
Polacy coraz częściej decydują się na dalekie podróże. Tajlandia, Wietnam czy nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie to miejsca, które regularnie pojawiają się w naszych planach podróżnych. Problem jednak w tym, że kilka pierwszych dni na miejscu i po powrocie bywa wyjątkowo trudnych. Wszystko przez jet lag, który kończy się nie tylko problemami ze snem.
Dalekie podróże niezmiennie wiążą się z pokonaniem kilku stref czasowych. Szczególnie trudne bywają podróże na wschód, bo drastycznie skracają nam dobę. Nasz organizm doznaje wówczas szoku. I właśnie wtedy pojawia się słynny jet lag, który zmienia podróże w koszmar. Choć do Azji latałam już kilka razy, zawsze myślałam, że mnie ten problem nie dotyczy. Po czym prawie rzuciłam się na lodówkę z jego powodu.
Jet lag kojarzony jest z problemami ze snem. Ale to tylko jeden z jego efektów
Pewnie mnie znienawidzicie, ale trudno. Jestem jedną z tych osób, które ledwo wsiądą do samolotu, autobusu czy pociągu, a już zasypiają. Ten talent pojawił się u mnie nagle – po prostu pewnego dnia wsiadłam zmęczona do tramwaju po zajęciach na uczelni i zaczęłam przysypiać. Od tego momentu śpię już we wszystkich środkach transportu.
Kiedy wracałam z Tajlandii, było podobnie. Spałam podczas lotu z Phuket do Stambułu, a nawet później, podczas lotu do Warszawy. Ostatecznie więc nie byłam zmęczona, skutkiem czego spokojnie funkcjonowałam przez cały dzień. Problem pojawił się gdzie indziej.
Podczas podróży samolotem zjadłam w sumie trzy posiłki i nie czułam głodu. Jednak kiedy ok. godziny 11:00 dotarłam do mieszkania, czułam się, jakbym nie jadła od tygodnia. Poszłam na szybkie zakupy, zaliczyłam Maka, a później jeszcze pochłonęłam paczkę chrupek. Takiego napadu głodu nie miałam, odkąd lata temu zaczęłam biegać i byłam w stanie pochłonąć wszystko po treningu.
Zobacz także
Taką sytuację miałam pierwszy raz i naprawdę jej nie rozumiałam. I właśnie wtedy okazało się, że jest to jeden z rodzajów jet lagu. Mało tego, żeby znaleźć się w takiej sytuacji, wcale nie trzeba lecieć za granicę. Czasami wystarczy luźniejszy weekend, żeby mieć podobne problemy.
"Eating jet lag" to powszechne zjawisko, o którym mówi się jednak niewiele
Skąd tak nagły napad głodu po długim locie? Okazuje się, że według badaczy ma on kilka powodów. Po pierwsze, wiąże się z podwyższonym poziomem kortyzolu wywołanym zmęczeniem długą podróżą. Bądźmy szczerzy – spanie na siedząco to jednak nie to samo co kilka godzin we własnym łóżku.
Drugim, ważniejszym powodem jest natomiast rozregulowanie rytmu dobowego. To właśnie z jego powodu wiele osób ma problemy ze snem. Inni natomiast mają z tego powodu napady głodu w nocy. Nasz organizm przyzwyczaja się jednak do stałych pór żywienia. Dodatkowo zmęczenie prowadzi do wzrostu poziomu greliny w organizmie, czyli tzw. hormonu głodu. Trzeci powód to natomiast odwodnienie organizmu. Ośrodki głodu i pragnienia w naszym mózgu są bardzo blisko siebie, więc bywa, że mylimy głód z pragnieniem.
Co ciekawe, w taki stan można się wpędzić, nawet nie wsiadając na pokład samolotu. Do zjawiska, jakim jest eating jet lag, może dojść np. wtedy, kiedy postanowimy sobie nieco bardziej zaszaleć w weekend. Zamiast jak zwykle zjeść śniadanie o 7:00 rano, obiad o 13:00 i kolację o 18:00, postanawiamy pospać dłużej i wyjść ze znajomymi. Tym samym jedząc później, zaburzamy rytm dobowy organizmu. A to wystarczy, żeby nasze jelita dostały sprzeczne sygnały i nasz organizm się rozregulował w kontekście żywieniowym.






