Szpital
Kolejne doniesienia o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym Fot. Unsplash.com / @corymogk

Wokół Szpitala Południowego w Warszawie wrze już od wielu dni, a w mediach wciąż pojawiają się doniesienia o kolejnych niedopatrzeniach w placówce. Tym razem gruchnęła informacja o rzekomym biznesie pogrzebowym, który miał być prowadzony przez szefa tamtejszego prosektorium.

REKLAMA

Atmosfera wokół warszawskiego Szpitala Południowego z dnia na dzień robi się coraz gęstsza. To bezpośredni skutek afer i rzekomych niedociągnięć, które są na bieżąco ujawniane przez media. Teraz do całej listy zarzutów dochodzi najnowsza sprawa, którą jako pierwsi opisali dziennikarze portalu Zero.pl. Dotyczy ona tak zwanego "biznesu pogrzebowego" oraz rzekomych działań, do których miało dochodzić bezpośrednio na terenie szpitalnego prosektorium.

Zarzuty o naciski i powiązania z branżą funeralną

Prosektorium w Szpitalu Południowym zarządza koordynator, który jednocześnie pełni funkcję prezesa w spółce Pros-Med, która zajmuje się dostarczaniem specjalistycznego sprzętu dla branży funeralnej. Wpisy w Krajowym Rejestrze Sądowym wskazują, że firma ta ma wpisaną w swój profil działalności również organizację usług pogrzebowych, a udziały w niej posiada współzałożycielka jednego z zakładów pogrzebowych na warszawskim Ursynowie.

Jak twierdzą informatorzy dziennikarzy, osoby odbierające zmarłych miały być systematycznie nakłaniane przez szefa prosektorium do wyboru usług powiązanego ze wspólniczką zakładu. Gdy rodziny decydowały się na inną firmę, mężczyzna rzekomo stawał się opryskliwy i stwarzał sztuczne problemy przy wydawaniu ciał oraz dokumentacji. Natomiast zgodnie z art. 13 ustawy o działalności leczniczej, świadczenie jakichkolwiek usług pogrzebowych oraz ich reklamowanie na terenie szpitali jest w Polsce całkowicie zakazane.

Zastanawiający jest również fakt, że w Szpitalu Południowym karty zgonu miały być wydawane bezpośrednio w prosektorium, podczas gdy standardowo zajmują się tym działy statystyki lub szpitalne sekretariaty.

Prywatne szkolenia na ciałach i drastyczne zdjęcia

Z relacji byłych pracowników wyłania się obraz prosektorium jako rzekomego prywatnego "królestwa" koordynatora. Pojawiają się doniesienia, że w kwietniu 2024 roku mężczyzna miał proponować wynajęcie szpitalnych pomieszczeń na potrzeby realizacji filmowych, oferując przy tym dostęp do karawanów, trumien czy urn.

Z kolei w ramach swojej działalności poza szpitalem, miał on organizować komercyjne kursy z zakresu balsamacji i przygotowywania zwłok. Jak sugerują dziennikarze, szkolenia te mogły odbywać się na terenie Szpitala Południowego, przy wykorzystaniu ciał zmarłych pacjentów, a bliscy rzekomo nie mieli pojęcia, że zmarli służą jako obiekty do nauki.

Wątpliwości budzi również aktywność kierownika w internecie. Na jego profilu na Instagramie miały pojawiać się niezwykle drastyczne zdjęcia ludzkich ciał – między innymi ze śladami po dekapitacji, z ranami postrzałowymi czy rozległymi poparzeniami. Chociaż dokładne pochodzenie tych fotografii nie zostało w żaden sposób potwierdzone, jedno ze źródeł powiązanych z placówką zasugerowało, że materiały te mogą przedstawiać zmarłych, którzy trafili do szpitalnego prosektorium.

Prokuratorskie śledztwa i lawina afer

Aktualnie w sprawie afer wokół Szpitala Południowego prokuratura prowadzi dwa odrębne śledztwa. Pierwsze z nich dotyczy doprowadzenia placówki do niekorzystnego rozporządzenia mieniem o wartości nie mniejszej niż pół miliona złotych. Drugie postępowanie ma znacznie szerszy zakres i skupia się na niedopełnieniu obowiązków oraz niegospodarności polegającej na łamaniu zasad klasyfikacji pacjentów przez kierownictwo szpitala, a także na braku odpowiedniego nadzoru i rzetelnej kontroli ze strony urzędników warszawskiego ratusza.

Cała sprawa nabrała tempa po opublikowaniu przez dziennikarzy Zero.pl oświadczenia majątkowego Dawida Kacprzyka, byłego już lekarza placówki i radnego KO. Z dokumentu wynikało, że w zeszłym roku zarobił on niemal 1,6 miliona złotych za dyżury, na których mogło go w ogóle nie być. Od tego momentu ruszyła lawina decyzji podejmowanych zarówno przez władze Warszawy, jak i samego lekarza.

Następnie pojawiły się doniesienia o tym, że placówka miała oferować politykom Koalicji Obywatelskiej szybsze przyjęcia na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, gdzie mogli liczyć na dogodne warunki w tak zwanym "saloniku VIP" (do czego odniósł się już m.in. Donald Tusk, będąc wywołanym do tablicy). W ostatnich dniach z kolei były ordynator oddziału chirurgii w placówce, Emil Jędrzejewski, ujawnił kolejne rzekome nieprawidłowości, jakie miały mieć miejsce na tamtejszym SOR-ze.