Tusk wkracza do akcji ws. "rajdu" Corvettą pod Morskie Oko. "Surowe konsekwencje"
Tusk wkracza do akcji ws. "rajdu" Corvettą pod Morskie Oko. "Surowe konsekwencje" Fot. Shutterstock

Oburzenie internautów wobec "rajdu" do Morskiego Oka udzieliło się nawet Donaldowi Tuskowi. Premier w tej sprawie zwrócił się do MSWiA. Państwo już w przeszłości stosowało zaostrzone kary wobec zagranicznych influencerów. Niedawno dokonano deportacji patostreamera, który terroryzował m.in. Złote Tarasy.

REKLAMA

– Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie – zauważa Donald Tusk we wpisie na X, w którym polityk komentuje kwestię zaskakująco niskiej kary dla ukraińskiego influencera, który wjechał Corvettą pod Morskie Oko. – Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji – zadeklarował premier.

Kwestia dotyczy "rajdu" na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, który skończył się dla influencera karą 100 złotych (jak on sam deklaruje) i potencjalnym mandatem ze strony TPN o wysokości 1000 złotych.

Wobec przewinienia, którym był przejazd 10-kilometrową tatrzańską trasą głośnym sportowym samochodem, kara wydaje się kuriozalnie niska.

W Polsce w przeszłości zdarzyła się deportacja ukraińskiego influencera, Crawlyego, który dodatkowo otrzymał 10-letni zakaz wjazdu do strefy Schengen. Skala przewinień w jego przypadku może być oceniana jednak jako znacznie większa.

Influencer urządził sobie prawdziwy górski rajd

Andriy Gavryliv, właściciel żółtej Corvetty i influencer obserwowany przez 2,3 miliona osób na TikToku, urządził sobie wycieczkę z Krakowa nad Morskie Oko.

Dalsza część artykułu poniżej.

Ukrainiec zamiast standardowego "fasiągu" zdecydował się na pokonanie ostatniego etapu tej trasy swoim własnym pojazdem. Przypomnijmy, od maja 2025 roku na trasie tej pojawiły się elektroniczne busy, które miały odciążyć konie.

O motywacji mężczyzny wypowiedział się Szymon Zbiorowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, w rozmowie z WP: – Nie wiem. Może ma problemy ze wzrokiem? Trudno mi to skomentować. Ta droga do pewnego momentu jest drogą publiczną i tam działa policja. Natomiast jeśli dostał się nad Morskie Oko, to zignorował również nasz zakaz wjazdu, którego też nie zauważył. Poruszał się po zmroku, plus Corvetta raczej hałasuje – zauważył przedstawiciel TPN.

W wideo patoinfluencera obecna jest jeszcze jedna ważna przestroga

Na wideo widać jeszcze jeden kadr, który powinien zwrócić naszą uwagę. Influencer zbliża się na nim do dużego dzikiego kopytnego zwierzęcia, prawdopodobnie jelenia szlachetnego. Niezależnie od klasyfikacji gatunkowej, to zachowanie jest nierozsądne, nieodpowiedzialne, a jego promowanie jest szkodliwe społecznie.

Dzikie zwierzęta są gospodarzami lasu, a podchodzenie do nich może być skrajnie niebezpieczne. Przypomnijmy, że ostatnio nie udało się uratować 58-letniej kobiety zaatakowanej przez niedźwiedzia na Podkarpaciu.

Kopytne w większości przypadków są płochliwe, ale jeśli poczują się osaczone, mogą podjąć nieracjonalną decyzję pokroju próby stratowania człowieka. W sytuacji natrafienia na pięknego przedstawiciela fauny tego typu, należy:

  • Zachować bezpieczny dystans, a jeśli chcemy zrobić zdjęcie, posłużyć się zoomem w telefonie.
  • Nie doprowadzać do "osaczenia" zwierzęcia, jeśli nie ma innej opcji, musimy cofnąć się tą samą drogą, by mogło ono uciec.
  • Zachować spokój, tj. nie wykonywać gwałtownych gestów, nie wydawać głośnych dźwięków.
  • Z wideo udostępnionego przez influencera na TikToku i Instagramie wynika, że nie tylko zbliżył się on do zwierzęcia, ale przekroczył blokadę przy trasie, by to zrobić. Zwierzę, wyraźnie zaniepokojone jego obecnością, oddaliło się wgłąb lasu.