
W polskim Sejmie powstaje dziwna, bardzo egzotyczna koalicja. O ile sojusz PiS-u z Konfederacją wydaje się naturalny, tak dołączenie do tego grona Razem co najmniej dziwi. W co grają Adrian Zandberg i jego współpracownicy?
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zaproponował powołanie "Komisji Zaufania Publicznego", która miałaby zbadać nieprawidłowości w działalności warszawskich szpitali. Okazuje się, że pomysł może poprzeć Partia Razem. Wygląda to na start nowej, z pozoru abstrakcyjnej koalicji.
PiS chce wyjaśnienia afery?
Od kilkunastu dni Polska żyje tym, ile w Warszawskim Szpitalu Południowym zarobił radny KO i lekarz-milioner w jednej osobie, Dawid Kacprzyk. Miał wystawić faktury na łącznie 1,6 mln zł. Sprawa nabrała tempa, gdy Warszawski Szpital Południowy zwolnił Dawida Kacprzyka, a Donald Tusk grzmiał po aferze z salonikiem VIP w szpitalu. Do tego doszedł materiał Kanału Zero właśnie o "saloniku VIP" dla ważnych polityków KO i zarzuty związane z fałszowaniem dokumentacji medycznej, a nawet śmiercią pacjentów.
Analitycy zastanawiają się, czy afera z radnym-milionerem pogrąży rząd Tuska, a opozycja poczuła krew. I pomimo tego, że prokuratura wszczęła już dwa śledztwa, Jarosław Kaczyński chce powołania "Komisji Zaufania Publicznego, która w sposób apolityczny i dogłębny wyjaśni to, co dzieje się w warszawskich szpitalach". Miałaby "składać się m.in. z prawników, lekarzy, ekspertów, przedstawicieli organizacji społecznych oraz osób zaufania publicznego".
Jak doprecyzował Jacek Sasin, nie chodzi o zwykłą komisję sejmową, ale ekspercką, która miałaby rzetelnie wziąć pod lupę działalność szpitali.
Konfederacja także chce powołania komisji. Jak opisał na platformie X Krzysztof Bosak, "potrzebujemy komisji śledczej do wyjaśnienia afery szpitalnej KO".
Do tych dwóch sił politycznych dochodzi jeszcze jedna, może najbardziej zaskakująca.
Partia Razem także jest na "tak"
Okazuje się, że na naszych oczach może zawiązywać się najbardziej egzotyczna koalicja od czasów sojuszu PiS z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Otóż "Fakt" zapytał o zdanie na temat komisji posłankę Marcelinę Zawiszę z Partii Razem. I okazuje się, że jej ugrupowanie chętnie poprze projekt.
– Jeżeli będzie wniosek o powołanie komisji, to zagłosujemy za, ale uważam, że przede wszystkim potrzebne są stanowcze działania prokuratury. Nie polityczny cyrk – powiedziała.
Zobacz także
Ruszyła walka o władzę w kolejnej kadencji
Choć koalicja PiS-Konfederacja-Razem wydaje się pomysłem bardzo egzotycznym, nie jest też czymś nierealnym.
Razem szuka sposobu na to, by odróżnić się od Nowej Lewicy. Nie bez powodu nie weszła w skład rządu, walcząc o swoją podmiotowość i broniąc się przed wchłonięciem przez byłe SLD. Wykorzystanie afery warszawskiego szpitala i poparcie pomysłu komisji mogłoby pomóc ugrupowaniu Adriana Zandberga powalczyć o parę punktów procentowych, których teraz mu brakuje, by w ogóle wejść do Sejmu.
Zresztą wszystko wpisuje się w to, co lider Razem robi już teraz. W czasie sesji rady Warszawy atakował Rafała Trzaskowskiego.
– Tak pan nadzoruje szpital, który jest pana oczkiem w głowie? Tak wygląda nadzór nad własnością publiczną w mieście? Tak wygląda, że ktoś doi miasto, że ktoś doi publiczne pieniądze? Tak wygląda, że się organizuje salonik VIP – wytykał włodarzowi stolicy.
Co mówią nam sondaże?
Z ostatnich sondaży wynika, że przyszły rząd mogłaby tworzyć koalicja PiS-u i obu Konfederacji. Szablami Razem, gdyby partia ta dostała się do Sejmu też nikt nie pogardzi.
Jak sugerują dane z sondażu Instytutu Badań Pollster dla "Super Expressu", gdyby wybory odbyły się teraz teoretycznie wygrałaby je KO z wynikiem 34,01 procent.
Drugie miejsce należy do PiS (26,17 proc.), z kolei podium domyka Konfederacja (13,93 proc.). Tuż za nim stoją Nowa Lewica (7,82 proc.) i Konfederacja Korony Polskiej (7,66 proc.).
I dalej robi się najciekawiej, gdyż Partii Razem niewiele brakuje, by wejść do parlamentu. Wynik 4,58 proc. to niewiele mniej niż 5 proc., ile wynosi próg wyborczy.
Dalsze wiadomości są dla KO fatalne: PSL zdobyło tylko 3,55 proc., a Polska 2050 – 1,61 proc., co oznacza, że koalicjanci dawnej PO nie mieliby ani jednego mandatu.
0,67 proc. ankietowanych zadeklarowało, że zagłosowałoby na inną partię.
Przeliczmy teraz te procenty na mandaty. Dałoby to 190 mandatów KO, 151 PiS-u, 63 Konfederacji. Resztą (56) podzieliłyby się Nowa Lewica i ugrupowanie Grzegorza Brauna.
W takim rozdaniu PiS i "Konfa" mają łącznie 214 posłów. Do większości brakuje 19. W zupełności wystarczą wtedy głosy Korony Polskiej. Gdyby do Sejmu weszłaby jeszcze Partia Razem, zabierając zapewne mandaty Nowej Lewicy, przewaga tak powstałej egzotycznej koalicji tylko by się powiększyła.




