Peter Magyar z TISZY
TISZA nie ma 137 mandatów, mają ich więcej Fot. Shutterstock

Jeszcze niedawno wszystko wskazywało, że TISZA, partia Petera Magyara, zdobyła w wyborach parlamentarnych na Węgrzech 137 mandatów i tym samym uzyskała wyraźną większość konstytucyjną. Najnowsze dane Narodowego Biura Wyborczego korygują jednak te szacunki. Jest... lepiej, niż się spodziewano. Z kolei koalicja Viktora Orbána straciła jeszcze kilka mandatów.

REKLAMA

Po przeliczeniu 99,41 proc. głosów okazało się, że TISZA może liczyć na 140 miejsc w 199-osobowym Zgromadzeniu Narodowym, co jeszcze bardziej wzmacnia pozycję partii w parlamencie. Próg większości kwalifikowanej wynosi 133 mandaty, co oznacza, że partia Pétera Magyara zyskuje możliwość zmiany konstytucji, powoływania kluczowych urzędników państwowych oraz modyfikowania ustaw przyjętych podczas wieloletnich rządów pokonanego tydzień temu Viktora Orbána.

TISZA ma jeszcze więcej mandatów, Fidesz-KDNP Viktor Orbána... jeszcze mniej

Zmiany dotyczą również pozostałych ugrupowań. Koalicja Fidesz-KDNP, kierowana przez Orbána, według najnowszych danych zdobyła 53 mandaty, a skrajnie prawicowe Mi Hazank utrzymało 6 miejsc w parlamencie. Wcześniejsze wyniki wskazywały na 137 mandatów dla TISZY i 56 dla Fideszu.

Dodajmy, że wciąż nie przeliczono wszystkich głosów korespondencyjnych oraz oddanych za granicą, więc rozkład mandatów może się jeszcze nieznacznie zmienić. Większych zmian już jednak się nie przewiduje.

Peter Magyar, lider TISZY i przyszły premier, po spotkaniu z prezydentem Węgier Tamásem Sulyokiem z Fideuszu otrzymał zapewnienie, że proces przekazania władzy przebiegnie sprawnie. Według zapowiedzi nowy węgierski rząd może zostać zaprzysiężony już w połowie maja.

Viktor Orbán o swojej klęsce w wyborach na Węgrzech

Orbán, którego partia utraciła władzę po 16 latach, poniósł sromotną klęskę i musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W rozmowie w programie "Patriota" bez ogródek mówił, że "skala porażki jest znaczna". – Jeśli chodzi o konsekwencje, to nie chodzi tylko o konieczność wymiany jednej czy dwóch osób – przyznał lider Fideszu, który niedługo przestanie być węgierskim premierem.

Dalsza część artykułu poniżej.

Analizując przyczyny przegranej, Orbán wskazał na błąd w założeniach kampanii. Fidesz-KDNP liczył na to, że frekwencja wyborcza będzie taka sama, jak w poprzednich latach. Tymczasem Węgrzy masowo ruszyli do urn – frekwencja była rekordowa i sięgnęła blisko 80 proc.

W ocenie Orbána węgierska prawica znalazła się w punkcie zwrotnym i nie może już funkcjonować w dotychczasowej formie. Polityk wziął również na siebie odpowiedzialność za wynik wyborów jako przewodniczący partii. Wyjawił również, że odczuwa trudne emocje.

W niedzielę był to tylko ból, w poniedziałek dołączyła do niego pustka. Próbuję dojść do siebie po tym szoku – wyznał Orbán, nawiązując do dniu wyborów. Stwierdził jednak, że w końcu poczuł przypływ nowej energii. – Po porażce, zamiast poczuć się starszy, nagle poczułem się młodszy – zapewniał, co daje TISZY sygnał, że (jeszcze) premier wcale nie zamierza odsunąć się w cień na politycznej scenie w Budapeszcie.