Karol Nawrocki i Donald Tusk, w tle zdjęcie policjantów
W sobotę służby po fałszywych alarmach wyważyły drzwi w mieszkaniu należącym do Karola Nawrockiego. Ekspert komentuje dla naTemat burzę dotyczącą ataku Fot. Shutterstock / canva

– Brakuje komunikacji, brakuje zdrowego rozsądku. To, co latami było wypracowywane, zostało zniszczone. Ta sytuacja pokazuje, że my jako społeczeństwo znowu nie zdaliśmy egzaminu – były oficer służb specjalnych, Piotr Robakowski, w gorzkich słowach ocenia reakcję polskiego państwa na incydent w mieszkaniu rodziny prezydenta Nawrockiego.

REKLAMA

Burza po sobotniej interwencji służb u Nawrockiego

W sobotni wieczór służby odebrały dwa zgłoszenia dotyczące mieszkania należącego do rodziny prezydenta Karola Nawrockiego na gdańskich Siedlcach. Chodziło o pożar i możliwe zagrożenie zdrowia i życia. Służby wyważyły drzwi w lokalu. Potem okazało się, że alarmy były fałszywe.

W sieci zawrzało. Pojawiły się oskarżenia zarówno o nękanie środowisk opozycyjnych przez rządzących, jak i o fatalną koordynację między służbami, bo tego typu fałszywe zgłoszenia powtarzają się regularnie od kilkunastu dni. Sprawcy do tej pory nie zostali złapani, trwa intensywne śledztwo.

Doktor Piotr Robakowski, obecnie pracujący w Zakładzie Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Gdańskiego, w rozmowie z naTemat.pl zwraca uwagę na to, że choć wciąż nie ustalono, kto stoi za tymi zgłoszeniami, to wzywanie służb do mieszkań osób publicznych nosi znamiona ataku hybrydowego.

– Możemy tu mówić o ataku socjotechnicznym, bo jednym z głównych celów prowadzenia wojny hybrydowej w ostatnim czasie jest wzbudzenie braku zaufania dla instytucji publicznych. Zobaczmy, jak w przestrzeni publicznej podawane były niektóre informacje. Ktoś, kto zaplanował czy zainspirował tego typu działania, spodziewał się dokładnie takiego efektu. Pierwsze doniesienia mówiły: "służby weszły do mieszkania prezydenta", co od razu budzi w odbiorcach jakieś wątpliwości co do głowy państwa. Dalej sytuacja się rozwija, narasta brak zaufania do służb, które nie zweryfikowały zgłoszenia, nie kontrolowały sytuacji, nie są w stanie tak naprawdę właściwie zabezpieczyć głowy państwa – zaznacza ekspert.

– Moja refleksja jest przede wszystkim taka, że każde z takich działań hybrydowych, socjotechnicznych, ma na celu przede wszystkim wykazanie nieudolności państwa, nieudolności służb, ale też braku umiejętności zrozumienia pewnych sytuacji przez obywateli. To pokazuje też jak wiele mamy w tym obszarze bezpieczeństwa do zrobienia. Nie da się budować tego bez zaangażowania wszystkich: służb, osób odpowiedzialnych w państwie za bezpieczeństwo, ale również społeczeństwa, które będzie odporne na pewne ataki socjotechniczne – mówi dr Piotr Robakowski.

Służby w domu Nawrockiego. Celem sprawcy był chaos

Tymczasem po incydencie w mieszkaniu należącym do rodziny prezydenta obie strony politycznego sporu natychmiast weszły w bardzo emocjonalną retorykę.

Politycy PiS pisali w internecie o tym, jak to "służby Tuska nękają opozycję", z kolei część polityków związanych z koalicją rządzącą pozwalała sobie na kpiące wpisy dotyczące stanu posiadanych przez Karola Nawrockiego mieszkań.

Doktor Piotr Robakowski nie ma wątpliwości, że to również był cel, jaki chciał osiągnąć sprawca tego kryzysu. – Te osoby stały się jego narzędziami. Teraz pytanie: czy my mamy jeszcze jakieś świętości w tym kraju? Czy dla nas kwestia bezpieczeństwa jest kwestią wspólną? Czy ważniejsze nadal będzie budowanie sobie jakiegoś kapitału politycznego na tej sytuacji? W kwestii bezpieczeństwa wszyscy powinni mówić jednym głosem i tutaj nie powinno być żadnej dyskusji, nie powinniśmy dawać płaszczyzny do jeszcze większych podziałów – uważa były oficer specsłużb.

Ekspert zaznacza, że bardzo dziwną sytuacją jest to, że państwowe służby nie mają szczegółowej wiedzy na temat tego, że mieszkanie, do którego są wzywane, jest powiązane w jakiś sposób z głową państwa.

– Już nieważne ile takich obiektów jest i czy rodzina jest bliższa czy dalsza. Takie miejsca powinny być pod jakimś zabezpieczeniem. Wyobraźmy sobie, że wzywani są nie strażacy, a policyjny antyterroryści. I co, najpierw granaty hukowe, potem położenie na ziemię, a potem przeprosiny za to, że ktoś zgłosił, że ukrywa się tu groźny przestępca? Takie rzeczy są nie do przyjęcia – nie ma wątpliwości dr Robakowski.

Co należy zmienić w służbach?

Czy zatem powinniśmy w jakiś sposób przebudować system przyjmowania zgłoszeń przez służby takie jak policja, czy straż pożarna?

– Tu nie trzeba niczego przebudowywać. Przebudować to należy chyba co najwyżej zdrowy rozsądek – odpowiada dr Robakowski.

Ta sytuacja pokazuje nam, że służby przestały się ze sobą komunikować na etapie rozpoznania operacyjnego. Powstaje też pytanie, na ile mamy rozpoznane nie tylko konkretne grupy, ale nawet pewne nastroje społeczne czy osoby z czymś/kimś powiązane, które byłyby skłonne do przeprowadzenia tego typu działań. My za bardzo koncentrujemy na działaniu, kiedy już coś się wydarzy, a pamiętajmy o tym, że mówiąc o systemie bezpieczeństwa, musimy pracować nad tym, żeby ten system był odporny i przewidujący możliwe zagrożenia z wyprzedzeniem – dodaje ekspert.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki zaapelował dziś do rządu o wdrożenie skutecznych mechanizmów ograniczających siłowe interwencje służb w przypadku otrzymywania fałszywych zgłoszeń. Jego zdaniem mieszkania takie jak to należące do rodziny prezydenta powinny zostać objęte ochroną kontrwywiadowczą.