
Karol Nawrocki w książce profesora Andrzeja Nowaka, która jest wywiadem rzeką, ujawnił niepokojący incydent z kampanii wyborczej. Autor dzieła zasugerował, że może chodzić o próbę otrucia prezydenta. Tymczasem pojawił się głos z prokuratury w tej sprawie.
Fragmenty książki prof. Andrzeja Nowaka o tytule "Skąd się wziął Karol Nawrocki" opublikował portal wPolityce.pl. Wynika z niego, że doszło do dziwnego incydentu, który mógł być próbą otrucia popieranego przez PiS kandydata na prezydenta.
– Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie – nie ukrywał Karol Nawrocki i dokładnie opisał, co się wydarzyło.– Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – relacjonował.
Z kolei prof. Andrzej Nowak jest zdania, że ktoś próbował otruć Karola Nawrockiego i wyeliminować go z kampanii wyborczej.
Jest ruch prokuratury ws. domniemanej próby otrucia Nawrockiego
Tymczasem stanowisko w tej sprawie zabrała Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Jak donosi Wprost, śledczy z urzędu wszczęli postępowanie sprawdzające, które dotyczy "podejrzenia narażenia obecnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karola Nawrockiego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w toku kampanii wyborczej w 2025 roku".
– Podstawą podjęcia czynności są informacje medialne, wskazujące, iż w dniu 15 maja 2025 r. w trakcie spotkań Karola Nawrockiego w ramach kampanii wyborczej z mieszkańcami Ząbkowic Śl., i Dzierżoniowa miało dojść do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia i chwilowej utraty przytomności ówczesnego kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, które mogło być skutkiem podania substancji zagrażających życiu lub zdrowiu – przekazał Mariusz Pindera, rzecznik świdnickiej prokuratury, cytowany przez Wprost.
Zobacz także
Co dokładnie opisał Nawrocki?
Przypomnijmy, że Nawrocki opowiadając o tamtym incydencie zaznaczył, iż miał wtedy spotkanie w Ząbkowicach Śląskich pod ratuszem. – Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Tego dnia strasznie padał deszcz. To było jedno z tych spotkań, które właściwie mogło się nie odbyć, bo lało tak mocno, że wszystko się rozpadało organizacyjnie – mówił.
– Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – wspominał prezydent.
Nawrocki opisał, że gwałtownie bardzo źle się poczuł, poprosił o wodę, jeszcze próbował machać uczestnikom zgromadzenia. – Mówię: szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze. Zaprowadzili mnie – dodał. Nawrockiemu wtedy miał "urwać się film".
Fragment książki "Skąd się wziął Karol Nawrocki"
Cytowane za wPolityce.pl
Nawrocki zwrócił też uwagę na miny współpracowników, którzy byli przy nim w tej sytuacji. – Naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: byłem przekonany, że ty nie żyjesz. Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego – podkreślił Nawrocki.
Jednocześnie polityk sprecyzował, że dostawał różne ostrzeżenia od ochrony, na przykład, że nie powinien całować kobiet w rękę, bo to może być sposób, żeby go otruć. – Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu – panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi – przekazał na koniec prezydent RP.




