Antyukraińska nienawiść to prezent dla Putina. Nie trzeba kochać Ukrainy, trzeba rozumieć interes Polski!
Antyukraińska nienawiść to prezent dla Putina. Nie trzeba kochać Ukrainy, trzeba rozumieć interes Polski! fot. naTemat

Antyukraińskie paliwo robi nam wodę z mózgu, a politycy wykorzystują to wyjątkowo perfidnie. Aż roi się od komentarzy pełnych jadu. W sieci kwitnie handel z odzieżą o rzezi wołyńskiej, a dwie największe partie w kraju licytują się, kto przekazał Ukrainie mniej czy więcej uzbrojenia. Dzisiaj trzeba zapytać: Co się z nami stało? Zapraszam na commentary, w którym wyjaśniamy, dlaczego podsycana nienawiść do Ukraińców to dla nas pełzająca katastrofa.

REKLAMA

Wołyń i ludobójstwo dokonane na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943-1945 to niezagojona rana w naszej narodowej pamięci. Wymaga dyplomatycznej nieustępliwości oraz przede wszystkim godności i szacunku dla ofiar.

Tymczasem niektórzy zamieniają tragedię w regularny produkt marketingowy. Marsze pamięci przypominają wulgarne spektakle, a internet zalała fala odzieży rzekomo patriotycznej. To koszulki, bluzy czy wlepki z agresywnymi hasłami wymierzonymi w Ukrainę. Tak nie wygląda pielęgnowanie pamięci historycznej – to cyniczny biznes budowany na nienawiści i ludzkiej krwi, sprowadzający dramat naszych przodków do poziomu kibolskiej ustawki.

Antyukraińskie nastroje wchodzą do politycznego mainstreamu

O ile skrajna prawica od początku budowała kapitał na straszeniu "ukrainizacją", o tyle dziś antyukraińskie nastroje zaczął podchwytywać polityczny mainstream. W obliczu zmieniających się sondaży Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość weszły w publiczną licytację na to... kto przekazał Kijowowi mniej sprzętu wojskowego i kto bardziej postawił się Wołodymyrowi Zełenskiemu.

Ucieka nam kluczowy fakt: brak pomocy dla Ukrainy to bezpośredni triumf Rosji. Jeśli ulegniemy nienawiści i odetniemy wsparcie, realizacja celów Władimira Putina stanie się faktem. Przegrana Ukrainy oznacza imperialną, zmilitaryzowaną Rosję wzdłuż całej naszej wschodniej granicy, gigantyczny kryzys migracyjny oraz załamanie rynków finansowych w Europie Środkowej. Dla Kremla rozbicie sojuszu polsko-ukraińskiego to największy strategiczny prezent.

Jest jedna, kluczowa granica, której przekroczyć nam nie wolno. Rozliczenie historyczne na poziomie państw to nie jest to samo, co nienawiść do człowieka na poziomie ulicy. Nie dajcie wkręcić sobie emocji, którymi karmi nas Grzegorz Braun i podobni mu ludzie. On się nie kryje i mówi, że Ukraina jest wrogiem narodu i państwa polskiego. Braun cynicznie tym gra. Wszyscy, którzy powtarzają coś podobnego, doskonale wiedzą, że trafiają w czuły punkt naszego społeczeństwa i robią tym wielką krzywdę. A Putin w tym czasie może patrzeć z daleka i tylko się uśmiechać. To jest dla niego piękny scenariusz, a dla nas – kurs na ścianę.

Donald Tusk studzi antyukraińską narrację

Donald Tusk ostatnio wylał kubeł zimnej wody na wszystkie głowy rozgrzane antyukraińską narracją. Powiedział, że nie trzeba kochać Ukrainy, ale każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie i odrobinę przyzwoitości w sercu wierzy, że w interesie Polski jest to, aby Ukraina nie przegrała tej wojny. To tyle w temacie ewentualnego odcięcia Kijowa od pomocy z Zachodu.

Nie dajmy sobie wmówić, że warunkiem pamięci o zmarłych jest nienawiść do żywych. Na końcu drogi w takim scenariuszu i tak nie będzie sprawiedliwości. Nie pozwólmy, żeby dzisiejsi -15-20 latkowie łapali się na te manipulacje, bo zaraz wyrośnie nam pokolenie ludzi, którzy Kijów będą traktować na równi z Moskwą. To będzie triumf pustych głów. Tak, pustych głów, które mamy też w naszej polityce. Skrajna prawica pędzi teraz na antyukraińskim paliwie.