Klient, klientka
Agresywny klient pizzerii został uwieczniony na nagraniu i wszystko trafiło do internetu Fot. Zrzut ekranu / Facebook.com / Pizzeria Jolanta

Agresywny mężczyzna złożył zamówienie w pizzerii na ponad 300 zł, po czym odmówił jego odbioru, gdy było już gotowe. Na jego nieszczęście, właściciel lokalu wszystko udokumentował na nagraniu, a zachowanie klienta naprawdę wbija w fotel – i to w negatywnym sensie.

REKLAMA

Kultowa Pizzeria Jolanta z Bydgoszczy w przestrzeni medialnej znana jest przede wszystkim ze słynnej wizyty youtubera Książulo, który testował oferowaną przez lokal prawdopodobnie najostrzejszą pizzę w Polsce. Ostatnio w mediach społecznościowych pizzerii opublikowany został jednak zdecydowanie mniej pozytywny film, przedstawiający, jak bezkarnie potrafią zachowywać się ludzie.

Zamówienie na 333 zł i seria wulgarnych gróźb

Jeżeli myśleliście, że widzieliście już wszystko, to zalecam zapoznać się z tą historią. Na profilach społecznościowych Pizzerii Jolanta w czwartek, 16 lipca, pojawiło się nagranie, które wywołało w sieci spore poruszenie – i słusznie. Zgodnie z relacją lokalu zamieszczoną w opisie: "Klient zamówił dwie BESTIE (pizze – przyp. red.) za 333 zł i nie odebrał ich w najgorszy możliwy sposób". Dołączone do wpisu wideo dokładnie przedstawia, jak wyglądało całe zajście. Nagranie było realizowane z ukrycia, przez co agresywny klient najprawdopodobniej czuł się całkowicie swobodnie i bezkarnie.

Na filmie widać małżeństwo, które rzekomo miało odebrać zamówione jedzenie. Kobieta twierdzi jednak, że nie wezmą pizzy, ponieważ rachunek jest za wysoki. Argumentuje to słowami, że jej mąż wcale "nie zamówił, a jak już, to się zapytał". Właściciel lokalu spokojnie, lecz stanowczo wielokrotnie przypomina, że zamówienie na kwotę 333 zł zostało oficjalnie przyjęte do realizacji, pizza jest już zrobiona i w tej sytuacji klienci nie mogą zrezygnować z jej odbioru.

Do dyskusji wkracza również agresywny mężczyzna. Klient posługuje się głównie wulgaryzmami i wyzwiskami, wykonując przy tym nerwowe ruchy. Jego żona wielokrotnie musi go przytrzymywać, a w odpowiedzi sama zostaje odpychana. Mąż kieruje w jej stronę niecenzuralne słowa, wykrzykując komendy typu "Do domu!". Wobec właściciela pizzerii padają z kolei równie mocne wiązanki, między innymi "Cmoknij mnie w d***". Klient błyskawicznie przechodzi również do bezpośrednich gróźb.

– Za dobry masz lokal, za ładnie ci się żyje? Chcesz się sadzić? To ci wysadzę ten lokal. Boisz się? Bo ja się nie boję niczego – wykrzykuje mężczyzna. Dodaje także: "Spalisz mnie? Nie tacy próbowali". Kiedy pracownik upomina napastnika, aby ten nie popychał własnej żony, mężczyzna kwituje to krótko: "Moja d***, moja sprawa, spier*****" i wideo się kończy.

To nie był pierwszy raz. Apel pracowników lokalu

Na samym nagraniu sprawa jednak się nie zakończyła. Jak poinformował właściciel pizzerii, okazało się, że tego samego dnia wspomniany mężczyzna zamówił również jedzenie z kilku innych punktów gastronomicznych w mieście – kebaba, jedzenie z burgerowni oraz placki z innej pizzerii. W żadnym z tych miejsc nie odebrał swojego zamówienia. Po rozmowach, które właściciel przeprowadził z pozostałymi lokalami, wyszło na jaw, że taki incydent z udziałem tego klienta to nie nowość. Złożenie drogiego zamówienia, odmowa odbioru i agresja ma być jego stałym schematem.

Sytuacja zaszła na tyle daleko, że do akcji musiała wkroczyć policja. Nawet to jednak nie uspokoiło mężczyzny. Według relacji lokalu, jeszcze tego samego dnia, po policyjnej interwencji, agresor miał zadzwonić do właściciela pizzerii z kolejnymi pogróżkami, przekazując mu, że "wie, gdzie mieszka i go za*****".

W poście na Facebooku pracownicy Pizzerii Jolanta zamieścili oficjalny apel dotyczący całej sytuacji. Podkreślili w nim, że takie zachowanie uderza nie tylko w samych właścicieli lokali, ale przede wszystkim w ludzi, którzy każdego dnia starają się uczciwie pracować.

"My, jako pracownicy PIZZERII JOLANTA, chcemy po prostu wykonywać swoją pracę w poczuciu bezpieczeństwa i z szacunkiem. To chyba naprawdę nie jest zbyt wiele" – podsumowano w opublikowanym oświadczeniu.