Czego nie mówić terapeucie?
Czego nie mówić terapeucie? Fot. Pixabay.com / Christopher Ross, montaż: naTemat.pl

Czy są rzeczy, których nie należy mówić psychologowi lub psychoterapeucie? Sprawa jest dosyć skomplikowana, bo dotyka kwestii zaufania publicznego. To pytanie, które ma ogromne znaczenie, ale odpowiedź może nie być w ogóle związana z procesem terapeutycznym, a z kontekstem kulturowym interakcji w gabinecie.

REKLAMA

Ostatnio w trakcie przeglądania źródeł związanego z innym artykułem Google zasugerował mi w zakładce "Inni wyszukiwali również" frazę "czego nie mówić psychoterapeucie". Jako psycholog (jeszcze nie psychoterapeuta, ale zapewniam, dostatecznie kompetentny, by na to pytanie odpowiedzieć) spoglądam na tego typu pytania z lekkim uśmiechem na ustach. Choć w zasadzie za tym pytaniem kryje się dosyć konkretna obawa, która wymaga zaadresowania.

Bo z jednej strony motywem do zadawania takich pytań jest pewien strach o to, że psycholog, psychoterapeuta lub psychiatra będzie nas oceniać. Z drugiej jednak jest ważny czynnik kulturowy, który blokuje nas w gabinetach.

A całkiem w sumie niesłusznie. Bo psycholog, psychiatra i psychoterapeuta są (czy też powinni być) osobami zaufania publicznego. Obowiązują ich konkretne zasady i tajemnica zawodowa. No, ale właśnie to ten czynnik zaufania publicznego mocno kuleje.

Bo przecież wszędzie trzeba się ukrywać

Od najmłodszych lat jesteśmy uczeni nieufności do systemu. Ukrywać się należy przed urzędami, przed skarbówką, przed rodzicami, przed nauczycielami. Ale psychoterapeuta nie jest osobą, która będzie stać nad nami ze szlabanem z powodu słabych ocen. Nie jest nieuczciwym wspólnikiem, który może wykorzystać nasze personalne problemy do tego, by nas szantażować. Nie jest surowym urzędem, który rozlicza nas z pieniędzy. Nie jest policjantem, który będzie nas przeszukiwać, bo wyglądamy podejrzanie.

Więź terapeutyczna jest czymś zupełnie innym. Jest przestrzenią, w której nie tylko warto, ale wręcz należy się otwierać. Jest relacją, z której można czerpać walory, których nie znajdziemy w żadnym innym miejscu.

I to właśnie ta więź jest idealnym miejscem, by uczyć się zaufania do samych siebie i do systemu, ale też relacji. O ile jest ona prowadzona w sposób kompetentny. Bo jeśli danemu psychoterapeucie zdecydowanie nie ufamy i jesteśmy w stanie wskazać konkretny powód za tym stojący, jest to kwestia, którą koniecznie trzeba z nim poruszyć.

Otwarcie się wymaga odwagi i czasu, ale jest skuteczną drogą do zmiany

Rozumiem, że obawa na temat rozmów o głębszych, często depresyjnych tematach może też dotyczyć strachu o skierowanie do szpitala psychiatrycznego lub pewnego wykrzywienia percepcji. To jest też strach przed tym, że ktoś zobaczy nas faktycznie takimi, jakimi jesteśmy. Często jest to strach związany z odrzuceniem, którego nie jesteśmy w stanie ujarzmić, kontrolować, a często nawet nazwać.

Jest w tym też coś jeszcze. Jeśli nasz stan jest na tyle poważny, że aż decydujemy się o tym nie mówić, to właśnie odcinamy jedną z najważniejszych osób w kontekście pomocy od kluczowych informacji. A fakty są takie, że terapeuta musi radykalnie interweniować tylko w przypadku realnego zagrożenia życia pacjenta/klienta lub innych. To nie jest tak, że zgłosimy się z problematycznymi przemyślaniami, a wylądujemy w izolatce.

Te informacje, które pozyska psychoterapeuta w pracy z nami, będą wykorzystane do oceny tego, co się dzieje, i udzielenia adekwatnej pomocy. To na nich opierają się dobór odpowiednich metod i odpowiednia diagnostyka.

I jeszcze jedno – terapeutę, psychologa i psychiatrę najbardziej będą interesować właśnie te tematy, które są blokujące, o których nie chcemy mówić. Bo to w nich kryje się największy ładunek emocjonalny, to one często są fundamentem problemów. Ale oczywiste jest, że dotarcie tam wymaga zbudowania zaufania i mocnej więzi.

Ale czy w ogóle są rzeczy, o których nie należy rozmawiać z psychoterapeutą?

To kwestia przede wszystkim naszego własnego komfortu. Nie trzeba dzielić się informacjami, które w tym konkretnym momencie nas blokują. Proces pracy z psychologiem jest działaniem długoterminowym. Na wszystko przychodzi czas i to od naszej motywacji zależy, czy tym czasem jest właśnie teraz. Jeśli nie, to też może być przedmiotem skutecznej rozmowy terapeutycznej.

W takiej sytuacji możemy np. wspomnieć na kolejnej sesji, że chcieliśmy coś powiedzieć, ale mieliśmy bardzo konkretne obawy z tym związane. Warto takie sytuacje dekonstruować, przyglądać się im. Dobry terapeuta nie będzie na nas naciskać. Będzie generować optymalny "push", byśmy byli zaangażowani i byśmy nadmiernie się nie zamykali, ale nie każe nam recytować swoje troski bez zająknięcia tu i teraz, natychmiast.

Oczywiście, poza kwestiami naszej emocjonalności, w dobrym guście jest też unikanie rozmów o życiu prywatnym psychoterapeuty – mam tu na myśli bardziej osobiste pytania. Ale tu to przede wszystkim rola tej drugiej strony jest obecna w ustaleniu przejrzystych zasad współpracy.

Z drugiej strony w gabinetach często pojawia się tzw. "dobry, bezproblemowy pacjent". Jest to osoba, która mówi to, co terapeuta chce usłyszeć (lub to, co tej osobie się wydaje, że terapeuta chciałby usłyszeć), nawet jeśli to nie jest prawda. Będzie sugerować, że przeżywa poprawę i rozwój, nawet jeśli terapia nie prowadzi w tym kierunku, w którym powinna.

To jest realne zagrożenie dla procesu leczenia, które doświadczeni terapeuci są w stanie dostrzec i na nie zareagować. Zresztą pacjent lub klient często nie ma nawet świadomości, że w taki sposób podkoloryzuje rzeczywistość, więc nie ma możliwości poprawy tego zachowania i to w rękach psychoterapeuty jest, by mu zapobiec.