latający dywan, Szczecin, Władysław Stec, wynalazek
Pan Władysław Stec przemieszcza się ulicami Szczecina na własnym latającym dywanie Fot. Karina Masłyk

Przechadzając się ulicami Szczecina, oprócz żurawi portowych nad Odrą i zapachu czekolady unoszącego się w powietrzu, możemy natknąć się na prawdziwego Aladyna. A mowa tu o panu Władysławie Stecu, którego pasja do lotnictwa i majsterkowania doprowadziła do posiadania własnego... latającego dywanu. O szczegółach tej konstrukcji opowiedział więcej w naszej rozmowie.

REKLAMA

Gdy Władysław Stec staje na swoim latającym dywanie i rusza na miasto, odwraca się za nim każdy przechodzień oraz kierowca. To prawdziwa furora na szczecińskich ulicach. A za tym niecodziennym wynalazkiem kryje się prawdziwa pasja wraz z ogromną wyobraźnią. O swoim niezwykłym pomyśle wypowiedział się dla nas sam jego autor.

Od internetowej inspiracji do szczecińskich ulic

Wszystko zaczęło się około czterech lat temu od niepozornego filmu w sieci. Pan Władysław zobaczył tam konstrukcję przypominającą latający dywan, która jednak działała na zwykłych dmuchawach do liści. Pojazd przesunął się zaledwie o dwa metry i zgasł. To wystarczyło, by rozbudzić ambicję szczecińskiego majstra.

– No i to mnie właśnie zainspirowało, żeby zrobić sobie coś po swojemu. Żeby można było naprawdę swobodnie się tym poruszać po mieście, no i pokazywać Szczecin, jaki jest piękny z lotu lecącego dywanu – wspomina nasz rozmówca.

Miłość do nietypowych pojazdów nie wzięła się jednak znikąd. Pan Władysław to człowiek od ponad 50 lat związany z lotnictwem. Konstruował już własne lotnie, a także sam jest pilotem lotni oraz paralotni. Latający dywan stał się więc naturalnym przedłużeniem tego podniebnego hobby. Dodatkowo, konstruktor jeździ też na rolkach, łyżwach oraz desce. Wieloletnie treningi koordynacji idealnie przygotowały go więc do tej niecodziennej jazdy.

Jak oszukać grawitację? Konstrukcja i sekret frędzli

Z technicznego punktu widzenia maszyna jest niezwykle przemyślana. Choć z zewnątrz wygląda magicznie – jakby unosiła się nad chodnikiem, bo jej ozdobne frędzle opadają nisko i całkowicie zasłaniają platformę na kołach – pod spodem kryje się nowoczesna inżynieria. Zamiast głośnych dmuchaw do liści, pan Władysław wykorzystał mocne silniki elektryczne. Dlaczego pojazd porusza się tuż nad ziemią? Decyzję wymusiły, można by rzec, "sprawy rodzinne".

Żona mówiła, żebym nie latał za wysoko, bo będzie się o mnie bała. Tak jak na lotniach czy paralotniach latam wysoko, to tu wiedziałem, że będę niżej. No i tak ląduje... latam tuż nad ziemią – śmieje się pan Władysław, patrząc na swoją żonę.

logo

Sterowanie tym wynalazkiem to jednak nieco wyższa szkoła jazdy, czy raczej "lotu". Dywan nie posiada żadnej kierownicy ani uchwytów, którymi można by się posiłkować. Cała kontrola nad pojazdem opiera się na umiejętnym balansowaniu własnym ciałem i utrzymywaniu idealnej równowagi. Jak przyznaje pan Władysław, początki nie należały do najłatwiejszych.

– Dwa razy zaliczyłem, jak to mówią młodzi, glebę. Także trudno było się pozbierać, ale zrobiłem to. Jest przecież takie powiedzenie: "jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz" – opowiada, podkreślając, że bez cierpliwości nie ma sukcesu.

Magiczny sklep "Pod Gwiazdami" i czas, który leci w kulki

Niezwykłe wynalazki pana Władysława można podziwiać nie tylko na ulicach miasta. Razem z rodziną prowadzi on w Szczecinie wyjątkowy sklep "Pod Gwiazdami", zlokalizowany przy Placu Orła Białego. To klimatyczne miejsce pełne naturalnych minerałów, unikalnego rękodzieła i pięknych upominków, gdzie od progu czuć autentyczną pasję sprzedawców. Sklep masowo odwiedzają turyści z całej Polski i zagranicy, również z powodu innej, gigantycznej konstrukcji pana Władysława.

Mowa o największym w Polsce zegarze kulkowym. Ten fascynujący mechanizm odmierza godziny za pomocą toczących się kulek, co hipnotyzuje każdego przechodnia. Jak z uśmiechem zauważa sam twórca, patrząc na jego zegar widać idealnie, jak "czas leci z nami w kulki".

Tajemnicze plany konstruktora na przyszłość

Dziś pan Władysław sprawnie porusza się swoim wehikułem po Szczecinie, gdzie spotyka się z ogromną sympatią i entuzjastycznymi reakcjami mieszkańców lub turystów. Jak wspomina, rowerzyści reagują na niego szerokimi uśmiechami, a kierowcy aut machają zza szyb i pokazują kciuki w górę. Dywan służy mu do załatwiania codziennych spraw czy drobnych zakupów, pozwalając skutecznie omijać miejskie korki.

Choć latający dywan i zegar kulkowy już teraz zapewniły panu Władysławowi ogromną rozpoznawalność, szczeciński wynalazca nie zamierza spoczywać na laurach. Przyznaje, że w głowie ma już kolejne niecodzienne pomysły, choć na razie nie chce zdradzać żadnych szczegółów. Wspomina jedynie, że w najbliższym czasie planuje jeszcze trochę zmodyfikować swój słynny zegar.

Z niecierpliwością czekamy na kolejne owoce pracy pana Władysława, bo przy tak wielkiej wyobraźni i talencie, kto wie, czym jeszcze nas zaskoczy!