Nawrocki ujawnia dramatyczny incydent z kampanii. "Straciłem przytomność"
Nawrocki ujawnia dramatyczny incydent z kampanii. "Straciłem przytomność" Fot. Szymon Pelc / shutterstock

W książce profesora Andrzeja Nowaka, która jest wywiadem rzeką z Karolem Nawrockim pojawił się sensacyjny wątek z kampanii prezydenckiej. Z fragmentów publikacji wynika, że doszło do dziwnego incydentu, który mógł być próbą otrucia popieranego przez PiS kandydata na prezydenta.

REKLAMA

Fragmenty książki prof. Andrzeja Nowaka o tytule "Skąd się wziął Karol Nawrocki" opublikował portal wPolityce.pl. Dowiadujemy się z nich, że w czasie kampanii wyborczej doszło do niepokojącego zdarzenia, które w wywiadzie zostało dokładnie opisane.

Niepokojące zdarzenie w kampanii wyborczej Nawrockiego

Chodzi o incydent, którego świadkami w połowie maja podczas kampanii byli najbliżsi współpracownicy Nawrockiego. – Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie – nie ukrywa Karol Nawrocki i dokładnie opisuje, co się wydarzyło.

Nawrocki miał spotkanie w Ząbkowicach Śląskich pod ratuszem. – Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Tego dnia strasznie padał deszcz. To było jedno z tych spotkań, które właściwie mogło się nie odbyć, bo lało tak mocno, że wszystko się rozpadało organizacyjnie – mówi.

– Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – wspomina prezydent.

Nawrocki i próba otrucia w czasie kampanii?

Nawrocki opisuje, że gwałtownie bardzo źle się poczuł, poprosił o wodę, jeszcze próbował machać uczestnikom zgromadzenia. – Mówię: szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze. Zaprowadzili mnie – dodaje. Nawrockiemu wtedy miał "urwać się film".

Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu – i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu Egzorcysta – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut.

Fragment książki "Skąd się wziął Karol Nawrocki"

Cytowane za wPolityce.pl

Nawrocki opisuje też miny współpracowników, którzy byli przy nim w tej sytuacji. – Naprawdę nie chciałbyś wtedy widzieć ich twarzy. Jakub wszedł do środka i powiedział później wprost: byłem przekonany, że ty nie żyjesz. Wszystko było zamknięte, autokar zatrzymany, cisza, żadnego kontaktu. Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego – podkreśla Nawrocki.

Ostrzeżenia ochrony i obawa o otrucie

Jednocześnie polityk precyzuje, że dostawał różne ostrzeżenia od ochrony, na przykład, że nie powinien całować kobiet w rękę, bo to może być sposób, żeby go otruć. – Ale ja i tak to robiłem. Nawet wtedy, w tym deszczu – panie podchodziły, wyciągały ręce, całowałem je w rękę, rozmawiałem z ludźmi – nie ukrywa.