Malta chce karać za stroje kąpielowe na ulicach
Malta chce karać turystów za niewłaściwe zachowanie. Uważajcie, co macie na sobie Fot. NorthSky Films/Shutterstock

Sezon wakacyjny na Malcie trwa w najlepsze. Słoneczna aura, wysokie temperatury i piękne plaże przyciągają turystów chcących zaznać letniego relaksu. Niektórzy jednak zdrowo przesadzają w kwestii skąpości ubioru, co od lat złościło mieszkańców. Trzy miasta postanowiły coś z tym zrobić.

REKLAMA

Malta to wyspa uwielbiana przez Polaków i jeden z lepszych kierunków na letnie wakacje, zwłaszcza jeżeli zależy wam na połączeniu plażowania z intensywnym zwiedzaniem i trekkingami. Dla wielu podróżnych Malta to idealny kierunek, bo wyspa przyciąga także miłośników festiwali muzycznych, ale i kultury, trekkingu czy zwiedzania. Jednak od lat problemem są tam turyści, którzy za nic mają sobie dobro wspólne i po chodnikach spacerują z gołym torsem albo w bikini. Trzy miasta postanowiły zrobić z tym porządek, ale nie do końca im wyszło.

Na Malcie chcą karać turystów za bikini. Postawili tabliczki

Maltańskie upały potrafią dawać się we znaki, a turyści szukają ucieczki od wysokich temperatur, zakładając na siebie coraz mniej ubrań. Jednak fakt, że wiele osób spaceruje po Sliemie czy w okolicach Valletty wyłącznie w skąpym stroju kąpielowym albo z gołym torsem, od dawna irytuje lokalnych mieszkańców. I trudno im się dziwić. W końcu sami nie chcielibyśmy oglądać półnagich osób w okolicy Rynku w Gdańsku czy w centrum Warszawy.

Lokalne władze, wsłuchane w potrzeby mieszkańców, ruszyły więc z tekstylną rewolucją. Przy plażach i promenadach w Sliemie, Valletcie i Gżirze pojawiły się informacje, że osoby ubrane wyłącznie w stroje kąpielowe będą mogły zostać ukarane mandatem w wysokości 75 euro, czyli ok. 320 zł. To kolejny sygnał, że ukochana wyspa Polaków zmienia kurs i coraz uważniej słucha swoich mieszkańców.

O całej sprawie poinformowała redakcja "Times of Malta". Jej dziennikarze chcieli bowiem dowiedzieć się, kto będzie ścigał podróżnych, którzy w bikini pojawią się na ulicach miasta. I tu pojawił się niespodziewany problem.

Kary za bikini na ulicy to żadna nowość. Na Malcie muszą jeszcze dopracować przepisy

Maltańscy dziennikarze spytali władze Sliemy, kto zajmie się egzekwowaniem przepisów. Szybko dostali odpowiedź, że na pewno nie członkowie rady. Teoretycznie grzywnami powinna zająć się Agencja ds. Systemów Egzekwowania Prawa na szczeblu lokalnym (LESA). Ta jednak poinformowała, że zgodnie z treścią na tabliczkach, kary za stroje kąpielowe są nakładane na podstawie kodeksu karnego, więc zajmie się tym policja.

Jak zauważa "Times of Malta", policja także ma tam związane ręce, bo we wspomnianym artykule 338 jest mowa o publicznym obnażaniu się, byciu nago lub ubraniu w sposób nieprzyzwoity. Problem jednak w tym, że nie ma tam mowy o karze w wysokości 75 euro. Żeby taki mandat obowiązywał, władze miast powinny były przegłosować specjalne regulaminy, a tego nie zrobiły.

Wydaje się więc, że tabliczki o mandatach w trzech miastach na Malcie na razie są bardziej straszakami na turystów niż realnie obowiązującym prawem. Nie zmienia to jednak faktu, że wczasowicze powinni mieć na tyle godności i kultury, aby nie spacerować w skąpych strojach po publicznych drogach i chodnikach.

Wprowadzenie jasnych regulacji najpewniej jest tam tylko kwestią czasu. Tym bardziej że w całej Europie podobne zasady obowiązują już od lat. W Hiszpanii zdecydowały się na to m.in. Barcelona, Malaga, Majorka, Benidorm, a mandaty zaczynają się od 100 euro. Tam poszli dalej i karzą nawet za rezerwowanie miejsca ręcznikiem. We Włoszech od 25 do 500 euro za bikini na ulicy pobierają m.in. Wenecja, Sorrento, Gallipoli, Chioggia. Takie przepisy dotarły również do Chorwacji, więc i na Malcie prędzej czy później będą standardem.