
Prof. Marek Migalski w rozmowie z naTemat.pl kreśli scenariusz, który na nieco ponad rok przed wyborami parlamentarnymi wydaje się abstrakcją. Na razie. Na stół trafia bowiem sojusz Koalicji Obywatelskiej ze Sławomirem Mentzenem. I co najważniejsze: Donald Tusk może nie mieć przed takim krokiem żadnych oporów.
Na nieco ponad rok przed wyborami parlamentarnymi Koalicja Obywatelska pozostaje liderem sondaży, ale wydaje się mało prawdopodobne, by Donald Tusk i jego obecni sojusznicy utrzymali władzę na kolejne cztery lata. Drugie miejsce zajmuje PiS, ale partia Jarosława Kaczyńskiego, którą od tygodni trawią wewnętrzne kłótnie, też nie ma raczej co marzyć o samodzielnych rządach.
Sondażowe zawirowania, słabnące poparcie dla mniejszych ugrupowań tworzących obecną większość parlamentarną i rosnąca w siłę skrajna prawica – to wszystko sprawia, że pytanie, kto wygra wybory parlamentarne 2027, pozostaje otwarte, a polityczny krajobraz może ulec fundamentalnej zmianie.
Prof. Marek Migalski: sojusz KO z Konfederacją Mentzena jest możliwy
Wiele wskazuje na to, że jesienią przyszłego roku, zarówno KO, jak i PiS, będą musiały szukać zupełnie nowej większości. I pytanie, czy Konfederacja będzie rządzić Polską, przestaje być czystą abstrakcją. W nowym parlamencie przed partią Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka otworzyłyby się dwie ścieżki: stworzenie rządu z PiS albo taktyczny sojusz z Koalicją Obywatelską. Choć ten drugi wariant brzmi dla wielu jak polityczny koszmar, w opinii prof. Marka Migalskiego jest on nie tylko w pełni realny, ale wręcz prawdopodobny.
Jakub Noch w cyklu "Tylko 1 pytanie naTemat" zwrócił uwagę, że w Niemczech wobec AfD powstał tzw. Brandmauer, czyli zapora ogniowa będąca bezwzględnym kordonem sanitarnym. Czy podobny mechanizm mógłby powstać w Polsce wobec Konfederacji? Prof. Migalski zdecydowanie odrzuca tę koncepcję, wskazując na specyfikę polskiej polityki. Politolog z Uniwersytetu Śląskiego wskazuje przy tym na potężny "pragmatyzm" i mówi wprost: jeśli do zachowania władzy i zablokowania powrotu PiS opłaci się koalicja z Konfederacją Mentzena, Donald Tusk nie zawaha się ani przez chwilę.
– Wydaje mi się, że ze strony liderów Koalicji Obywatelskiej – i w jakimś sensie także wyborców – nie byłoby oporów przed takim sojuszem i nie postawiono by kordonu sanitarnego. Konfederacja w ostatnich latach trochę się mainstreamuje. Na tle Brauna wygląda na partię właściwie rozsądną. Nie chcę powiedzieć, że "centrową", bo to byłoby całkowite zafałszowanie rzeczywistości, ale na pewno mieszczącą się w pewnym szerokim spektrum akceptowanych poglądów i postaw – ocenił naTemat.pl prof. Migalski.
I dodał: – Coraz więcej ludzi dopuszcza możliwość, że aby nie dopuścić PiS do władzy, możliwa jest koalicja KO z Konfederacją.
Konfederacja wchodzi do rządu i co dalej? Oto efekt uboczny
Politolog zwrócił też uwagę, że ewentualne wejście konfederatów do rządu niosłoby ze sobą także istotny efekt uboczny, będący dla Koalicji Obywatelskiej dodatkowym bonusem. Do tej pory Konfederacja budowała swoją pozycję na łatwej krytyce z wygodnej pozycji opozycji. Zderzenie z realnym sprawowaniem władzy szybko zweryfikowałoby ten antysystemowy urok – także w sferze gospodarczej, a sprawdzaliśmy już, co proponuje współlider Konfederacji.
Zobacz także
– Ten efekt mógłby więc być dodatkowym bonusem dla Koalicji Obywatelskiej. Pokazałby, że wszystkie proste recepty, które Mentzen ma na każdy problem, są czystym populizmem i że w realnej polityce nic nie jest tak proste, jak brzmi na wiecach liderów Konfederacji – podkreślił prof. Marek Migalski.
Gość "Tylko 1 pytanie naTemat" wykluczył jednak scenariusz, w którym to druga Konfederacja – Grzegorza Brauna, który m.in. deklarował, że chce powstrzymać ukrainizację Polski – nie zostanie członkiem rządu po przyszłorocznych wyborach.
– W czasie kampanii cała ta masa "wariatunciów", którzy znajdą się na listach Konfederacji Korony Polskiej i mają jeszcze bardziej chore poglądy niż sam Braun, dostanie mikrofon. Ich poglądy zaczną docierać do opinii publicznej i po prostu ośmieszać całą formację. Przewiduję więc, że w czasie kampanii Konfederacja braunowska będzie tracić, a nie zyskiwać – doprecyzował politolog.
I dodał: – Drugi powód, dla którego uważam, że Grzegorz Braun nie zostanie członkiem rządu, to – mówiąc wprost – opory Amerykanów. Zadeklarowali już oni, ustami ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce, że nie wyobrażają sobie rządu, w którym zasiadałaby osoba głosząca takie poglądy jak Braun. A to dla Jarosława Kaczyńskiego, przy formowaniu ewentualnego przyszłego rządu, będzie istotne. Polityka PiS jest bowiem absolutnie proamerykańska i antyunijna, więc Kaczyński nie może sobie zrazić swojego największego potencjalnego sojusznika za granicą.





