
Karol Nawrocki nadzieją Donalda Tuska? Tak, prezydent może swoimi działaniami pomóc KO w utrzymaniu władzy. Wystarczy, że to prezydent powalczy o fotel szefa wszystkich szefów na prawicy.
Sondaże dla KO są bezlitosne: partia może i wygra wybory, ale straci władzę. Ma dwa wyjścia: albo zwiększyć swój elektorat, albo pomóc koalicjantom wprowadzić do Sejmu posłów. Właściwie jest jeszcze jeden scenariusz: wojna na prawicy wywołana przez prezydenta.
Karol Nawrocki powalczy o władzę na prawicy
Karol Nawrocki cieszy się sporym poparciem Polaków. Jak wynika z sondażu IBRiS dla Polsat News, zadowolonych z działań głowy państwa jest łącznie 51,7 proc. badanych (o 8,4 pkt proc. więcej niż miesiąc wcześniej). Krytykuje go tylko 38,9 procent osób. Napisałem "tylko", gdyż zdecydowanie więcej osób popiera prezydenta niż go krytykuje. I teraz pytanie: czy Nawrocki nie będzie chciał tego wykorzystać, by przejąć rząd dusz na prawicy?
Taki scenariusz w rozmowie z "Faktem" opisał ostatnio prof. Wawrzyniec Konarski. Jego zdaniem prezydent może znaleźć się w takiej sytuacji, w której pojawi się "możliwość zajęcia w przyszłości pozycji dominującej po prawej stronie polskiej sceny politycznej". – Jeżeli spojrzymy na tę sytuację z perspektywy tego, kto ma być hegemonem w obozie prawicy, wyraźnie widać, że chce nim zostać Karol Nawrocki. Jeżeli będzie nim Nawrocki, nie będzie mógł nim być [Jarosław] Kaczyński – podsumował politolog.
Co więcej, Polacy wskazali Nawrockiemu miejsce w prezydenckim szeregu, stawiając go dość wysoko w czołówce prezydentów po 1989 roku.
Zobacz także
Prezydent ostatnią nadzieją dla KO?
To wszystko brzmi jak koszmar dla obecnych liderów prawicy, ale też jak nadzieja dla KO. Jeżeli Nawrocki rzuci rękawicę i Kaczyńskiemu, i Mateuszowi Morawieckiemu, a może nawet Konfederacji, na prawicy zrobi się gorąco. Może to doprowadzić do rozmycia się elektoratu, który rozejdzie się na PiS, obie Konfederacje, a może też potencjalną, nową partię "prezydencką" (zakładając skrajny scenariusz).
Do tego może dojść zniechęcenie wyborców polityką: kłótnia na prawicy może sprawić, że część wyborców po prostu się zirytuje i w ogóle nie pójdzie za nieco ponad rok do lokali wyborczych. "Podbije" to procentowy wynik KO.
Skoro przy wynikach poszczególnych partii mowa, nie sposób nie wspomnieć o ostatnich sondażach. Jak wynika z badania United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski, obecnie na partię Donalda Tuska zagłosowałoby 29,2 proc. respondentów. Drugie miejsce zajęłoby PiS z wynikiem 24,2 proc., z kolei podium domyka Konfederacja, na którą chce zagłosować więcej niż co 10. wyborca (10,7 proc.). Na czwartej pozycji znajduje się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, którą popiera 10,1 proc. ankietowanych.
Skład Sejmu uzupełniłaby tylko Lewica z wynikiem na poziomie 7,8 proc., z kolei inne ugrupowania – PSL, Partia Razem, Polska 2050 – nie weszłyby do parlamentu. A to oznacza, że KO zabraknie koalicjantów.
I właśnie dlatego ratunkiem dla obecnego obozu rządzącego byłoby zniechęcenie prawicowego elektoratu do polityki (np. przez kłótnie wewnątrz PiS) lub przerzucenie jego głosów na centrowe PSL lub potencjalną "nową Polskę 2050". Wszystko to razem może procentowo podnieść wynik KO i pomóc sojusznikom Tuska w pozostaniu w Sejmie. Już wcześniej nowy sondaż i jedna mocna zmiana przyniosły bolesny sygnał dla PiS.




