
Główny Urząd Statystyczny podał najnowsze dane o przeciętnym wynagrodzeniu w Polsce za maj 2026 roku. Kwota robi wrażenie, ale natychmiast wywołała skrajne emocje. W sieci dosłownie zawrzało pod postem Koalicji Obywatelskiej, a oburzeni internauci masowo punktują brutalne realia.
Obecnie najniższa krajowa brutto wynosi dokładnie 4806 zł. Taka kwota obowiązuje od początku stycznia 2026 roku i miała wpływ na ogólne statystyki płacowe. Pracownik zatrudniony na standardowej umowie o pracę otrzymuje z tego na rękę około 3617 zł netto. Podniesienie minimalnej pensji miało w teorii chronić najmniej zarabiających, ale w zestawieniu z nowym raportem GUS ta kwota wydaje się skromniutka.
Przeciętne wynagrodzenie w Polsce. Ile dokładnie wyniosło?
Według najświeższego raportu Głównego Urzędu Statystycznego średnia pensja w maju zatrzymała się na poziomie 9173,24 zł brutto (6 583 zł "na rękę"). W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku jest to nominalny wzrost o 5,8 proc.
Z kolei w zestawieniu z kwietniem widać nieznaczny spadek o 3,8 proc. GUS tłumaczy to mniejszą liczbą wypłaconych premii, nagród oraz dodatków, które mocno wywindowały wyniki w poprzednich miesiącach. W tym samym okresie spadło zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. Wyniosło ono 6,37 mln etatów.
Jak GUS liczy średnią krajową?
Wysokie kwoty przeciętnej pensji zawsze budzą uzasadnione kontrowersje, dlatego warto spojrzeć na metodologię. Z danych opublikowanych przez urzędników wynika, że zestawienie obejmuje wyłącznie firmy zatrudniające dziesięć lub więcej osób.
Oznacza to, że miliony pracowników polskich mikrofirm oraz osób pracujących na umowach śmieciowych w ogóle nie są ujmowane w tych wyliczeniach. Pokazuje to też, ile trzeba zarabiać w Polsce, by zaliczać się do czołówki najlepiej opłacanych pracowników, których pensje windują średnią arytmetyczną.
Zobacz także
Dodatkowo do puli wlicza się znacznie więcej niż tylko podstawową pensję z umowy. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto obejmuje wynagrodzenie zasadnicze oraz wszelkie dodatkowe składowe wynagrodzeń.
Mowa tu o potężnych bonusach takich jak premie kwartalne, nadgodziny, bonusy roczne czy odprawy emerytalne. To właśnie te jednorazowe zastrzyki finansowe tak silnie pompują ostateczną kwotę.
Ostra reakcja na wpis Koalicji Obywatelskiej. Internauci szydzą
Informację szybko podchwycili politycy, chwaląc się w mediach społecznościowych rosnącymi dochodami obywateli. Zamiast oczekiwanych oklasków, pod postem KO z ministrem finansów Andrzejem Domańskim na zdjęciu pojawiło mnóstwo głosów oburzenia. Komentujący natychmiast zarzucili rządzącym całkowite odklejenie od gospodarczej rzeczywistości.
"Pan je mięso, chłop kapustę. Średnio cały naród je gołąbki" – podsumował gorzko internauta. Wtórują mu inni, wytykając sztuczne zawyżanie statystyk przez garstkę najbogatszych i podważając zarobki Polaków.
"Kto tyle zarabia, to pewnie liczone z pensjami lekarzy" – ocenił ironicznie internauta. Kolejny wprost napisał o zjawisku "bruttopropagandy", która "nie zastąpi realnej siły nabywczej" i nijak ma się do galopujących kosztów codziennego życia, gdzie cała pensja rozchodzi się na rachunki i jedzenie.
Ludzie przyznają też, że ich realna wypłata kręci się w okolicach 3 do 5 tysięcy złotych na rękę, czyli bliżej kwot, jakie oferują najgorzej płatne zawody w Polsce, niż statystycznej średniej.






