym obok opłacalnego węgla powinny znaleźć się docelowo trzy duże elektrownie atomowe oraz małe reaktory SMR. Co ciekawe, przyznał, że w kwestii atomu PiS i Donald Tusk mogliby sobie podać rękę, choć zaznaczył, że obecny premier tylko kontynuuje projekty rozpoczęte już przez jego poprzedników.
Brukselskie "cierpienie" i geopolityczne prognozy
Rozmowa w studiu naTemat wykroczyła jednak daleko poza kwestie energetyczne. Tobiasz Bocheński, który na co dzień zasiada w Parlamencie Europejskim, wyznał szczerze, że jako członek opozycji w Brukseli po prostu "cierpi". Jego zdaniem Unia Europejska odeszła od swoich pierwotnych założeń i nie jest już tą wspólnotą, do której Polska aspirowała lata temu.
Wiceprezes PiS na gorąco komentował także sytuację międzynarodową, w tym sensacyjne wyniki wyborów na Węgrzech, gdzie po 16 latach Viktor Orbán stracił władzę na rzecz Pétera Magyara. Bocheński był pytany o przyszłość polityków takich jak Zbigniew Ziobro czy Marcin Romanowski, którzy za rządów Orbána mogli liczyć na "specyficzny" rodzaj wsparcia. Nie zabrakło również wątków dotyczących Donalda Trumpa oraz konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Całość rozmowy dopełniły kwestie krajowe, takie jak system KSeF czy pakiet CPN, które mają być kluczowe w drodze PiS do wyborów w 2027 roku. Bocheński podsumował, że bez odpowiednich "korekt politycznych" Polska straci swoje przewagi eksportowe, co doprowadzi do bezrobocia i biedy, czyli scenariusza, któremu jego partia chce za wszelką cenę zapobiec.
