
Chociaż coraz częściej wyjeżdżamy na wczasy poza Polskę, nasz własny kraj zyskuje popularność wśród turystów z zagranicy. Tym razem napisały o nas brytyjskie media. Wszystko za sprawą dziennikarki, która udała się na urlop do jednego z polskich miast. Co ciekawe, obrała kierunek, który nie jest ulubieńcem turystów z zagranicy.
Brytyjczycy uciekają przed kapryśną aurą na Wyspach i coraz częściej szukają alternatyw na szybkie wakacje. Choć do tej pory na ich urlopowej mapie królowały zwykle hiszpańskie i włoskie kurorty, to okazuje się, że serca zagranicznych podróżników zaczyna zdobywać także Polska.
Dziennikarka Layla Nicholson postanowiła zaryzykować, kupiła bilet na jedną z najbardziej niszowych tras w siatce Ryanaira i wylądowała w naszym kraju. I wcale nie mówię tu o zadeptanym przez wieczory kawalerskie Krakowie czy popularnym Gdańsku.
Myśleli, że leci do Dublina. Brytyjka odkrywa Polskę
Nicholson opisała swoje wrażenia w tekście dla "The Independent". Kiedy pakowała walizki i mówiła znajomym, dokąd się wybiera, większość z nich była przekonana, że pomyliła litery i rezerwuje lot do stolicy Irlandii. Tymczasem jej celem był położony we wschodniej części naszego kraju Lublin. Połączeń takich stale zresztą przybywa wraz z nowym rozkładem lotów Ryanaira.
Dziennikarka nie ukrywa, że do podróży skłoniła ją przede wszystkim cena biletów z lotniska Londyn-Luton. Za lot w obie strony zapłaciła zaledwie 16 funtów (ok. 80 zł). Polowanie na takie okazje to sposób Brytyjczyków na tanie podróżowanie. Lublin oczarował ją swoim klimatem, brakiem tłumów, otwartością spotkanych ludzi oraz cenami, które dla mieszkańca Londynu brzmią jak żart. Za nocleg w kamienicy w sercu miasta zapłaciła 56 funtów za dobę. Jak zauważyła, "w Londynie tyle płaci się dziś za jednego drinka".
Zobacz także
Co zobaczyć w Lublinie? Filmowe lokacje i lokalne smaki
Lista miejsc must-see w Lublinie jest naprawdę długa, a Nicholson swą podróż zaczęła od set-jettingu. Klimatyczne uliczki Starego Miasta w Lublinie stały się bowiem tłem dla hollywoodzkiego filmu "A Real Pain" z Kieranem Culkinem. Podążając śladami filmu, można odwiedzić znaną z ekranu żydowską restaurację Mandragora. Po posiłku Nicholson udała się pod Bramę Krakowską, wizytówkę miasta, i przeszła na zabytkowy rynek, nad którym góruje Zamek Lubelski.
W Lublinie znajduje się też instalacja "Portal", transmitująca na żywo obraz z Wilna i Brazylii. Jest to futurystyczna instalacja, która działa jak wirtualne okno między miastami na świecie. Składa się z ekranu i kamery, przez którą można porozumieć się z osobami stojącymi przed analogiczną instalacją w innym mieście. Obraz pozbawiony jest jednak dźwięku, przez co komunikacja musi przebiegać bez słów.
Na mapie Lublina Nicholson wyróżniła też Pub u Szewca, gdzie spróbowała produkowanej tu od 1906 roku cytrynówki. Obowiązkowym punktem do odhaczenia okazał się też tradycyjny cebularz lubelski, czyli drożdżowy placek z cebulą i makiem.
Lublin został ogłoszony Europejską Stolicą Kultury na 2029 rok. Warto odwiedzić to miasto już teraz, zanim straci swój urok i zostanie całkowicie zalany przez turystów.
