Peter Magyar, mama Europy Wschodniej, felieton Jakuba Nocha, naTemat.pl
"Europa Środkowa" - to pojęcie ma szansę przetrwać w geopolityce dzięki Peterowi Magyarowi. Fot. Shutterstock. Montaż: naTemat.pl

Kiedy Péter Magyar wybrał Polskę jako cel swojej pierwszej oficjalnej zagranicznej wizyty, wielu skomentowało to jako gest kurtuazji, sentymentalny ukłon w stronę tysiącletniej przyjaźni polsko-węgierskiej. Wawel, grób króla Batorego, spotkanie z kard. Rysiem – piękna symbolika. Ale pod tą symboliką kryje się dużo istotniejszy sygnał.

REKLAMA

Na nadwiślańskiej ziemi Péter Magyar ogłosił wolę odnowienia Grupy Wyszehradzkiej, a nawet jej rozszerzenia o kolejne państwa – Austrię, Słowenię, Chorwację. Można to nazwać projektem "superbloku środkowoeuropejskiego". Jakie będą szczegóły, jakie tempo integracji? I czy aby wszyscy zaproszeni odpowiedzą pozytywnie?  Eksperci słusznie zachowują ostrożność.

Jednak sam kierunek myślenia następcy Viktora Orbána jest niezwykle istotny. Magyar głośno wypowiadł bowiem słowa "Europa Środkowa". I to każdy Polak, Węgier, ale też Czech, Słowak itd. powinni zapamiętać z tej wizyty najmocniej

Fałszywy podział i uproszenia, czyli kto nie lubi "Mitteleuropy"

Bo otóż od jakiegoś czasu wręcz modna (pompują ją nie tylko niektórzy popularni politycy, ale przede wszystkim media społecznościowe) stała się inna narracja – mówiąca, że Europa dzieli się na Zachodnią i Wschodnią. No i że do tej drugiej należą właśnie Polska, Węgry, Czechy, Słowacja. Że bliżej im do kultury pisanej cyrylicą. Wszyscy wiemy, że to błąd. A nie jest to błąd niewinny.

Kiedy słyszę, że Polska jest "Europą Wschodnią", zastanawiam się, kto na tym zyskuje. Bo Warszawa leży jednak geograficznie bliżej Berlina niż Moskwy. Bo Kraków, Praga czy Budapeszt to miasta, których tożsamość kulturowa ukształtowała się w orbicie łacińskiej, habsburskiej, środkowoeuropejskiej – a nie wschodniej. Pojęcie "Europa Środkowa" nie jest eufemizmem ani kompleksem. To opis rzeczywistości.

W tym miejscu słyszę niekiedy kuriozalny argument (który ukochał sobie szczególnie prezes PiS Jarosław Kaczyński…), że skoro w XIX i XX-wiecznych niemieckich planach imperialnych pojawiało się słowo "Mitteleuropa", to teraz cała ta kategoria geopolityczna jest skompromitowana i należy ją wyrzucić do kosza historii. To rozumowanie jest nie tylko intelektualnie nieuczciwe – jest wręcz absurdalne.

Na tej zasadzie musielibyśmy zrezygnować z połowy słownika politycznego Europy. Wszakże każde pojęcie bywało kiedyś w złych rękach. "Jedność", "naród", "granica", "sojusz" – wszystko to było instrumentalizowane. Czy to znaczy, że mamy z tych słów rezygnować?

Ale skoro o Niemcach mowa, warto spojrzeć na to z drugiej strony. Otóż fakt, że dzisiejsze Niemcy – najpotężniejsze i najbardziej sprawcze państwo Unii Europejskiej – identyfikują się z Europą Środkową, a nie tylko Zachodnią, jest dla Polaków wyjątkowo korzystny. Jeśli Warszawa i Budapeszt grają w tej samej lidze co Berlin, to znaczy, że nasz region siedzi przy tej częścią stołu, gdzie podejmowane są decyzje.

Wizyta Magyara w Polsce – obejmująca Kraków, Warszawę i Gdańsk – sygnalizuje próbę odbudowy relacji w ramach Grupy Wyszehradzkiej oraz wzmocnienia współpracy gospodarczej między państwami regionu. To dobrze. Ale jeszcze ważniejsze jest to, czego ta wizyta jest symbolem: że istnieje środkowoeuropejska wspólnota interesów, środkowoeuropejska tożsamość i pewna środkowoeuropejska podmiotowość. I że warto o nią dbać – również językowo.

Geopolityczna stawka nazwy

Bo podziały na mapie umysłów mają konsekwencje. Podział "Europa Zachodnia kontra Wschodnia", jeśli przyjmiemy go bezkrytycznie, jest wodą na młyn dla tych, którzy od dekad próbują przeformatować kontynent. Putin i jemu podobni nie marzą o silnej Europie Środkowej – niezależnej, zróżnicowanej, dumnej ze swojej historii.

Ich celem jest "wielka Europa Wschodnia", ale pod ruskim butem. Kremlowska propaganda od lat wmawia światu, że Polska, Czechy, Słowacja i Węgry to naturalna rosyjska strefa wpływów. Jakiś obszar niestabilny, kulturowo obcy Zachodowi i czekający na "swojego pana".

Najlepszą odpowiedzią na to kłamstwo jest myślenia właśnie w kategoriach zaproponowanych przez Pétera Magyara. Tu jest Europa Środkowa. Mamy własną historię, własne ambicje i własny głos w Unii. I nie oddamy tej nazwy – ani Moskwie, ani modnym socialmediowym uproszczeniom.