Adrian Zandberg w Sejmie.
Poseł KO obraził Partię Razem. Foto: Flickr.com

Poseł Koalicji Obywatelskiej Artur Łącki postanowił wepchnąć Partie Razem w ręce PiS. W czasie wywiadu radiowego powiedział, że w jego oczach Adrian Zandberg i jego współpracownicy to... komuniści.

REKLAMA

Poseł KO Artur Łącki określił członków Partii Razem mianem "prawdziwych komunistów" i "czekistów". I to wszystko w czasie, gdy, jak wynika z nowych sondaży, KO może za nieco ponad rok potrzebować koalicjantów. Bez nich straci władzę.

Poseł KO obraża Partię Razem

Łącki pojawił się w Radiu Wnet, gdzie rozmawiał m.in. o tym, z kim chciałby budować koalicję. Pytanie jest zasadne, gdyż – jak wynika z sondaży – KO może mieć po kolejnych wyborach problem utrzymać się u władz bez obecnych sojuszników.

– Wolałbym rządzić z PSL-em. Czasami wolę tę naszą kanapową, liberalną, kapitalistyczną Lewicę – powiedział poseł. – Nie będziemy nazwiskami tutaj operowali, bo niektórzy się mogą ucieszyć, a inni obrazić – dodał.

Następnie zaznaczył, że nie chciałby budować koalicji z ludźmi Adriana Zandberga. Dodał, że uważa ich za... komunistów.

Na pewno nie z Razem. To są prawdziwi komuniści, tacy czekiści nawet bym powiedział – stwierdził Łącki.

Kiedy dziennikarz zapytał go, czy Włodzimierz Czarzasty też jest jego zdaniem komunistą, odparł, że "przyjaźni się z panem Dariuszem Wieczorkiem", jednym z najbardziej znanych polityków Lewicy, który był członkiem PZPR. – Połowa ludzi w Polsce miała związki z PZPR. Ja też miałem związki z PZPR, mój sąsiad był członkiem PZPR – bronił kolegi Łącki.

Jego zdaniem lewica w Polsce jest potrzebna, ale taka, która ma "liberalne" poglądy na gospodarkę.

Na wszystko zareagował Adrian Zandberg. "Zastanawialiście się kiedyś, co Platformersi myślą o o lewicy, o lewicowych wyborcach? Z pana posła szczery człowiek, podzielił się swoimi przemyśleniami" – napisał w poście na X.

Szanse na przedłużenie rządów KO spadają

Słowa Łąckiego padły w koszmarnym dla rządu momencie. Z badań opinii publicznej wynika, że KO może po jesiennych wyborach w 2027 r. stracić władzę. Wygra je jedynie w tym znaczeniu, że zajmie 1. miejsce. Zabraknie jej jednak koalicjantów, by współrządzić. Nowy sondaż wyborczy nie pozostawia złudzeń: część potencjalnych sojuszników obozu rządzącego może w ogóle nie przekroczyć progu wyborczego.

Sytuacji nie poprawia klimat na lewicy, która jest podzielona. Włodzimierz Czarzasty twierdzi, że chciałby jej zjednoczenia, ale są chyba na to małe szanse. Sama Partia Razem od dawna podkreśla swoją podmiotowość, choćby nie współpracując z Lewicą w Sejmie.

– Chciałbym pójść razem z panem Zandbergiem, chciałbym pójść razem z panią Senyszyn, ze wszystkimi siłami lewicy, ze związkami zawodowymi – powiedział Marszałek Sejmu w Polsat News. – Z panem Zandbergiem łączy mnie 95 proc. poglądów, 5 proc. to jest różnica w podejściu do rządu – dodał.

Partia Razem, mimo tego, że balansuje na granicy progu wyborczego, zdaje się być pewna siebie i chcieć iść do wyborów sama. Mało tego, ostatnio zadeklarowała, że w kwestii wyjaśnienia sprawy dot. Warszawskiego Szpitala Południowego jest w stanie połączyć siły z PiS.