Marek Kopyść, fundacja Cancer Fighters, Łatwogang, w tle mapa Gorzowa Wielkopolskiego
Skąd wzieła się fundacja Cancer Fighters, dla której zbierał Łatwogang? Fot. Facebook.com / Marek Kopyść; YouTube.com / Łatwogang; Google Maps

W Gorzowie Wielkopolskim niektórzy nie dowierzają, że fundacja Cancer Fighters właśnie tu ma swoją siedzibę. – Myślę, że mieszkańcy z zaskoczeniem dopiero to odkrywają – mówi naTemat Izabela Piotrowicz, wiceprezydentka miasta. Ale inni wiedzą o tym od dawna. Pamiętają jej mecze charytatywne, pękają z dumy. Za to w Przytocznej, 40 km stąd, ta duma jest jeszcze większa. Tu Marka Kopyścia, prezesa CF nikomu przedstawiać nie trzeba.

REKLAMA

– Jesteśmy dumni, że nasz mieszkaniec, który sam chorował i który jest z małej miejscowości, osiągnął taki sukces i robi kawał dobrej roboty, bo pomaga chorym dzieciom – mówi naTemat Oliwia Wychowałek, sołtys Przytocznej.

To licząca ok. 2,5 tys. mieszkańców wioska pół godziny drogi od Gorzowa Wielkopolskiego, z której pochodzi prezes fundacji Cancer Fighters. Dla niej Łatwogang zorganizował 9-dniową zbiórkę, która zmobilizowała całą Polskę, przyniosła nieprawdopodobną kwotę ponad 250 mln zł i pobiła rekord Guinessa.

Tu Marka Kopyścia nikomu przedstawiać nie trzeba.

– Wszyscy go znają. Jego rodzice też są znani. Pracowali w szkole, udzielają się społecznie. My wiedzieliśmy, że taka fundacja jest, co robi, w jakie akcje się angażuje, kto go wspiera. Każdy ma jej fanpage polubiony. Byliśmy na bieżąco. Gdyby każdego w gminie pani zapytała, to bez wątpienia każdy by wiedział – mówi nam sołtys.

Przez ostatnie 9 dni wszyscy w Przytocznej żyli zbiórką. – Widziałam filmiki, jak niektórzy mieszkańcy obcinali włosy na łyso. Widziałam, że ktoś zrobił tatuaż. Oni po prostu porwali ludzi – opowiada Oliwia Wychowałek.

– Małymi kroczkami, ale ludzie mu zaufali. Jego fundacja znana jest już na całą Polskę, jak nie dalej. To, co zrobili razem z Łatwogangiem to szok. Myślę, że sami są w szoku. Trzymamy kciuki, żeby działali tak dalej. Żeby dalej robili tak dobrą robotę jak do tej pory. Wszyscy są z niego dumni – dodaje.

To jak bardzo, widać również w lokalnych mediach społecznościowych.

Wójt Przytocznej: Budował swoją fundację latami i dzisiaj mamy najlepszy tego finał

"Pamiętam jak ponad 10 lat temu mówiłeś, że chcesz założyć fundację, a teraz taki sukces w pomaganiu. Przytoczna jest z Ciebie dumna", "Jesteś wielki, a nas mieszkańców rozpiera duma", "Tę niesamowitą akcję nakręcił chłopak z warszawskiego Gocławia, ale to nasz Marek Kopyść zasiał to ziarno idei cancer FIGHTERS, które dzisiaj porusza całą Polskę i nie tylko Polskę" – czytam kolejne wpisy mieszkańców Przytocznej. 

I dalej: "Jestem dumna, że taki super człowiek, to człowiek pochodzący z moich rodzinnych stron..".

– To jest nasz rodowity mieszkaniec. Duma rozpiera każdego. Szczęście ogromne. Szok i radość. Przytoczna jest bardzo dumna z pana Marka, z jego fundacji i jego działań na szczytny cel. Oby takich inicjatyw jak najwięcej – powtarzają w rozmowach z nami mieszkańcy.

Na FB zareagowały również władze gminy: "Szczególnie bliska jest nam ta inicjatywa, ponieważ stoi za nią Pan Marek Kopyść – osoba pochodząca z naszej gminy. Jego zaangażowanie i wrażliwość są powodem do dumy dla całej społeczności Gminy Przytoczna".

– Marek Kopyść to człowiek ogromnego serca. Budował swoją fundację latami i dzisiaj mamy najlepszy tego finał. Zawsze trzeba kochać ludzi, a jeśli robi się to szczerze, z pełnym zaangażowaniem i bezinteresowną wiarą w szczęście drugiego człowieka to finał może być tylko jeden!!! W dniu wczorajszym pokazaliśmy, że warto kochać ludzi a te pokłady dobra obudził w nas Marek Kopyść – mówi naTemat wójt gminy Przytoczna Bartłomiej Kucharyk.

Cancer Fighters z Gorzowa Wielkopolskiego. Nie wszyscy wiedzieli, że mają tu siedzibę

Cała Polska mówi o akcji Łatwoganga, a Cancer Fighters jest wszędzie. Ale nie oszukujmy się, mnóstwo Polaków dopiero tę fundację poznaje. Nawet w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie znajduje się jej siedziba, nie wszyscy wiedzieli, że najsłynniejsza dziś fundacja w kraju ma korzenie właśnie tu. 

– Myślę, że mieszkańcy z zaskoczeniem dopiero to odkrywają – mówi naTemat Izabela Piotrowicz, wiceprezydent Gorzowa Wielkopolskiego. 

Fundacja jest zarejestrowana w Gorzowie Wielkopolskim. Tu ma swoją siedzibę, choć ma też adres we Wrocławiu. "Dziś mówi o niej cała Polska, ale jej serce wciąż bije w Gorzowie", "Ogólnopolska fala dobra ma swoje początki właśnie w Gorzowie" – pisze "Gazeta Lubuska".

Ale czy przez 10 lat działalności mieszkańcy o tym wiedzieli?

– Cancer Fighters organizowali w Polsce mecze charytatywne. W Gorzowie też był. Myślę, że z tego powodu młodzi ludzie wiedzieli o tej fundacji. Starsi być może mniej. Teraz wiedzą już wszyscy. Ta akcja ze szczytnym celem pociągnęła cały kraj, a nawet Europę. Jest lokalna duma – mówi gorzowski radny Piotr Paluch.

Dla części mieszkańców miasta to jednak duże zaskoczenie. – Pierwsze od pani słyszę – wręcz zaskakuje jeden z nich.

Część ludzi dowiedziała się o fundacji z Gorzowa dopiero dzięki akcji Łatwoganga. – My wiedzieliśmy, że fundacja u nas działa. Pan Marek organizował mecze charytatywne. To bardzo pozytywny, bardzo otwarty, bardzo uśmiechnięty człowiek. Nie ma żadnej wyniosłości z jego strony. On jest bardzo do ludzi – mówi nam osoba, która miała z nim kontakt.

– Ale myślę, że lokalnie ludzie chyba niekoniecznie wiedzieli o jego działalności. Wśród moich znajomych mało kto wiedział, że siedziba fundacji Cancer Fighters znajduje się u nas w mieście. Po zabiórce Łatwoganga bylo zaskoczeni, że oni są z Gorzowa – mówi.

Inny z mieszkańców: – Na pewno niektórzy się zdziwili, bo nikt się tym wcześniej nie interesował. Ludzie słyszeli o eventach charytatywnych tej fundacji z udziałem znanych osób. Ale chodziło o szczytny cel, a nie o to, gdzie jest jej siedziba. Mogli nie wiedzieć, że chodzi o Gorzów.

Założyciel Cancer Fighters zachorował w wieku 15 lat

Miasto Gorzów Wielkopolski zamieściło na Facebooku post, w którym informuje, że Cancer Fighters to fundacja założona właśnie tu. I że "w totalnie niepozornym miejscu na ul. Borowskiego" znajduje się ich siedziba.

– Dopiero gdy zamieściliśmy tę informację, uświadomiliśmy mieszkańcom, że fundacja jest stąd i że mamy za sąsiada bohatera, który sam walczył ze swoją chorobą. Od tego się zaczęło – mówi naTemat Izabela Piotrowicz, wiceprezydent Gorzowa Wielkopolskiego.

W tym miejscu zacytujmy twórcę Cancer Fighters, który zachorował w wieku 15 lat. Marek Kopyść tak pisze o tym na stronie fundacji:

"Wszystko sprowadza się do jednego momentu w 2007 roku, kiedy moje życie nagle stanęło na głowie. Miałem wtedy 15 lat i byłem pełen marzeń. Trenowałem w szkółce piłkarskiej, marząc o wielkiej sportowej karierze. Przede mną były wyczekiwane Mistrzostwa Polski, a ja byłem w życiowej formie. Żyłem jak każdy nastolatek...". 

Jego walka zakończyła się sukcesem 22 lutego 2008 roku:

"Z biegiem czasu dotarło do mnie, że moja historia może być dla kogoś ważna, że może dać nadzieję innym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Zrozumiałem, że mogę być przykładem dla tych, którzy walczą – że jeśli ja, młody chłopak, pokonałem raka, to oni też mogą. Właśnie z tej potrzeby niesienia wsparcia i nadziei narodził się pomysł założenia fundacji. 15 października 2015 roku stworzyłem Fundację 'Cancer Fighters'. Był to moment, w którym rzuciłem wszystko inne, by poświęcić się tej misji". 

Wiceprezydent Gorzowa Wielkopolskiego: Teraz jest odkrywanie go na nowo

Izabela Piotrowicz wspomina, że przed laty Marek Kopyść wystąpił w programie lokalnej telewizji pt. "Gorzowski bohater". W 2018 roku zorganizował z kolei wielki mecz charytatywny w Gorzowie – z udziałem gwiazd boksu i MMA – ale było to tak dawno temu, że nikt nie skojarzył obecnej zbiórki z tamtym wydarzeniem.

– Teraz jest odkrywanie go na nowo. Mieszkańcy są zaskoczeni. Ich reakcje są o tyle miłe, że nie ma negatywnych emocji związanych z fundacją. Jesteśmy z niego bardzo dumni. Przewodniczący Rady Miasta wysłał list z gratulacjami do Fundacji – mówi wiceprezydent Gorzowa.

Portal "Gazety Lubuskiej" właśnie przypomniał swój materiał o nim sprzed lat, "zanim o fundacji mówił cały świat".

Zaczyna się tak:

"Guz koło obojczyka Marek wyczuwa sam. Mówi o nim lekarzowi, ale ten ignoruje nastolatka. Potem, gdy już wszystko wynika z badań, ten sam lekarz najpierw milczy nieporadnie, a potem mówi chłopakowi, że to rak. Marek ma 15 lat. Uczy się w Zielonej Górze. Z dala od domu w Przytocznej. Jest zdany na siebie i właśnie usłyszał od lekarza, że nie dożyje mistrzostw, na które się wybiera. Dzwoni zapłakany do rodziców"....

Przypomijmy. Dziewięciodniowa transmisja na żywo prowadzona przez Łatwoganga na YouTube zapisze się w historii polskiego internetu. Akcja zakończyła się w niedzielę 26 kwietnia o godz. 21:37. 27 kwietnia inicjatorzy akcji wydali oświadczenie. Zaznaczają, że dopilnują tego, aby "każda złotówka została rozdysponowana zgodnie z przeznaczeniem".

Z kolei Marek Kopyść był gościem Tomasza Terlikowskiego w RMF FM. – Myślę, że każdy jest zaskoczony. Sięgamy kosmosu po to, żeby pomóc tym, którzy najbardziej tego potrzebują – mówił.

Zapowiedział, że fundacja uruchomi specjalną skrzynkę mailową dla osób potrzebujących wsparcia. – Wszystko będziemy weryfikować, tak jak przez ponad 10 lat naszych działań. Chcemy być tam, gdzie nikt inny nie chce wyciągnąć ręki – powiedział.