W ramce: mężczyzna zatrzymany przez policję, w tle: policyjna syrena
MZK Bielsko-Biała ujawnia zawartość zapisu monitoringu. Nagranie obala wersję obrońców 54-latka Fot. CanvaPro, w ramce: X / Mateusz Rybak, za: Michał Strelnikov, montaż: naTemat.pl

MZK w Bielsku-Białej opublikowało nowe oświadczenie dotyczące ataku na ukraińskie nastolatki w autobusie linii nr 8. Spółka stanowczo zaprzecza pojawiającym się w sieci sugestiom, jakoby dziewczynki prowokowały napastnika, a także wyjaśnia, co stało się z nagraniem monitoringu zabezpieczonym przez policję.

REKLAMA

We wtorek 14 lipca ukazało się kolejne oświadczenie Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej odnoszące się do ataku na dzieci pochodzące z Ukrainy, który miał miejsce 11 lipca w autobusie linii nr 8. Przedstawiciele spółki nie odnieśli się tym razem do kwestii potencjalnego zwolnienia 54-latka odpowiedzialnego za atak, który jest pracownikiem MZK. Spółka we wcześniejszym oświadczeniu wyraziła jednak chęć zakończenia z nim współpracy. Problemem może być jednak to, że do zdarzenia doszło poza czasem pracy mężczyzny, który od dłuższego czasu przebywa na zwolnieniu.

Jednocześnie MZK w Bielsku-Białej zdecydowało się doprecyzować i wyjaśnić swoje obecne kroki w zakresie toczącego się postępowania. Część z ich wyjaśnień dotyczy zarzutów kierowanych pod adresem spółki przez internautów. W tym kwestii rzekomego ukrywania nagrania z monitoringu. "Nagranie z monitoringu, z zapisem obrazu i dźwięku, zostało zabezpieczone przez Policję i stanowi materiał dowodowy w prowadzonym postępowaniu", przekazano. MZK deklaruje, że z uwagi na regulacje o ochronie danych osobowych i śledztwo nie ma możliwości publikacji ani udostępnienia wideo ze zdarzenia.

Opisany został za to przebieg całej sytuacji, który uchwycony został na nagraniu. Wynika z niego, że napastnik, kierowca MZK, nie był prowokowany, a jego impulsywna reakcja nie była bezpośrednio związana z zachowaniem dziewczynek.

W mediach społecznościowych odbywa się piękne szczucie à la obwinianie ofiary

W sieci znajdziemy bardzo liczne i zasięgowe wpisy, które sugerują, że winne lub przynajmniej współwinne wydarzeń z Bielska-Białej są ukraińskie nastolatki, a odpowiedzialność 54-latka za jego agresję w ich stronę jest ograniczona lub znikoma. Zjawisko to nie jest niczym innym niż obwinianiem ofiary, które zresztą jest zachowaniem mieszczącym się w zakresie przemocy psychicznej. W swoim oświadczeniu MZK odniosło się również i do tej kwestii.

"Wszelkie pojawiające się w sieci komentarze powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach" – przekazano w komunikacie spółki.

Warto na moment zastanowić się również, czy sprawcą przemocy, nie jest przypadkiem... sprawca przemocy. Nawet jeśli, jak czytamy w komunikacie MZK w Bielsku-Białej, sytuacja wyłożenia nóg w kierunku koleżanki jest "odstępująca od przyjętych standardów", to według MZK pomiędzy zachowaniem dzieci a reakcją mężczyzny "nie było bezpośredniego powiązania przyczynowo skutkowego".

Jak słusznie zauważają przedstawiciele firmy, "reakcja sprawcy, dorosłego mężczyzny, w żaden sposób nie może być usprawiedliwiana opisanym wyżej zachowaniem nieletnich, ze względu na rażącą niewspółmierność".

Duża część komentatorów za wszelką cenę starała się znaleźć powody do obwiniania za sytuację dzieci, sugerując (co okazało się nieprawdą), że miały być agresywne wobec 54-latka. MZK w bardzo jasny sposób rozprawia się nie tylko z fake-newsami, ale także z takim sposobem myślenia: "Niezależnie od okoliczności poprzedzających zdarzenie, nic nie usprawiedliwia agresji słownej ani zachowań noszących znamiona dyskryminacji".

Dalsza część artykułu poniżej.

Do kwestii zdarzenia w Bielsku-Białej odniósł się także Donald Tusk

– Rolą wszystkich, bez wyjątku, zaangażowanych w życie publiczne, jest mitygowanie tych emocji. Jeśli ktoś chce popłynąć na fali jakichś zmiennych nastrojów, na przykład nastroju antyukraińskiego, jest politykiem, to on jest dla mnie wrogiem publicznym – stwierdził Donald Tusk w trakcie konferencji prasowej w Paryżu.

Premier dodał, że nie zna "nikogo przyzwoitego, kto by dawał przyzwolenie" na zachowania tego typu, a samą sytuację z Bielska-Białej określił jako "ohydną". – To jest niestety dowód na to, że to podpuszczanie ludzi, to szczucie, które płynie z góry, czasami od niektórych mediów, czasami od niektórych polityków, że to przynosi fatalne skutki – zauważył polityk. – Tak nie można postępować – zaapelował szef rządu.