Mężczyzna zastanawiający się na tle banknotów 100-złotowych.
W Polsce VAT tak naprawdę nie wynosi 23 proc. Ustawy w sprytny sposób nakazują nam płacić więcej. Montaż: naTemat.pl

Większość Polaków jest przekonana, że podstawowo VAT wynosi 23 proc. Tymczasem w przepisach i oficjalnych komunikatach nadal można znaleźć zapis mówiący o niższych stawkach. Za obecną daniną, którą płacić zdarza się niemal każdemu Polakowi, kryje się ciekawa historia z wieloma zwrotami akcji.

REKLAMA

A co, jeśli VAT w Polsce nie wynosi 23 proc. ani 8 proc.? Zaskakujące? Nie do końca i nie jest to w żadnym razie pilnie strzeżoną tajemnicą, ale co jakiś czas warto o tym przypomnieć. Szczególnie że temat jest obecny w debacie publicznej od ponad 15 lat. Zdarza mu się zresztą systematycznie wracać z mniejszą (zazwyczaj) lub większą (m.in. w 2018 roku i 2025 roku) mocą.

"Domyślna" stawka podatku VAT podana jest nawet w stosunkowo niedawno opublikowanym oficjalnym komunikacie na stronie podatki.gov.pl, który pojawił się 15 grudnia 2025 roku. Czego możemy się z niego dowiedzieć? "Podstawowa stawka podatku VAT wynosi 22 proc." – czytamy. Zaraz obok znajduje się jednak pewna kluczowa adnotacja: "od 1 stycznia 2011 r. stawka ta wynosi 23 proc.".

Podobny zabieg widzimy w przypadku stawek obniżonych. "W polskim systemie podatku VAT funkcjonują następujące stawki obniżone: stawka 7 proc. – obecnie (od 1 stycznia 2011 r.) stawka ta wynosi 8 proc., stawka 5 proc.". Jest tam też stawka 0 proc., ale o tym innym razem. W praktyce stawka 23 proc. (i obniżona 8 proc.) to stawki tymczasowe. Ich tymczasowość jest jednak tak daleko posunięta w czasie, że wiele osób musi naprawdę wysilić umysł, by przypomnieć sobie, że kiedyś na paragonie widniał zupełnie inny podatek.

1 punkt procentowy, a różnica wielka. VAT jest "czasowo" podwyższony

Skąd się bierze ta "tymczasowa" stawka? Pierwotnie VAT został podniesiony ustawą z 26 listopada 2010 roku, w której pojawiła się "drobna" korekta stawki na określony okres (3 lata). 23 proc. VAT miało wówczas obowiązywać do 1 stycznia 2014 roku. Taki podatkowy majstersztyk się jednak nie udał, bo w trakcie tego okresu czas obowiązywania wyższej stawki został przedłużony do 31 grudnia 2016 roku.

Jak podaje Demagog w analizie zagadnienia ze strony postulatu Beaty Szydło, która w 2015 roku chciała obniżyć VAT (a w zasadzie przywrócić go do pierwotnej stawki), w 2018 roku, a konkretniej 22 listopada 2018, pojawiła się ustawa regulująca kwestię stosowania podwyższonych stawek podatku. Wówczas pomysł był taki, by podwyższona stawka VAT zależała od państwowego długu netto (relacji do PKB) i sumy corocznych różnic pomiędzy wartością relacji wyniku nominalnego do PKB oraz poziomem średniookresowego celu budżetowego. Zmiany na przestrzeni lat pojawiały się jednak dość regularnie.

Co z tym VAT-em? Metod na jego podwyższenie jest sporo, ale obowiązująca jest bardzo sprytna

Obecnie w (łatanej przez lata na sto różnych sposobów) ustawie z 11 marca 2004 roku o podatku od towarów i usług znajduje się artykuł 146 ef. zatytułowany: "Czasowe stawki podatku 23 proc., 8 proc., 7 proc. i 4 proc. od 2024 r.".

Dalsza część artykułu poniżej.

Artykuł wprowadzono w 2024 roku. Jego treści nie będę tu przytaczał, gdyż wpis jest nadmiernie długi, a jego znaczna część to odnośniki do innych ustaw. Zresztą, to właśnie te odnośniki są tu kluczowe. Obecnie stawka VAT związana jest bowiem bezpośrednio z wydatkami na obronność. A konkretniej z ich udziałem w produkcie krajowym brutto.

Jeśli wydatki te przekraczają 3 proc. PKB (a w ostatnich latach notujemy rekordowe wydatki na obronność), o obniżeniu VAT nie ma mowy. W skrócie: "tymczasowa" stawka 23 proc. i 8 proc. będzie obowiązywać, dopóki sytuacja gospodarcza (i geopolityczna) nie będzie bardziej sprzyjająca. No i oczywiście o ile prawo się nie zmieni. Czyli być może mamy tu do czynienia z dość inspirującą "wieczną tymczasowością". Panta rhei, czy coś.

Jeśli zaś chodzi o przywrócenie poprzedniej stawki, postulat w zakresie obniżki VAT proponował chociażby Karol Nawrocki w 2025 roku. Obiecywał złożenie w tej sprawie projektu ustawy w pierwszy dzień urzędowania. Obietnicy nie zrealizował.

W zeszłym roku w tej sprawie interpelację złożyła też posłanka Paulina Matysiak. W odpowiedzi dowiedziała się, że "Polska nie wróci do podstawowej stawki VAT w wysokości 22 proc. w najbliższej przyszłości".

Nawiasem mówiąc, polski VAT jest też PR-owym fenomenem. Bo z jednej strony nie da się go obniżyć do poziomu 22 proc. (można go co najwyżej przywrócić do stawki domyślnej), a politycy systematycznie zapowiadają, że to zrobią. Z drugiej strony nie można powiedzieć, że podatek został podwyższony, bo jest to podwyżka tymczasowa, którą wspierały rządy na przestrzeni ponad 15 lat.