Zrzuty ekranu. Po lewej Andriy Gavryliv w trakcie zatrzymania przez policję, po prawej Andriy Gavryliv na tle Corvetty i Morskiego Oka.
Oburzenie wobec rajdu do Morskiego Oka ma swoje konsekwencje. Andriy Gavryliv prędko w Tatry się nie wybierze. Fot. zrzut ekranu. TikTok / Andriy Gavryliv

Andriy Gavryliv, Ukrainiec odpowiedzialny za złamanie przepisów w Tatrzańskim Parku Narodowym i urządzenie sobie "rajdu" nad Morskie Oko sportową Corvettą, będzie musiał zmierzyć się z wyższą karą niż 100 złotych mandatu. W najbliższym czasie nie będzie mógł odwiedzić Polski. Najbliższym, czyli przez 5 lat.

REKLAMA

"Sprawca rajdu na Morskie Oko zostanie rozliczony. W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek Policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na 5 lat. Łamanie prawa zawsze spotka się z ostrą reakcją" – poinformował na X Marcin Kierwiński z MSWiA.

5 lat może się wydawać drastycznym wymiarem kary, ale jakiś czas temu inny influencer z Ukrainy, Crawly, został objęty 10-letnim zakazem wjazdu do Polski i strefy Schengen.

Jak ustalił PAP, Andriy Gavryliv nie przebywa obecnie na terytorium Polski. Jak zapowiadał, udał się w podróż powrotną do Ukrainy.

Policja informuje o przebiegu zdarzenia. Potwierdziły się doniesienia o mandacie na 100 złotych

Andriy Gavryliv w wideo podsumowującym jego "rajd" sam przyznał, że za wjazd na teren TPN został na niego nałożony mandat w wysokości 100 złotych. Tak niska kara wywołała ogromne oburzenie w internecie, a w sprawę zaangażował się sam premier Donald Tusk.

Funkcjonariusze poinformowali na Facebooku o podjętych działaniach w związku z nagłośnieniem sytuacji przez prasę: "W związku z pojawieniem się artykułów prasowych oraz zdjęć ukazujących wjazd sprzed kilku dni ukraińskiego influensera w okolice Morskiego Oka, tatrzańska Policja prowadzi czynności w oparciu o art.127 Ustawy o Ochronie Przyrody czyli o naruszenie zakazu wjazdu na teren parku narodowego".

Policja przyznaje też, że kwota mandatu wyniosła "zawrotne" 100 złotych. Jej wysokość błyskawicznie wzbudziła słuszną wściekłość internautów. Funkcjonariusze tłumaczą to jednak tym, że sprytny influencer wprowadził ich w błąd: "Ponieważ interwencja wobec tego mężczyzny przeprowadzona była poza terenem parku narodowego, a człowiek ten wprowadził w błąd interweniujących policjantów co do rzeczywistego celu podróży, został wtedy ukarany jedynie mandatem w wysokości 100 złotych za niestosowanie się do znaków drogowych".

Dalsza część artykułu poniżej.

W dalszej części komunikatu, policja potwierdza deklarację Marcina Kierwińskiego: "Małopolska Policja niezwłocznie po uzyskaniu informacji o nowych okolicznościach tej sprawy wnioskowała do Urzędu ds. Cudzoziemców o zakaz wjazdu dla mężczyzny do Polski oraz krajów strefy Schengen na 5 lat".

Lans kosztem natury

Pierwotnie TPN informowało o możliwości nałożenia dodatkowej kary w wysokości 1000 złotych: – Grozi mu mandat do 1000 złotych, bo my do takich kwot możemy je wystawiać – przekazał Szymon Zbiorowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, w rozmowie z WP.

Zachowanie turysty było skrajnie nieodpowiedzialne, a kara w wysokości 1100 złotych (1000 złotych mandatu ze strony TPN i 100 złotych mandatu wystawionego przez policję) jest skrajnie niska, biorąc pod uwagę, że na Słowacji za znacznie mniejsze przewinienia grożą 12-krotnie wyższe kary.

Influencerowi nie pomogła też skrucha okazana w poście opublikowanym jako komentarz do zdarzenia: "Być może to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 zł, ale gdybym mógł cofnąć czas, wolałbym przejść tę trasę pieszo, ponieważ rozumiem, jak niewłaściwe było wjeżdżanie tam samochodem i że mogłem urazić czyjeś uczucia" – deklarował w odpowiedzi na oburzenie internautów Andriy Gavryliv.

Warto też dodać, że influencer przebywał nad Morskim Okiem w bardzo późnych godzinach. Tatrzański Park Narodowy w związku z głupotą turystów, która przekroczyła punkt krytyczny, rozważa wprowadzenie zakazu poruszania się po górach po zmroku.