flaga ukrainy na czarnym tle, dwie ręce związane w walce
Żaba wreszcie wyszła z garnka. Polska ma poważny problem z nienawiścią. Montaż: naTemat.pl

Narastająca niechęć wobec Ukraińców może prowadzić do sytuacji, w której ludzie są atakowani wyłącznie na podstawie przypisywanej im narodowości, niezależnie od faktów. Od lat wchodzimy w fazę radykalizacji, która zaczyna powoli dotyczyć każdego, nie tylko naszych sąsiadów ze wschodu.

REKLAMA

Ostatnie doniesienia na temat agresji wobec Ukraińców są – nie ukrywam – dość zatrważające. Szczególnie że najnowsze pomysły radykałów obejmują ataki na 12-latki w autobusach.

Ostatnio byliśmy świadkami tak brawurowych akcji antyukraińskich, jak "przesłuchanie" na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, zwyzywanie pracowniczki Żabki, czy przeprowadzanie "obywatelskich interwencji" polegających na zatrzymywaniu obywateli innych państw i udawaniu policji (a także wojska).

Powiedziałbym, że ataki te zaczną zaraz przekraczać jakiekolwiek granice rozsądku, ale hejt i niechęć wobec Ukraińców już od dawna nie mieści się w żadnych granicach.

"Strzelaj Polak do Polaka"

Dziwna, niecodzienna sytuacja przytrafiła się nawet mnie – osobie, która nie ma ukraińskich korzeni i nie mówi w języku naszego wschodniego sąsiada.

Otóż w zeszłym roku (wiem, odległa data, ale przypomniałem sobie o tym dopiero teraz, kiedy mamy coraz silniejsze nastroje antyukraińskie) w jednej z Żabek w obszarze dawnej jurydyki Garbary w Krakowie, wybierałem sobie napój przy lodówkach.

Do moich uszu dobiegły pewne dość dziwne komentarze na temat "wszędobylskiego" panoszenia się osób o pewnej narodowości. Choć nie przypuszczałem, że komentarz ten może być zaadresowany w moim kierunku, okazało się inaczej.

Otóż jakiś osobnik, w wieku pewnie około 40 lat, bardzo negatywnie reagował na moją domniemaną narodowość (ukraińską!). Określając to narodowością złodziejską, zbrodniczą i kilkoma jeszcze epitetami, ale raczej niecenzuralnymi i mało kreatywnymi.

Pan był tak zaaferowany swoją antyukraińską misją (do tej pory nie wiem, co go do niej nakłoniło), że nie zważał na różnicę wzrostu i masy ciała pomiędzy mną a nim. Dodam, że różnicy raczej niekorzystnej dla niego. Być może garda i lekki (choć wyraźny) poziom upojenia alkoholowego mu to przysłaniał.

Ostatecznie na bardzo wulgarnej werbalnie litanii się skończyło, choć nie zabrakło w niej słów pokroju "trzymajcie mnie" i chęci, nazwijmy to, przywalenia mi. Zaznaczę – zupełnie bez powodu i bez mojej specjalnej reakcji, poza szczerym zdziwieniem. Co prawda trwało to około 10 minut i było dość irytujące, ale również bardzo ciekawe kulturowo.

I teraz tak – mam ten komfort zarówno psychiczny, jak i fizyczny, że tego typu ataki nie są przeze mnie traktowane specjalnie na poważnie. Jestem osobą, która swoje mierzy, swoje waży, a "mindset" raczej mam konfrontacyjny. Sprawa oczywiście nie została nigdzie zgłoszona, a z tego, co wiem, do Żabki została wezwana ochrona. W reakcji na wezwanie ochrony pan patriota udał się w swoją stronę.

Ja osobiście nie czekałem na pojawienie się ochroniarzy. Po prostu dokonałem zakupu, wymieniłem kilka słów z kasjerem i udałem się w swoim kierunku, raczej nie obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Chociaż pan patriota zapowiadał, że powinniśmy się spotkać za rogiem i sobie powyjaśniać pewne kwestie. Trudno, najwyraźniej zrejterował.

Sednem jest moje zaskoczenie tym, że po pierwsze ktoś z jakiegoś powodu wziął mnie za Ukraińca, po drugie, że był to powód ataku werbalnego i chęci odbycia konfrontacji fizycznej, po trzecie – że okazuje się po jakimś czasie, że nie była to sytuacja jednostkowa, a po prostu żaba gotowana w społeczeństwie przez dłuższy czas, która teraz powoli wyziera z garnka i mieli językiem wszystkich dookoła. Oceniam, że jesteśmy w dziwnym miejscu jako społeczeństwo.

Klimat w Polsce mamy nieciekawy – w antyukraińskich nastrojach łatwo się zgubić

Na czym polega absurd sytuacji? Znam dość dobrze kontekst historyczny mojej rodziny i żadnych powiązań z Ukrainą nie mam, poza jednym, dość zresztą istotnym z perspektywy ostatnich wydarzeń. Otóż jedna z gałęzi mojej rodziny (pochodząca oczywiście z Polski) w trakcie rzezi Wołyńskiej przebywała w Krzemieńcu.

Krzemieniec to miasto, które bezpośrednio zostało objęte atakami UPA. Samo miasto przez pewien czas stanowiło swego rodzaju bezpieczny "hub" dla osób uciekających z rzezi. Skala mordów nie była tam tak ogromna, jak w mniejszych miejscowościach.

Ustalenie dokładnych przebiegów losów członków mojej rodziny na tamtym obszarze jest bardzo trudne.

To, co jest jednak istotne, to fakt, że w dobie rzezi wołyńskiej część mojej rodziny uciekła z Wołynia w kierunku Małopolski – Miechowa i Krakowa. Mój dziadek zresztą pamięta te wydarzenia. Pewnie to zresztą czyta, więc go pozdrawiam!

Genetycznie też z Ukrainą nie mam wiele wspólnego, o ile można ufać testom w tym zakresie. Zresztą, ja nawet nie mówię po ukraińsku ani nawet rosyjsku, posługuję się na co dzień polskim i angielskim, co prawda polskim z subtelnymi "krakoskimi" naleciałościami i zaśpiewami, ale nie przypominają one wschodnich języków. Przyznaję (nie strzelać): znam też podstawowe zwroty w języku serbsko-chorwackim. I niemieckim, ale to chyba akurat cecha pożądana, szczególnie z perspektywy niektórych polskich paramilitarnych bojówek o prawicowej proweniencji. Okej, na liście grzechów muszę dodać, że czytam cyrylicę, ale zapewniam – tylko serbską.

Dalsza część artykułu poniżej.

Co my w ogóle robimy? W Polsce jak w cyrku

Ta cała prywata ma jeden cel – mimo raczej dość jednoznacznej polskiej tożsamości można stać się obiektem ataku. Nawet kiedy nie ma ku temu żadnych podstaw. Nawet gdy z Ukrainą ma się tyle wspólnego, że moi krewni musieli z jej regionu uciekać w trakcie rzezi Wołyńskiej.

Nie wiem do końca, gdzie to wszystko zmierza, bo dochodzimy do poziomu, w którym żadne fakty nie mają znaczenia, żadne konteksty nie mają znaczenia, znaczenie ma tylko prosta i jednoznaczna niechęć, nienawiść na tle narodowościowym. Nawet jeśli dotyczy osób, które z daną narodowością nie mają nic wspólnego.

I w moim przypadku mówimy też o osobie, która nie jest bezbronna, ale jeśli "patrioci" są w stanie porwać się na kogoś, kto jest od nich wyższy o 20 centymetrów i cięższy o 20 kilogramów, widocznie przespaliśmy już moment, w którym jakikolwiek rozsądek ma głos. A ataki na 12-letnie dzieci tylko to udowadniają.

I oczywiście, nie twierdzę, że bez znaczenia dla obecnej sytuacji jest polityka Wołodymyra Zełenskiego i jego specyficzne pomysły. Ale grunt dla radykalizmu mamy tu żyzny niczym wschodnie czarnoziemy. Więc lepiej o niego dbać, zanim na tej glebie przestanie cokolwiek rosnąć oprócz chwastów.