Co dalej z polską gospodarką wobec eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie? Piotr Kuczyński gościem "Rozmowy naTemat".
Co dalej z polską gospodarką wobec eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie? Piotr Kuczyński gościem "Rozmowy naTemat". fot. naTemat

Droższe paliwo może być dopiero pierwszym sygnałem problemów. Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion ostrzega, że przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może podbić w Polsce ceny transportu, żywności i nawozów, a następnie ponownie rozpędzić inflację. Przy ropie kosztującej 130–140 dolarów za baryłkę zagrożone byłyby także obniżki stóp procentowych. Teraz wiele zależy od Donalda Trumpa.

REKLAMA

Choć działania wojenne toczą się tysiące kilometrów od Polski, ich konsekwencje mogą szybko pojawić się na stacjach benzynowych, w sklepach i w wysokości rat kredytów. Deeskalacja na Bliskim Wschodzie nie wyszła. Co dalej?

W "Rozmowie naTemat" Piotr Kuczyński zwrócił uwagę, że inwestorzy nadal zachowują się tak, jakby konflikt miał wkrótce wygasnąć. Jeżeli jednak ten scenariusz się nie sprawdzi, obecne ceny ropy mogą okazać się jedynie zapowiedzią znacznie poważniejszego uderzenia w polską gospodarkę.

Co dalej z inflacją i stopami procentowymi? Czy Donald Trump pójdzie po rozum do głowy i realnie wygasi wojnę z Iranem? Czy budżet polski wisi na włosku? Gdzie szukać oszczędności, skoro wchodzimy w czas kampanii wyborczej?

Piotr Kuczyński bez zbędnego straszenia analizuje scenariusze, które mogą w najbliższym czasie wpłynąć na polskie portfele, ceny w sklepach, kredyty oraz sytuację na rynku pracy.

Ceny paliw w górę

Najbardziej odczuwalnym skutkiem dla Polaków są ceny na stacjach. Kuczyński wylicza, że przy jego sposobie użytkowania samochodu wzrost kosztów oznacza około 200 zł miesięcznie więcej niż przed aktualną wojną na Bliskim Wschodzie. Dla osoby zarabiającej średnią pensję może to być do udźwignięcia, ale dla pracownika na płacy minimalnej staje się poważnym obciążeniem.

– Jeżeli ceny paliw będą długo na wysokim poziomie, przełoży się to na artykuły spożywcze, bo transport kosztuje. Jeżeli dostawy gazu i ropy z Zatoki Perskiej będą coraz mniejsze, ceny gazu będą rosły, a wraz z nimi ceny nawozów sztucznych, w których około 70 proc. kosztu wytworzenia stanowi gaz. To wszystko jest powiązane – podkreśla Kuczyński.

Analityk ostrzega, że kolejnym etapem może być tzw. efekt drugiej rundy. Rosnące ceny skłaniają pracowników do żądania podwyżek, a szybszy wzrost płac może ponownie napędzać inflację. Najczarniejszy scenariusz zaczyna się wtedy, gdy ropa wraca w okolice 130–140 dolarów za baryłkę.

– To Polski nie załamie, dramatu z tego nie będzie, ale wesoło by nie było, gdyby ropa rzeczywiście wróciła do poziomu 130–140 dolarów, a to nie jest wykluczone. Wtedy musielibyśmy zapewne podnosić stopy procentowe, żeby przyhamować efekt drugiej rundy. To z kolei uderzyłoby w gospodarkę i rynek pracy – mówi gość "Rozmowy naTemat".

Obniżki stóp? Kuczyński nie wierzy

W tym kontekście zapowiedzi możliwych obniżek stóp procentowych już jesienią brzmią dla analityka zbyt optymistycznie. Jego zdaniem deklaracje prezesa NBP Adama Glapińskiego były zaskakująco gołębie, szczególnie przy utrzymującym się ryzyku wzrostu cen ropy i ponownego odbicia inflacji.

– Mówienie w tym momencie o obniżkach stóp procentowych było bardzo odważne, delikatnie mówiąc. Ja nie wierzę w takie obniżki w tym roku. Prezes może złożyć taki wniosek, ale jeżeli chce być przegłosowany, to niech składa – ocenia Kuczyński.

Polska w G20? Tak, ale nie "z łaski Trumpa"

Drugim ważnym tematem rozmowy była perspektywa dołączenia Polski do G20. Kuczyński nie ma wątpliwości, że polska gospodarka zasługuje na miejsce przy tym stole. Problemem jest jednak sposób, w jaki miałoby się to odbyć – poprzez wykluczenie Republiki Południowej Afryki decyzją Donalda Trumpa.

– Polska zasługuje na to, żeby być w G20. Bylibyśmy jedynym krajem Europy Środkowej w tej grupie, a nasz rozwój był zdecydowanie najszybszy w regionie. Polska mogłaby, a nawet powinna tam być, ale zasada: wyrzucamy RPA, żeby włączyć Polskę, osobiście mi się nie podoba – zaznacza.

Kuczyński ocenia, że polska gospodarka może w tym roku rosnąć w tempie 3,5–3,7 proc., co byłoby jednym z najlepszych wyników w Unii Europejskiej. Jednocześnie ostrzega, że po wygaśnięciu impulsu z KPO i programu SAFE inwestycje mogą osłabnąć, a Polska może utknąć w pułapce średniego rozwoju.

Polakom żyje się lepiej, niż sami przyznają

Mimo wszystkich zagrożeń Piotr Kuczyński zwraca uwagę, że sytuacja materialna Polaków wyraźnie się poprawiła. Od wejścia do Unii Europejskiej płaca minimalna wzrosła nominalnie o około 480 proc., a przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw o niemal 300 proc. Po odliczeniu inflacji siła nabywcza obu wynagrodzeń zwiększyła się o ponad 100 proc.

– Ludzie narzekają, mówią, że gospodarka idzie w złym kierunku, że jest źle i niedobrze. Ale jak się ich spyta, jak oni sami czują się rodzinnie i jeżeli chodzi o zamożność, to nie powiem, że tryskamy optymizmem, ale jesteśmy znacznie bliżej stwierdzenia, że jest dobrze. Jest taki dualizm: z jednej strony mówimy "źle, niedobrze", a kiedy ktoś pyta "jak u ciebie?", odpowiadamy: "bardzo dobrze, znakomicie" – zauważa.