
W państwowej budżetówce narasta problem "chomikowania" dni wolnych. Rekordziści potrafią zgarnąć setki tysięcy złotych z publicznej kasy za niewykorzystane urlopy. Często jednak ciągle pracują nie po to, by zwiększyć swoją odprawę, ale po prostu nie mogą się udać na zasłużony odpoczynek.
O ile w prywatnych firmach zatrudnieni zwykle wykorzystują na maksa urlopy np. przy okazji długich weekendów i świąt lub walczą o 4-dniowy tydzień pracy, o tyle w budżetówce wygląda to zupełnie inaczej. Państwowe posady pozwalają na kumulowanie urlopu praktycznie bez żadnych konsekwencji konsekwencji. Kiedy pracownik odchodzi, instytucja musi wypłaci mu ogromny ekwiwalent.
Szokujące wnioski z raportu NIK. Miliony złotych za zaległe urlopy
Serwis WNP dotarł do najnowszych dokumentów Najwyższej Izby Kontroli dotyczących zeszłorocznego budżetu. Ustalenia kontrolerów pokazują gigantyczną skalę całego zjawiska. Tylko w ubiegłym roku państwowe urzędy i formacje mundurowe wydały łącznie blisko 84 miliony złotych na finansowe rekompensaty za brak odpoczynku.
Z danych opublikowanych przez WNP wynika, że w MON kumulowanie dni wolnych stało się wręcz powszechną, wieloletnią praktyką. Zjawisko to wciąż przybiera na sile, poważnie obciążając państwową kasę.
"W 2025 r. w resorcie obrony narodowej nastąpił wzrost liczby dni zaległego urlopu o 21 proc. w stosunku do roku poprzedniego" – podała NIK. Inspektorzy tłumaczą ten niepokojący stan rzeczy przede wszystkim systemowymi brakami kadrowymi przy jednoczesnym wzroście strategicznych obowiązków dla obronności.
Zobacz także
Rekordziści w służbach mundurowych. Kto ma największy "dług" urlopowy?
Dziennikarze portalu Fakt oraz WNP wyliczyli, na czyje konta trafiają astronomiczne środki. Oba zestawienia wskazują, że absolutne eldorado panuje wśród żołnierzy zawodowych oraz policjantów.
Najwyższa dotąd udokumentowana wypłata miała miejsce w Komendzie Głównej Policji. Odchodzący funkcjonariusz otrzymał przelew na 680 tysięcy złotych. Redakcja WNP dodaje kolejne przykłady z wojskowego podwórka, chociażby z Agencji Uzbrojenia. Tam jeden z wojskowych przez 10 lat uzbierał aż 334 dni wolnego.
"Jeżeli ktoś na wysokim stanowisku chce w miarę uczciwie pełnić służbę, to sukcesem jest, jak weźmie tydzień urlopu rocznie" – powiedział WNP emerytowany oficer w stopniu pułkownika.
Zatem nie chodzi o jakiś sprytny sposób na dodatkowy zarobek, ale o to, że mundurowy ma np. na sobie zbyt dużo obowiązków i panują braki kadrowe, więc dowódcy nie mogą go puścić na wakacje.
Luki w prawie i praca zdalna. Skąd biorą się ogromne ekwiwalenty?
Dlaczego w ogóle dochodzi do powstawania tak gigantycznych kominów finansowych? Dziennikarze Faktu wyjaśniają, że główną przyczyną kryzysu są obowiązujące przepisy. W przypadku formacji mundurowych prawo do wypoczynku nigdy się nie przedawnia i nie wymusza odebrania dni wolnych, jak w przypadku cywilnej budżetówki.
Przepaść widać również w czystych statystykach. Przeciętny urzędnik cywilny inkasuje na odchodne około 6 tysięcy złotych, podczas gdy mundurowy ponad 32 tysiące złotych. Przyczyny są więc również systemowe.
"Jedną z nich może być to, co jest swoistym hitem ostatnich lat, to jest praca zdalna" – twierdzi dr Marcin Wojewódka na łamach Faktu. Prawnik tłumaczy, że zatrudnieni często traktują model zdalny jako okazję do załatwienia domowych spraw, unikając tym samym brania formalnego, płatnego wolnego.
Dla samej NIK obecna sytuacja wymaga natychmiastowe poprawy i zmiany podejścia do odpoczynku w instytucjach. "Urlop nie powinien być postrzegany jako przywilej, lecz jako prawo i obowiązek" – podsumowuje. Takie wnioski mają docelowo zapobiec dalszemu marnotrawieniu środków i wymusić nowelizację procedur.






