
Długi weekend majowy miał być czasem relaksu i pierwszych podróży, ale dla tysięcy pasażerów latających z i do Polski zamienił się w test cierpliwości. Turyści musieli mierzyć się z kolejkami, które paraliżowały terminale. Wszystko przez nowe unijne przepisy. Ryanair kieruje apel do polskiego rządu, ostrzegając, że to dopiero początek wakacyjnego piekła.
Majowy weekend obnażył skalę nieprzygotowania polskich lotnisk do nowych procedur. Pasażerowie podróżujący do i z Polski musieli znosić godzinne oczekiwanie na kontrolę paszportową. Niektórzy podróżni stali w kolejce tyle samo czasu, ile trwał ich cały lot.
Jak pisaliśmy na łamach naTemat, wdrażanie nowych systemów kontroli od początku budziło kontrowersje. Ryanair twierdzi, że czasu na przygotowania do nowych unijnych procedur było aż nadto, a obecna sytuacja to efekt zaniedbań.
Biometria zamiast pieczątek. Czym właściwie jest system EES?
Warto wyjaśnić, o co tyle krzyku. System EES (Entry/Exit System) to nowa metoda rejestracji podróżnych z krajów spoza Unii Europejskiej oraz strefy Schengen. Ma on zastąpić tradycyjne wbijanie pieczątek do paszportów cyfrowym zapisem danych. Podczas pierwszej odprawy pasażer musi przejść przez specjalny kiosk, gdzie pobierane są jego odciski palców oraz skan twarzy.
Choć w teorii system ma przyspieszyć procedury, w praktyce stał się wąskim gardłem polskich portów lotniczych. Jak punktuje Ryanair w oficjalnym komunikacie, polskie władze od ponad trzech lat wiedziały o dacie startu systemu (10 kwietnia 2026), ale nie zadbały o to, by wystarczająca liczba kiosków w ogóle działała.
Choć teoretycznie nowe przepisy uderzają przede wszystkim w podróżnych spoza Unii Europejskiej, tak naprawdę rykoszetem dostaje każdy, kto pojawia się w terminalu. System EES wymaga bowiem przejścia przez procedurę biometryczną, co przy braku odpowiedniej liczby kiosków i personelu zamienia hale odlotów w jeden wielki zator.
Zobacz także
Ryanair chce zawieszenia przepisów do września
Według Ryanaira najgorsza sytuacja podczas długiego weekendu panowała w Krakowie i Lublinie, gdzie pasażerowie utknęli w rekordowych zatorach. Według przewoźnika zmuszanie ludzi do czekania godziny na kontrolę po locie trwającym 75 minut jest "całkowicie nie do przyjęcia".
Głównym winowajcą paraliżu jest fakt, że Polska wdraża EES w momencie, gdy system nie jest gotowy do obsługi masowego ruchu. Neal McMahon, dyrektor ds. operacyjnych, domaga się natychmiastowych działań. Linia ponowiła apel do szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego o zawieszenie systemu EES do września, czyli do momentu, aż minie największy sezon wakacyjny.
Ryanair twierdzi, że tylko taki krok pozwoli uniknąć powtórki z majówki podczas nadchodzących miesięcy. Co ciekawe, takie rozwiązanie nie jest tylko życzeniem przewoźnika, bo unijne prawo przewiduje możliwość szybkiego zawieszenia systemu w sytuacjach nadzwyczajnych, a podobną drogą poszła już np. Grecja.
