Donald Trump, Władimir Putin
Donald Trump przeprowadził ponad godzinną rozmowę telefoniczną z Władimirem Putinem Fot. Shutterstock.com

Stany Zjednoczone obchodzą 250. rocznicę uzyskania niepodległości. Właśnie z tej okazji odbyła się rozmowa telefoniczna Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Jak się okazuje, nie dotyczyła ona tylko rocznicowych gratulacji.

REKLAMA

4 lipca Stany Zjednoczone obchodziły 250. rocznicę ogłoszenia niepodległości. W trakcie wielkiego świętowania Donald Trump przyjmował życzenia od światowych przywódców, w tym również od Władimira Putina. Szybko okazało się, że temat trwającej wojny w Ukrainie był poruszony nawet podczas obchodów uroczystości narodowych w USA.

Ponad godzina na linii z Kremlem

Jak podaje agencja Reuters, powołując się na informacje płynące z rosyjskich mediów, prezydent USA odbył długą rozmowę telefoniczną z rosyjskim przywódcą. O szczegółach tego kontaktu poinformował doradca Putina do spraw zagranicznych, Jurij Uszakow. Według komunikatów Kremla, rozmowa obu polityków trwała 85 minut.

Co dokładnie poruszano w tym czasie? Uszakow przekazał, że rozmowa rozpoczęła się od osobistych gratulacji złożonych przez Putina na ręce Donalda Trumpa i całego amerykańskiego narodu z okazji tak znaczącego jubileuszu. Na tym jednak wymiana zdań wcale się nie zakończyła.

W dalszej części politycy mieli przejść do omówienia aktualnej sytuacji na froncie ukraińskim. Według Kremla Putin zdał Trumpowi dokładną relację z obecnego stanu rzeczy. Z kolei prezydent USA po raz kolejny zadeklarował swoją pomoc w zakończeniu tej wojny, zapewniając, że poruszy temat uregulowania konfliktu podczas szczytu NATO, który już w nadchodzącym tygodniu odbędzie się w stolicy Turcji, Ankarze.

Doradca Putina podsumował całą rozmowę jako bardzo konstruktywną. Zaznaczył również, że amerykańscy wysłannicy – Steve Witkoff oraz Jared Kushner – będą kontynuować wysiłki na rzecz wynegocjowania pokojowego porozumienia i są w pełni gotowi do kolejnej wizyty w Moskwie.

Dzwonił też Wołodymyr Zełenski

Donald Trump przeprowadził z okazji święta Stanów Zjednoczonych różnorodne rozmowy. Amerykański przywódca skontaktował się także z prezydentem Ukrainy, Wołodymyrem Zełenskim, który o wszystkim poinformował za pośrednictwem serwisu X. We wpisie Zełenski przekazał, że złożył gratulacje na ręce Trumpa i określił samą rozmowę jako "bardzo udaną".

"Jesteśmy wdzięczni Stanom Zjednoczonym za wszelką pomoc, jaką otrzymaliśmy – od Javelinów i Patriotów po wsparcie polityczne – i głęboko cenimy to, że Ameryka stoi po naszej stronie w obronie naszej niepodległości. Jestem wdzięczny każdemu amerykańskiemu sercu, któremu zależy na przyszłości Ukrainy, Europy i każdego na całym świecie, dla kogo wolność ma znaczenie" – napisał ukraiński przywódca.

Przyznał również, że omówił z Trumpem obecną sytuację na froncie oraz działania dyplomatyczne. Zaznaczył, że istnieje dziś realna perspektywa zakończenia wojny, a determinacja Ameryki ma w tej kwestii decydujące znaczenie. Potwierdził przy tym, że ustalono kontynuację tych dyskusji podczas wspomnianego szczytu NATO w Ankarze.

Ewakuacja przed przemówieniem Trumpa

Niewiele brakowało, a samo główne przemówienie Trumpa z okazji 250. rocznicy uzyskania niepodległości stanęłoby pod znakiem zapytania. Z powodu realnego zagrożenia gwałtowną burzą, federalne służby zarządziły ewakuację tysięcy osób oczekujących na wystąpienie prezydenta i pokaz fajerwerków w waszyngtońskim parku National Mall, nakazując im schronienie się w okolicznych budynkach.

Trump zapowiedział wtedy twardo, że wygłosi swoje przemówienie bez względu na wszystko, nawet gdyby miało to nastąpić w środku nocy.

– Chcę podziękować wszystkim, bo zrobiliście to, co należało. Zobaczyliście błyskawice, a ja powiedziałem: Nie ma mowy. Nawet jeśli miałbym przemawiać do jednej osoby o czwartej nad ranem, i tak tu będę. Nie ma mowy, żeby cokolwiek nas powstrzymało – podkreślił polityk do zebranych tłumów.

Ostatecznie wydarzenie odbyło się po prostu z opóźnieniem. W trakcie uroczystości prezydent zaznaczał, że "to, co najlepsze, jest jeszcze przed nami", nazywając obecne czasy dopiero "świtem złotej ery Ameryki".