Drużyna Narodowej Straży Kamrackiej, w tym Jaszczur i Ludwiczek.
Jaszczur i Ludwiczek paradują po Warszawie i Lublinie. MSWiA nie widzi problemu. Fot. X / Klaudia Kowalczyk

"Jaszczur" i "Ludwiczek" wracają do przestrzeni publicznej. Ich najnowszy pomysł budzi jednak poważne wątpliwości. Zwolennicy liderów Narodowej Straży Kamrackiej sięgają po paramilitarną estetykę, a ich ostatni happening wywołał dyskusję o granicach nowej ulubionej zabawy skrajnej prawicy – organizowaniu ulicznych "patroli" i stylizowaniu się na funkcjonariuszy służb.

REKLAMA

Narodowa Straż Kamracka ruszyła w teren. Objazdowy cyrk prawicowych performerów znanych m.in. z nawoływania do nienawiści i znieważania Żydów i Ukraińców, wzywania do mordowania posłów, a także obmyślania zamachu na prezydentkę Gdańska, dotarł ostatnio do Warszawy i do Lublina.

Zwolennicy Wojciecha Olszańskiego (ps. Jaszczur) i Marcina Osadowskiego (ps. Ludwiczek) urządzili sobie LARP (Live Action Role-Playing), w ramach którego w pełnym umundurowaniu paradowali sobie po mieście. Za przedstawienie nie spotkały ich żadne konsekwencje.

Zdjęcia ekipy Jaszczura i Ludwiczka zostały udostępnione na X przez Klaudię Kowalczyk, dziennikarkę Radia Nowy Świat.

Halloween już za parę miesięcy. Kostiumy z pewnością nie pójdą na marne

Jednym z poważniejszych zarzutów, który pojawia się wokół happeningu Jaszczura i Ludwiczka, jest to, że panowie (i obecne na ich wiecach panie!) noszą mundury do złudzenia przypominające odzienie funkcjonariuszy policji.

Wątpliwości budzi przede wszystkim napis "POLSKA", który jest łudząco podobny do napisu "POLICJA", ale też krój strojów i elementy taktyczne, takie jak buty i kamizelki. Nawiązań do służb mundurowych jest znacznie więcej, mowa tu też o naszywkach i emblematach, a także czapkach (furażerkach).

Należy jednak dodać, że panowie (i ponownie, panie!) zadbali także o dość nietypowe dla służb mundurowych detale, w tym np. sandały. Widać też potencjalną inspirację mundurami, które cieszyły się nie lada powodzeniem za granicą, zwłaszcza w latach 30. i 40. XX wieku. Na wysokości ramienia munduru Wojciecha Olszańskiego znajduje się bowiem niepozorny "symbol szczęścia".

Niestety, aktywiści nie pomyśleli tym razem o przebraniach w wersji letniej. Biorąc pod uwagę obecne upały, dużo wygodniej (a przede wszystkim chłodniej!) byłoby im w klasycznym mundurze z krótkim rękawem.

Stroje Narodowej Straży Kamrackiej budzą wśród komentujących ostatnie wydarzenia uzasadnioną obawę o to, że członkowie grupy mogą zostać mylnie potraktowani jako przedstawiciele służb, a co za tym idzie dostosowywać się do ich poleceń i np. przekazywać im informacje, które powinny być zarezerwowane tylko dla funkcjonariuszy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Nawet bojówka Roberta Bąkiewicza, tj. Ruch Obrony Granic, ma na tyle przyzwoitości, by w trakcie swoich happeningów, np. tego ostatniego w Berlinie, dumnie nosić na sobie kamizelki odblaskowe. Choć warto odnotować, że w kraju pozwalają sobie na więcej, m.in. na "wojskowe" stroje w kolorze khaki. Przy czym należy uwzględnić to, że w przypadku ROG zarzuty są nieco cięższe, bo pod koniec czerwca do prokuratury trafił akt oskarżenia wobec Dariusza B. i Rafała M., którzy działając pod egidą grupy żądali okazania dokumentów od cudzoziemców.

Spokojnie, to tylko ćwiczenia

Radykalnymi ruchami antyimigranckimi nie trzeba się szczególnie przejmować. W końcu służby mają wszystko pod kontrolą. "W Lublinie zgromadzenie zostało zgłoszone zgodnie z obowiązującymi przepisami. W Polsce obowiązuje wolność zgromadzeń, a działania służb zawsze muszą mieć podstawę prawną" – uspokaja na X rzeczniczka MSWiA, Karolina Gałecka, w odpowiedzi na wpis Agnieszki Gozdyry.

Jak się okazało, działania Narodowej Straży Kamrackiej nie stanowiły podstaw do interwencji. "Uczestnicy tego zgromadzenia nie legitymowali przechodniów ani nie podejmowali czynności zastrzeżonych dla Policji. Jeżeli natomiast w trakcie jakiegokolwiek zgromadzenia dochodzi do naruszenia prawa, właściwe służby podejmują odpowiednie działania" – zapewniła Karolina Gałecka.

Jej entuzjazmu nie podziela posłanka Katarzyna Kotula, która zauważyła we wpisie na X, że "to są samozwańcze 'patrole' które swoim wyglądem i ubiorem próbują upozorować służby państwu podległe". Przedstawicielka Lewicy zastanawiała się też "Czy sam ubiór pozorujący ubiór policjantów nie powinien być podstawą do interwencji?".