Donald Trump
Trump wskazał, kogo Stany Zjednoczone powinny obawiać się najbardziej Fot. Shutterstock.com

Prezydent Donald Trump pod Górą Rushmore wygłosił przemówienie z okazji 250. rocznicy uzyskania niepodległości przez Stany Zjednoczone. Oprócz wychwalania osiągnięć kraju, oświadczył również, co stanowi aktualnie największe zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.

REKLAMA

Dzień przed 250. rocznicą ogłoszenia niepodległości przez Stany Zjednoczone, Donald Trump przemawiał pod Górą Rushmore w Dakocie Południowej. To właśnie w jej zboczu wyrzeźbione są sylwetki czterech prezydentów USA: George'a Washingtona, Thomasa Jeffersona, Abrahama Lincolna i Theodore'a Roosevelta, którym złożył uroczysty hołd. – Byli to ludzie czynu, ludzie ambicji, ludzie śmiałości, ludzie przeznaczenia i ludzie o naprawdę wielkiej inteligencji – powiedział ze sceny.

W swoim półgodzinnym wystąpieniu Trump poświęcił czas na historyczne osiągnięcia kraju, jednak bezpośrednio odniósł się także do swoich przeciwników politycznych. Prezydent jasno sprecyzował, co na ten moment najbardziej zagraża Ameryce – według niego.

W ten sposób Trump rozpoczął szumnie zapowiadane obchody 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych. Przypomnijmy, w tym czasie trwa mundial organizowany przez USA, Kanadę i Meksyk.

Komunizm jako główne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych

– Gdy zbliżamy się do tej wspaniałej rocznicy, widzimy, że nasza amerykańska tożsamość ponownie jest atakowana – powiedział Donald Trump. Stwierdził, że w kraju odradza się zagrożenie komunistyczne, co połączył z napływem do Stanów Zjednoczonych nowych osób, które mają hołdować poglądom całkowicie sprzecznym z amerykańskim stylem życia i dotychczasowym sukcesem gospodarczym. Ten antyimigrancki wątek skorelował z uderzeniem w progresywnych Demokratów, których regularnie określa mianem komunistów i przypisuje im stwarzanie egzystencjalnego zagrożenia dla państwa. Należy wspomnieć, że politycy z tego nurtu odnieśli w ostatnich dniach sukcesy – wygrywali prawybory Partii Demokratycznej między innymi w Nowym Jorku, Kolorado, Kentucky, New Jersey, Ohio, Pensylwanii oraz Teksasie.

Sam Trump zaznaczył jednak wyjątkową powagę opisywanej przez siebie sytuacji, traktując temat kategorycznie. – To nie są zwykłe różnice polityczne, takie jak spory o podatki czy regulacje. Komunizm stanowi moralne zagrożenie dla amerykańskiej wolności. Jest największym zagrożeniem dla naszego kraju, większym niż I wojna światowa, II wojna światowa, atak na Pearl Harbor czy nawet zamachy z 11 września. Komunizm jest bowiem wrogiem wolnych ludzi na całym świecie – mówił wprost.

W dalszej części przemówienia argumentował, że nikt nie może być jednocześnie patriotą i komunistą. Dodał, że osoby rozpowszechniające marksistowskie hasła na temat dziedzictwa USA i przekonujące, że naród żyje na skradzionej ziemi, atakują przyszłość całego państwa. – Nie pozwolimy im zwyciężyć. Nie mają z nami żadnych szans. Nie szanują prawa, sprawiedliwości, zasad, tradycji ani praw, które zostały wam dane przez Boga – kontynuował.

"Napisaliśmy zupełnie inną historię"

Donald Trump znalazł też czas, aby skupić się na pozytywnym przekazie dotyczącym pozycji Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Podkreślał, że żaden inny kraj nie zrobił dla reszty świata tyle, co właśnie USA.

Tłumaczył, że Stany Zjednoczone są obecnie "najbardziej utytułowanym, najbardziej utalentowanym i wyjątkowym narodem" w historii, gdzie przez ćwierć tysiąclecia wolność, równość i sprawiedliwość "kwitły" w niespotykanej skali. Swoją myśl zestawił z ogólną historią ludzkości, stwierdzając, że w większości miejsc na świecie życie było zawsze naznaczone ubóstwem, przemocą i wyzyskiem. – Ale w Ameryce, w tej krainie, na tym kontynencie, napisaliśmy zupełnie inną historię – głosił Donald Trump podczas swojego wystąpienia w Dakocie Południowej.

Choć Donald Trump w swoich przemówieniach regularnie nawiązuje do "złotej ery" amerykańskiej gospodarki, rzeczywistość mocno mija się z tą narracją. W INNPoland prezentowano już skutki jego polityki celnej. Z analizy wynika, że wbrew zapowiedziom, amerykański przemysł przetwórczy wcale nie odżył, a zauważalne wzrosty odnotowano jedynie w tych sektorach, które zostały objęte specjalnymi wyjątkami.