W tle: policja belgijska w trakcie protestów. W ramce: Michał Mytkowski, restaurator z Brukseli.
Polski restaurator zaatakowany przez protestujących w Brukseli. Fot. Shutterstock, w ramce: zrzut ekranu, Facebook.com / Lil Bao, montaż: naTemat.pl

Niesprawiedliwy atak na Polaka w Brukseli. Restaurator Michał Mytkowski został oskarżony o rasizm i napadnięty przez demonstrantów protestujących przeciwko zmianom w systemie edukacji.

REKLAMA

W trakcie protestów w Belgii w zeszłym tygodniu zaatakowany został Michał Mytkowski, Polak prowadzący restaurację Lil Bao w Brukseli. Atak był motywowany oskarżeniami o rasizm.

Sytuację zainicjowała agresywna grupa dorosłych i młodzieży. Z ogródka znajdującego się przy restauracji zabrane zostało krzesło. Restaurator w obawie przed wykorzystaniem mebla w starciu z policją wyszedł z lokalu, by odzyskać swoją własność.

– Ci, którzy zabrali krzesło, byli wyraźnie północnoafrykańskiego pochodzenia. Zobaczyli białego człowieka i od razu padło hasło, że jestem rasistą. Zaczęły się nawoływania do bojkotu mojej restauracji – przekazał mężczyzna w rozmowie z RMF FM.

Na nawoływaniach się nie zakończyło, mężczyzna został pobity i skopany. – Nie było w ogóle możliwości rozmowy. Zaczęli krzyczeć: "rasista" i "bojkot", przedstawiając mnie jako tę złą osobę w tej historii – relacjonował Michał Mytkowski.

Oskarżenia kierowane wobec Polaka są bezpodstawne

Lil Bao jest wysoko ocenianym w agregatorach opinii lokalem wegańskim, którego menu obejmuje przede wszystkim tajwańskie bułeczki Bao. Zespół pracujący w restauracji jest wieloetniczny. Żona pobitego Polaka pochodzi z Tajwanu.

– Myślę, że zarzut o rasizm był sposobem na usprawiedliwienie ich własnej agresji, a także sposobem na podburzenie tłumu – zauważył restaurator.

Według relacji mężczyzny jeden z napastników rzucił stołem w witrynę restauracji, a świadkowie bali się reagować. Interweniowali za to pracownicy okolicznych lokali. Policja pojawiła się na miejscu zdarzenia już po tym, jak napastnicy się oddalili.

Gwałtowne protesty przeciwko reformom edukacji

W zeszłym tygodniu w Brukseli doszło do protestów przeciwko cięciom budżetowym w systemie edukacji. Jak podaje organizacja Education International, Wspólnota Francuskojęzyczna w Belgii przyjęła pakiet obejmujący m.in.:

  • Dodatkowe bezpłatne godziny pracy dla nauczycieli.
  • Ograniczenie urlopów chorobowych.
  • Podwyżkę czesnego do 1194 euro dla ponad połowy studentów szkół wyższych.
  • Ograniczenie posiłków szkolnych.
  • Likwidacja stałych umów dla nauczycieli kontraktowych.
  • Związki zawodowe zwracały uwagę na to, że cięcia uderzą przede wszystkim w dostępne dla młodych osób wsparcie. Ostatecznie zmiany zostały przyjęte przez waloński parlament, co wywołało falę demonstracji.

    W ich trakcie policja była zmuszona do użycia armatek wodnych i gazu łzawiącego. Funkcjonariusze zgłaszali przypadki zatrzymania nastoletnich osób z koktajlami Mołotowa.

    Demonstrujących sprowokowała także postawa niektórych funkcjonariuszy policji. Jak podaje "The Bulletin", jeden z policjantów nosił symbol "Deus Vult" na mundurze, który w Belgii sugeruje przynależność do skrajnie nacjonalistycznych, prawicowych grup.

    Jak podaje "The Brussels Times", minister obrony Belgii, Theo Francken, w reakcji na protesty zadeklarował chęć skierowania problematycznych demonstrantów do wojskowego obozu szkoleniowego.