
Marian Banaś nie zostawia suchej nitki na PiS i Jarosławie Kaczyńskim. Były szef NIK jednocześnie zapowiada, że nie powiedział ostatniego słowa, jeśli chodzi o ujawnianie afer poprzedniej władzy. – Będziemy to publikować – mówi w Rozmowie naTemat.
– Będziemy dalej działać, niezależnie od tego co się stanie w wyborach w Krakowie. Największym problemem jest to, że ludzie nie znają prawdy – przekonuje Marian Banaś, który w Rozmowie naTemat ujawnił m.in. swoje kolejne pomysły dla stolicy Małopolski. Przypomnijmy, że były szef NIK potwierdził swój start w wyborach na prezydenta Krakowa.
Stało się to po referendum, kiedy odwołany został Aleksander Miszalski i ruszyła giełda nazwisk.
Ile Marian Banaś wie o aferach PiS?
Banaś powtarza, że opiera się na dokumentach, które mają "pokazywać obywatelom, co niedobrego się działo i jak to odbiega od tego, co mówili politycy". – Mamy niesamowite nieprawidłowości jeszcze z czasów pandemii COVID-19. Budowanie szpitali tymczasowych, pieniądze wyrzucane w błoto. Kupowanie maseczek, płynów dezynfekujących z zawyżoną ceną, gdzie pośrednicy zarabiali olbrzymie pieniądze. To są rzeczy niedopuszczalne – wylicza.
Zobacz także
– Będziemy to publikować, dlatego że raportów było bardzo dużo. Za mojej prezesury przez 6 lat skierowaliśmy 421 zawiadomień do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W większości te sprawy były umarzane – przypomina.
Marian Banaś
O aferach z czasów PiS
Banaś dopytywany o to, czy w związku z jego zapowiedziami Jarosław Kaczyński raczej nie będzie spał spokojnie, były szef NIK odpowiada krótko: – Ludzie dowiedzą się prawdy, jeszcze więcej niż jest do tej pory.
Na pytania o afery i stawiane mu zarzuty Banaś podkreśla, że to "nagonka polityczna". – Celowo podjęta przez poprzedni rząd, przez prokuratorów, którzy byli upolitycznieni i wykonywali polityczne polecenia, tak samo, jak niektórzy funkcjonariusze służb specjalnych. Chodziło o to, aby pozbyć się człowieka, który patrzył na ręce władzy, która wydatkowała olbrzymie pieniądze – ocenia.
Kaczyński ostro o Banasiu. Nazywa go "ciężkim błędem"
Dodajmy, że prezes PiS też nie zostawiał suchej nitki na Banasiu jeszcze w momencie, gdy ten pełnił funkcję prezesa NIK. Jak podkreślał Kaczyński, na czele tej instytucji stał człowiek, który – jego zdaniem – powinien stanąć przed sądem. – Sądzę, że gdyby stanął przed uczciwym sądem to długo, bardzo długo nie wyszedłby na wolność – mówił Kaczyński w 2024 r. w rozmowie z dziennikarzami.
Lider PiS nie ukrywał, że wybór Banasia to był "bardzo ciężki błąd". – Nie mogliśmy go odwołać, bo ma kadencję – argumentował. To w tamtym czasie Banasia niektórzy zaczęli nazywać "pancernym Marianem". Chodziło o to, że trwał na stanowisku w NIK i nie miał zamiaru podać się do dymisji, mimo że stał się twarzą głośnych afer.
Przypomnijmy, że jeszcze w 2019 r. stacja TVN24 wyemitowała reportaż, sugerujący związki Mariana Banasia ze światem przestępczym.
W listopadzie 2025 r. Prokuratura Regionalna w Białymstoku przedstawiła mu zarzuty nakłaniania do ujawnienia przez funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej osobie nieuprawnionej informacji objętych tajemnicą skarbową, a także podżegania do przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
