Działania policji na działce w Lutoryżu
Policja przekazała nowe informacje na temat odkopanych płodów na działce w Lutoryżu. Fot. KMP Rzeszów

Kilkuset policjantów, georadary, psy tropiące i kilka dni przeszukań. Mundurowi właśnie poinformowali o zakończeniu czynności procesowych na działce w Lutoryżu pod Rzeszowem, gdzie odnaleziono ludzkie płody. Ujawnili szczegóły prac i dotychczasowe ustalenia. W komunikacie wspomnieli, że "gleba, którą nawąchiwały psy, przesiąknięta była zapachem tkanek".

REKLAMA

Ta sprawa wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce. Na terenie posesji w Lutoryżu, podczas wykonywania prac ziemnych, operator koparki odkrył zakopane ludzkie płody. "Funkcjonariusze z Boguchwały, którzy pojechali na wezwanie, zgłoszenie potwierdzili. Od tego czasu zaczęły się intensywne czynności procesowe mające na celu zabezpieczenie śladów i dowodów" – przekazali policjanci w komunikacie.

Codziennie kilkudziesięciu funkcjonariuszy skrupulatnie sprawdzało teren posesji. "Każda partia gleby musiała być dokładnie sprawdzona i przesiana, tak aby nie dopuścić do przeoczenia czy zniszczenia śladów" – dodano.

Policja w oświadczeniu o pracach na działce w Lutoryżu

W sobotę na miejsce dojechali też przewodnicy z psami z rzeszowskiego oddziału Związku Kynologicznego. "Praca, jaką wykonali przewodnicy i psy, nie była łatwa. Gleba, którą nawąchiwały psy, przesiąknięta była zapachem tkanek i wymieszana była z małymi odłamkami szkła laboratoryjnego" – ujawnili funkcjonariusze.

Decyzją prokuratora, do sprawdzenia podłoża został wykorzystany także georadar. To po jego odczycie zapadła decyzja o zaprzestaniu dalszych działań. Ostatecznie w sobotę wieczorem (13 czerwca) zapadła decyzja o zakończeniu czynności w Lutoryżu i posesję zwrócono do dyspozycji właścicieli.

W sprawie odkrycia w Lutoryżu zatrzymano patomorfolożkę

Dodajmy, że w tej sprawie na zlecenie prokuratury zatrzymano 57-letnią Magdalenę H., mieszkankę Rzeszowa. Patomorfolożka wpadła w ręce policjantów w piątek rano na terenie Zamościa. Śledztwo przejęła Prokuratora Okręgowa w Rzeszowie. To do niej należała wcześniej działka, na której znaleziono płody.

Służby przekazały, że postępowanie prowadzone jest obecnie w kierunku czynów z art. 262 Kodeksu karnego (zbezczeszczenie zwłok) oraz art. 183 § 5a Kodeksu karnego, który mówi o porzuceniu odpadów niebezpiecznych w miejscu nieprzeznaczonym do ich składowania lub magazynowania.

Za te przestępstwa przewidziane są surowe kary – grozi za nie odpowiednio do 2 oraz do 12 lat pozbawienia wolności. W sobotę (13 czerwca) miało odbyć się przesłuchanie lekarki, jednak z doniesień wynikało, że 57-latka nie dotarła do prokuratury z uwagi na stan zdrowia.

Odnaleziono 32 płody. Prokuratura dementuje doniesienia o zeznaniach lekarki

Jak nieoficjalnie ustaliło wcześniej Radio Eska, patomorfolożka miała tłumaczyć, że w dobie pandemii COVID-19 zabierała martwe płody ze szpitala i prowadziła na nich we własnym domu badania medyczne. Kiedy rzekome analizy dobiegały końca, miała chować szczątki do jutowych worków i zakopywać je na swojej działce. Na posesji stał wówczas jedynie niezamieszkany przez nikogo dom, a sama lekarka pracowała w jednym z rzeszowskich szpitali, dojeżdżając na miejsce z Zamościa.

Prok. Krzysztof Ciechanowski w rozmowie z portalem Interia zdementował pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o zeznaniach kobiety. Jak przekazał, do tej pory potwierdzono ujawnienie dokładnie 32 ludzkich płodów, a pozostałych nieoficjalnych doniesień nie da się na ten moment potwierdzić, z uwagi na wczesny etap śledztwa. Jak informowaliśmy w naTemat, w tej głośnej sprawie oświadczenie wydał również jeden z rzeszowskich szpitali.