
Służby ochrony na lotniskach z pewnością widziały już wiele prób przemytu, jednak to odkrycie wprawiło celników (i internautów) w osłupienie. Podczas kontroli u jednej z pasażerek podróżujących do Kanady wykryto nietypowy ładunek.
Jak podaje "NL Times", do incydentu doszło podczas kontroli bezpieczeństwa, którą przechodzi każdy podróżny. Służby bezpieczeństwa portu lotniczego Schiphol zatrzymały obywatelkę Kanady. Uwagę celników zwróciło podejrzane zachowanie kobiety. Po sprawdzeniu okazało się, że pod bielizną pasażerki znajduje się... żywy, choć na szczęście niewielki, gad.
Absurdalne tłumaczenie pasażerki. Dlaczego miała węża w staniku?
Pasażerka przedstawiła swoją wersję wydarzeń, licząc zapewne na wyrozumiałość. Z przekonaniem oświadczyła, że nie jest żadną przemytniczką, a jedynie osobą o wielkim sercu. Według jej relacji, krótko przed udaniem się na lotnisko, spacerowała w pobliżu swojego hotelu w samym centrum Amsterdamu i to właśnie tam, na ulicy, miała znaleźć węża. Twierdziła, że ze względu na goniący ją czas i zbliżający się lot, podjęła decyzję o zabraniu go ze sobą do domu w Kanadzie.
Holenderskie służby podeszły do tego tłumaczenia ze sceptycyzmem. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych urzędnicy określili wersję Kanadyjki jako "niezwykle mało prawdopodobną". Niedoszły wąż-podróżnik, jako przedstawiciel gatunku objętego międzynarodową ochroną, został skonfiskowany. Przewóz tego rodzaju zwierząt bez dokumentów jest przestępstwem, za które grożą kary finansowe, a nawet więzienie.
To nie pierwszy raz. Przemytnicy mają swoje sposoby
Próba przewiezienia węża w bieliźnie może brzmieć śmiesznie, jednak jest to znany schemat działania. Gady to zwierzęta zmiennocieplne, co oznacza, że ich temperatura ciała zależy od otoczenia. Przemytnicy wiedzą, że bez źródła ciepła zwierzę ulegnie hibernacji, dlatego najczęściej ukrywają je przy własnej skórze. Ludzkie ciało działa jak naturalny inkubator, utrzymujący jego temperaturę na czas wielogodzinnego lotu.
Zobacz także
W tym przypadku ofiarą padł pyton królewski. Wbrew groźnej nazwie, jest to jeden z najmniejszych i najbardziej płochliwych dusicieli na świecie, rzadko przekraczający 1,5 metra długości. W sytuacji zagrożenia nie atakuje, lecz zwija się w kulę, stąd jego angielska nazwa "ball python". Nie chciałabym jednak być na pokładzie tego samolotu, gdyby Kanadyjce udało się przejść przez kontrolę bezpieczeństwa bez zwrócenia na siebie uwagi.






