Smutna para siedzi na podłodze
Podczas urlopu pary często zaczynają widzieć, że problemy, które narastały latami, nie są do przeskoczenia Fot. Shutterstock

Najpopularniejsza powakacyjna pamiątka? Czasem pozew rozwodowy. Choć wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, dla części par stają się momentem, który ostatecznie ujawnia problemy narastające od miesięcy lub lat. – Sam urlop nie niszczy małżeństwa, a raczej ujawnia kondycję relacji, która często była w kryzysie już wcześniej – zauważa Joanna Konopka, mediator rodzinny, konsultant relacyjny.

REKLAMA

"Ledwo co wrzucili zdjęcia z Teneryfy, a już się rozstają!"

"Wiedziałaś, że Kasia i Grzegorz się rozwodzą? Przecież dopiero byli razem na wakacjach"

"Ciekawe, co musiało wydarzyć się na tym urlopie..."

Takie rozmowy po wakacjach słychać wyjątkowo często. I nie jest to tylko kwestia obserwacji tego, co dzieje się u znajomych. Statystyki pokazują, że po zakończeniu letnich urlopów wyraźnie rośnie liczba osób decydujących się na złożenie pozwu rozwodowego.

Potwierdzają to również badania naukowców z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, którzy ustalili, że wrzesień – obok stycznia – należy do miesięcy, w których najczęściej składane są pozwy o rozwód.

Z kolei raporty brytyjskiej organizacji Relate wskazują, że dla części par wakacje stają się momentem podjęcia ostatecznej decyzji o rozstaniu.

Czy możemy powiedzieć więc, że po urlopie zaczyna się sezon na rozwody?

– Zauważam, że po wakacjach część par z większą gotowością podejmuje konkretne decyzje dotyczące przyszłości związku. Byłabym jednak ostrożna z prostym stwierdzeniem, że istnieje coś takiego jak "sezon na rozwody". Sam urlop nie niszczy małżeństwa, a raczej ujawnia kondycję relacji, która często była w kryzysie już wcześniej – odpowiada Joanna Konopka, mediator rodzinny, konsultant relacyjny.

Jak dodaje, codzienność wielu par opiera się przede wszystkim na działaniu i realizowaniu kolejnych zadań.

– Praca, dzieci, szkoła, obowiązki domowe, kredyty i codzienna logistyka tworzą strukturę, która paradoksalnie może przez długi czas podtrzymywać związek organizacyjnie, nawet wtedy, gdy więź emocjonalna stopniowo słabnie. Partnerzy potrafią sprawnie zarządzać wspólnym życiem, nie zauważając, że coraz rzadziej naprawdę są ze sobą. Dopiero kiedy znika codzienny harmonogram i pojawia się więcej wspólnego czasu, trudniej zagłuszyć to, co wcześniej można było przykryć obowiązkami – tłumaczy.

Jej zdaniem wakacje stają się dla związku sprawdzianem, ponieważ nagle znika wiele codziennych wymówek i rozpraszaczy.

– Wakacje są więc dla relacji pewnego rodzaju testem intensywności kontaktu. Wiele osób wyjeżdża z przekonaniem, że odpoczynek, zmiana otoczenia i brak codziennego stresu automatycznie przywrócą bliskość. Tymczasem okazuje się, że można znaleźć się w pięknym miejscu, nie mieć zawodowych obowiązków, a mimo to nadal nie umieć ze sobą rozmawiać, nie czuć bliskości albo doświadczać tych samych konfliktów, które istniały w domu. To bywa bardzo konfrontujące, ponieważ odbiera możliwość tłumaczenia problemów wyłącznie zmęczeniem, pracą czy brakiem czasu –  wyjaśnia.

Miało być jak dawniej. Ale nie było

Ania wierzyła, że wspólny urlop pozwoli jej mężowi znów się w niej zakochać. Ona kochała go tak samo od pięciu lat. Razem tyle przeszli. Ale on od dawna chodził zły, zdenerwowany. Wszystko go irytowało. A najbardziej ona.

Dlatego przez ostatnie pół roku Ania chodziła na paluszkach, a potem wpadła na pomysł: wyjadą razem w góry, sami, jak dawniej.

Córeczkę oddała pod opiekę swojej mamie, a sama pobiegła do sklepu z bielizną po nowe fatałaszki. "Znów będzie pięknie, jak kiedyś" – zaklinała rzeczywistość.

Ale Piotrek już w drodze był wściekły. Każde słowo, które Ania wypowiedziała, irytowało go. Myślała, że posłuchają w drodze piosenek, które kiedyś tak lubili. Ale on nie chciał.

Na miejscu często "chciał pobyć sam" albo "potrzebował przestrzeni".

– Poczułam, że nie tylko już mnie nie kocha, ale też nie lubi. Tam na miejscu, w przytulnym domku w górach, podczas trzeciego wieczoru wyznał mi, że "potrzebuje przerwy". Potem okazało się, że ta przerwa ma imię i 10 lat mniej ode mnie – ironizuje Ania.

Długo miała do siebie żal, że walczyła jak lwica o coś, co nie miało sensu. Wyjazd we dwoje był tylko gwoździem do trumny.

Joanna Konopka potwierdza, że dla części par wspólny wyjazd staje się ostatnią próbą ratowania relacji.

– Pojawia się nadzieja: może, kiedy odpoczniemy, kiedy będziemy mieli dla siebie więcej czasu, wszystko wróci na właściwe tory? Jeżeli po powrocie okazuje się, że zmiana otoczenia nie zmieniła jakości relacji, decyzja, która wcześniej dojrzewała, może zostać ostatecznie podjęta.

– Z mojego punktu widzenia nie mamy więc do czynienia wyłącznie z sezonowością rozwodów, ale raczej z sezonowością momentów decyzyjnych. Wakacje mogą być jednym z nich – dodaje ekspertka.

Jak mówi dalej, pary zgłaszające się po wakacjach po pomoc, rzadko mierzą się z nowymi problemami. Wspólny wyjazd najczęściej ujawnia trudności, które narastały od dawna, ale wcześniej łatwiej było je ignorować.

Partnerzy na urlopie nagle spędzają ze sobą niemal całą dobę. Wtedy bardzo wyraźnie ujawniają się problemy z komunikacją, brak bliskości, nierówny podział odpowiedzialności za dzieci, różnice w sposobie spędzania czasu, konflikty dotyczące finansów, alkoholu, korzystania z telefonu czy potrzeby autonomii. To, co w domu pojawiało się przez godzinę wieczorem, podczas wyjazdu może towarzyszyć parze przez cały dzień.

Joanna Konopka

mediator rodzinny, konsultant relacyjny

Jak tłumaczy ekspertka, częstym źródłem napięcia są różne oczekiwania wobec wspólnego czasu.

– Jedna osoba wyobraża sobie urlop jako czas bliskości i odbudowania relacji, druga chce przede wszystkim odpocząć, pobyć sama albo skupić się na własnych potrzebach. Kiedy partnerzy przez lata nie rozmawiają otwarcie o swoich potrzebach, wakacje stają się przestrzenią, w której te różnice nagle stają się bardzo widoczne – zauważa.

Tak było z Michałem i Magdą. Ona chciała zajrzeć w każdy zakamarek włoskich miast, które zwiedzali, zatrzymywać się przy ukrytych placykach i zabytkowych fontannach i robić mnóstwo zdjęć. Od razu brała telefon i szukała ciekawostek. Na co dzień pracuje umysłowo, ma pracę siedzącą. Może dlatego z taką dumą pokonywała 25 tys. kroków dziennie.

Michał marzył przede wszystkim o leżeniu na plaży i odpoczynku bez planu. W końcu przez cały rok nachodzi się w pracy.

Rozstać się nie rozstali, ale przez cały pobyt między nimi iskrzyło: i to nie z powodu namiętności.

"Wakacje mogą zostać zapamiętane jako moment, w którym wszystko się skończyło"

Czy pary rozstające się po wakacjach różnią się od tych, które podejmują taką decyzję w innych momentach roku? Zdaniem ekspertki decydująca jest nie pora roku, ale historia relacji i etap kryzysu.

– Nie powiedziałabym, że osoby podejmujące decyzję o rozstaniu tuż po wakacjach tworzą odrębną kategorię. Emocje związane z rozpadem związku zależą przede wszystkim od historii konkretnej relacji, czasu trwania kryzysu oraz od tego, czy obie strony znajdują się na podobnym etapie podejmowania decyzji – odpowiada.

Po wakacjach wydarzenia z wyjazdu są jednak świeże i często stają się symbolem problemów, które istniały już wcześniej.

– Jedna kłótnia, kilka dni napięcia czy poczucie osamotnienia podczas wspólnego wyjazdu mogą zostać zapamiętane jako "moment, w którym wszystko się skończyło", choć w rzeczywistości proces rozpadu relacji rozpoczął się znacznie wcześniej – zaznacza.

Rozmowy po takim doświadczeniu bywają trudne, bo partnerzy często zupełnie inaczej interpretują te same wydarzenia.

– Jedna osoba mówi: "to wtedy zrozumiałam, że już nie chcę tak żyć", podczas gdy druga odpowiada: "przecież pokłóciliśmy się tylko na wakacjach". W rzeczywistości obie osoby mogą mówić o zupełnie innym poziomie tego samego doświadczenia – tłumaczy Joanna Konopka.

Największym wyzwaniem jest sytuacja, gdy partnerzy przeżywają rozstanie na różnych etapach.

Znacznie ważniejsze jest to, czy partnerzy znajdują się na podobnym etapie emocjonalnym. Dla jednej osoby rozstanie może być decyzją przemyślaną przez miesiące, a dla drugiej informacja o nim może być dopiero początkiem tego procesu, czasami szokiem. To właśnie ta nierównowaga, a nie pora roku, ma ogromny wpływ na sposób prowadzenia rozmów.

Joanna Konopka

Kamila o swoim małżeństwie mówi: letnie, średnio udane. Ale dla kobiety, która przeszła piekło w dzieciństwie, pracujący, zadbany mąż wystarczy. Twierdzi, że fajerwerków nie musi mieć.

W ciągu roku mijają się w drzwiach, między pracą, odbieraniem dzieci z przedszkola a treningami. On siłownia i tenis, ona zumba i pilates. Wieczorem najczęściej chipsy i Netflix.

– Najczęściej kłócimy się w święta. Ostatnio pokłóciliśmy się przy ubieraniu choinki. Ale najgorszym momentem dla nas w roku jest urlop – przyznaje. – Zanim dojedziemy na miejsce, już jesteśmy skłóceni. Ostatnio pomyślałam, że najlepiej byłoby, żebym ja wyjeżdżała z dziećmi, a mąż z kolegami.

– I tak jak jest z nami, to dzieci są na mojej głowie – dodaje z przekąsem.

O co się tak kłócą?

– Oprócz obowiązków związanych z dziećmi, to o pieniądze, logistykę, pakowanie i całe te oczekiwania wobec wakacji – wymienia Kamila. – Mąż co roku ma nadzieję, że podczas urlopu zamienię się w boginię sek*u, a ja padam na twarz po zabawianiu naszych przedszkolaków.

Joanna Konopka pociesza jednak, że sam konflikt podczas wakacji nie przesądza jeszcze o końcu relacji.

– Znaczenie ma raczej to, co ten konflikt ujawnił. Czy dotyczył konkretnej sytuacji, czy uruchomił problemy powtarzające się od lat?

Jak zaznacza ekspertka, ważne jest odróżnienie chwilowego kryzysu od długotrwałego rozpadu więzi.

– Kryzys może być gwałtowny, ale przejściowy. Z kolei trwałe oddalenie nie zawsze wygląda spektakularnie. Jest natomiast wieloletnia obojętność, brak rozmowy, rezygnacja z podejmowania kolejnych prób i poczucie, że partnerzy przestali już oczekiwać od siebie czegokolwiek.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Nie każda para, która po wakacjach trafia do mediatora, jest jednak zdecydowana na rozwód.

– Zdarza się, że partnerzy wciąż wahają się między próbą ratowania związku a rozstaniem. W takiej sytuacji najważniejsze jest ustalenie celu mediacji – czy ma ona pomóc odbudować relację, czy przygotować się do spokojnego zakończenia związku – wyjaśnia ekspertka.

Jak podkreśla, wakacje rzadko są bezpośrednią przyczyną rozstania. Częściej stają się momentem, w którym partnerzy przestają odkładać decyzję.

– Po powrocie do codzienności okazuje się, że problemy nie zniknęły. Jeśli obie strony dochodzą do wniosku, że nie widzą już wspólnej przyszłości, mediacja pomaga przeprowadzić rozstanie w sposób możliwie najmniej konfliktowy.

Szczególne znaczenie ma to w przypadku rodzin wychowujących dzieci.

– Związek partnerski może się zakończyć, ale wspólne rodzicielstwo trwa nadal. Mediacja pozwala wypracować zasady funkcjonowania w nowej rzeczywistości i skupić się na dobru dziecka.

Ekspertka zaznacza, że rolą mediacji nie jest zachęcanie do rozstania ani ułatwianie podjęcia takiej decyzji.

– Dobrze przeprowadzona mediacja nie sprawi, że rozstanie przestanie być bolesne. Może jednak zapobiec temu, by przerodziło się ono w wieloletni konflikt. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi dobro dzieci, to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie rodzice mogą dla nich zrobić – podsumowuje.