Ryanair nie chce podawać zawyżonych cen biletów
Ryanair niezadowolony z propozycji Parlamentu Europejskiego. Poszło jak zwykle o bagaż podręczny Fot. Alexandros Michailidis/Shutterstock

Parlament Europejski przyjął nowe rozwiązania dotyczące podróży lotniczych. Na etapie głosowań przepadło wiele przepisów, które miały ułatwić nam podróże, ale na szczęście w życie nie wejdą także te, które odbierały nam wiele praw. Ryanair wściekł się jednak, kiedy okazało się, że będzie musiał reklamować droższe bilety.

REKLAMA

Czy Unia Europejska wie jeszcze, co naprawdę irytuje pasażerów i zwykłego człowieka podróżującego samolotem? Takie pytanie można zadać sobie po analizie zmian w lotnictwie, które przyjął Parlament Europejski, a które miały wprowadzić nowe prawa pasażerów linii lotniczych. Według pierwotnych zamierzeń mieliśmy odzyskać możliwość zabierania dwóch bagaży na pokład, a linie lotnicze miały mieć obowiązek informowania nas, że mamy prawo do odszkodowania za lot opóźniony. Mieli nam nawet przesyłać wstępnie wypełnione wnioski. Zamiast tego wyszło zamieszanie z cenami biletów.

Ryanair wściekły na zmianę zasad podawania cen lotów. Jeśli taka jest interpretacja, nie ma to sensu

Jednym z nowych przepisów zapisanych w rozporządzeniu UE nr 261 jest wymuszenie na przewoźnikach podawania ceny biletu z bagażem podręcznym. "Na wniosek posłów zwiększono przejrzystość cen i porównywalność biletów lotniczych poprzez zobowiązanie linii lotniczych, pośredników oraz portali wyszukiwawczych do wyświetlania ceny biletów zawierającej bagaż podręczny już na samym początku procesu rezerwacji" – czytamy na stronie PE.

I teraz wszystko zależy od interpretacji "bagażu podręcznego". Jeżeli chodzi tu o niewielki plecak, dotychczas nazywany "przedmiotem osobistym", to w zasadzie wszystkie linie lotnicze miały go dotąd w cenie biletu i nie naliczały za niego żadnych dodatkowych opłat. Jednak pod hasłem "bagażu podręcznego" często kryje się ta większa walizka, za którą np. w Ryanairze i Wizz Airze trzeba dodatkowo płacić, a LOT czy Lufthansa pozwalają ją zabrać w cenie biletu. Nie pierwszy raz Ryanair zmienia zasady bagażu podręcznego, dostosowując je do własnej polityki cenowej.

Tę drugą interpretację przyjmuje Ryanair i w takiej sytuacji można ją chyba traktować jako pokrętną próbę ratowania twarzy PE po tym, jak okazało się, że ponowne zagwarantowanie każdemu podróżnemu dwóch sztuk bagażu w samolocie jest w zasadzie nierealne, bo po prostu tyle walizek nie zmieściłoby się na pokładzie.

Bądźmy szczerzy – latając po Europie, zwłaszcza na city breaki, zdecydowanie bardziej interesują nas niskie ceny biletów, a nie to, ile bagażu będziemy mogli zabrać na pokład. Spakowanie się do plecaka na czterodniowy wyjazd nie jest żadnym wyczynem, a cena 200 zł za podróż do Barcelony z Warszawy zachęci mnie do podróży bardziej niż 600 zł w dwie strony, bo będę mogła zabrać plecak i walizkę, która traktowana jest jako bagaż podręczny.

Taka interpretacja wskazuje też, jak bardzo oderwane od rzeczywistości może być życie europarlamentarzystów. Latają za publiczne pieniądze, często nie tanimi, a regularnymi liniami lotniczymi. Zabierają sobie garnitur na zmianę do walizki i nie znają realiów, kiedy na 10-dniowy wyjazd pakujemy się tylko do plecaka, żeby zaoszczędzić. Dlatego ten konkretny zapis o obowiązku podawania cen z bagażem to próba retuszowania własnej nieudolności i nieprzemyślanego ruchu, a nie życiowe rozwiązanie, które jakkolwiek zwiększa poziom komfortu naszych podróży.

Propozycję zmian można jednak traktować także jako zagwarantowanie podróżnemu przynajmniej jednej sztuki bagażu w cenie podanej na stronie. W przeszłości zdarzało się bowiem, że niektóre linie lotnicze nawet za ten jeden przedmiot naliczały dodatkową opłatę, o której nie informowały, promując niską cenę biletu.

Prezes Ryanaira bezlitosny dla nowych rozwiązań. PE chce ratować regularne linie lotnicze?

– Najnowsze przepisy rozporządzenia UE 261 to kolejna biurokratyczna bzdura ze strony Parlamentu Europejskiego i Rady. Zamiast zachęcać unijne linie lotnicze do reklamowania naszych najniższych cen biletów (które nie obejmują bagażu podręcznego w klasie drugiej) – a właśnie taką opcję wybiera ponad 50 proc. naszych klientów – te nowe, bezsensowne przepisy wymagają od linii lotniczych fałszywego reklamowania wyższych cen biletów, co sprawia, że unijne linie lotnicze stają się jeszcze mniej konkurencyjne – wypalił wprost Michael O'Leary, CEO Ryanaira.

A może na nowe przepisy trzeba spojrzeć z jeszcze innej perspektywy? Od lat branża powtarza, że tanie linie lotnicze wcale nie są tanie, kiedy do ceny biletów doda się ten dodatkowy bagaż. Być może więc obowiązek podawania wyższej ceny ma poprawić w naszych oczach wizerunek tradycyjnych przewoźników, takich jak PLL LOT, Lufthansa, Swiss, Austrian Airlines, Finnair i wielu innych. I w ten sposób uratować ich przed popadnięciem w całkowity kryzys po wzroście cen paliw i wprowadzonych w ich konsekwencji podwyżkach cen biletów.

Z drugiej jednak strony – jako konsumenta i przedstawiciela klasy średniej mnie interesuje jak najniższa cena lotu. Niezależnie od tego, nikt nie broni regularnym liniom lotniczym wprowadzić możliwości podróży wyłącznie z niewielkim plecakiem. Tylko na litość, niech ma to sens, a nie jak w przypadku ostatniego ruchu Lufthansy. To kolejny przykład, jak linie lotnicze zmieniają zasady bagażu podręcznego. Lufthansa wprowadziła tańszą taryfę, ale wybierając opcję podróży z plecakiem mniejszym niż ten w Ryanairze, zaoszczędzimy raptem kilkadziesiąt złotych. W walce o klienta i obniżenie zużycia paliwa na pewno nie tędy droga.