
Administracja Donalda Trumpa sfinalizowała przełomowe porozumienie nuklearne z Arabią Saudyjską. Umowa warta miliardy dolarów ma zacieśnić strategiczną współpracę obu państw, ale już wywołuje kontrowersje na Bliskim Wschodzie. Głównym krytykiem porozumienia jest Izrael, który widzi w nim egzystencjalne zagrożenie.
"Wall Street Journal" i "The New York Times" poinformowały niedawno o decyzji administracji Donalda Trumpa ws. porozumienia o cywilnym programie nuklearnym z Arabią Saudyjską. Z doniesień prasowych wynika, że deklaracja ws. porozumienia została podpisana rok temu i miała zakładać kilkudziesięcioletnie partnerstwo.
22 lipca 2026 roku intencja przerodziła się w czyn – jak podaje ministerstwo energii USA, sekretarz Chris Wright i książę Abdulaziz bin Salman podpisali "pokojową umowę o współpracy nuklearnej, powszechnie znaną jako umowa 123", a także "dwustronną umowę o zabezpieczeniach".
Porozumienie zakłada "wielomiliardowe partnerstwo" realizujące priorytetowe cele gospodarcze i strategiczne. Strona amerykańska zapewnia, że jednym z nich jest "nierozprzestrzenianie broni jądrowej".
Według "The New York Times" część umowy została utajniona i nie zostanie upubliczniona opinii publicznej. Wkrótce porozumienie trafi do Kongresu, który podejmie dalsze kroki w jego sprawie.
Jak podaje "Middle East Eye" pakt wywołał falę zaniepokojenia w Izraelu. Wątpliwości budzi kwestia interesu bezpieczeństwa państwa, a także słabość Benjamina Netanjahu, który z tego powodu jest atakowany przez opozycję.
Trump miał pójść na ogromne ustępstwa na niekorzyść Izraela
"Times of Israel" podkreśla, że porozumienie nie uzależnia normalizacji stosunków Arabii Saudyjskiej z Izraelem, do czego wcześniej dążył m.in. Joe Biden. Izrael ma sprzeciwiać się obecnej formie umowy, gdyż, zgodnie ze stanowiskiem ministra dziedzictwa narodowego, ma ona prowadzić do nuklearnego wyścigu zbrojeń w regionie. Jak wyjaśnia gazeta, normalizacja stosunków jest obecnie znacząco utrudniona z powodu wojny z Hamasem w Strefie Gazy i odrzucenia przez Izrael postulatu niepodległości Palestyny.
"Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, na arenie międzynarodowej i w naszej polityce zagranicznej, aby zapobiec temu, by na Bliskim Wschodzie 'pewien kraj' – ponieważ nie możemy na nim polegać w dłuższej perspektywie – posiadał broń jądrową" – mówił cytowany przez "Times of Israel" Amichaj Elijahu, minister dziedzictwa narodowego w rozmowie z publicznym nadawcą w Izraelu. Warto zresztą przypomnieć, że to ten sam polityk, który w 2023 roku mówił o zrzuceniu bomby atomowej na Strefę Gazy.
Obawy Izraela budzi przede wszystkim to, że porozumienie pomiędzy partnerami może nie uwzględniać tzw. "złotego standardu", który mógłby zablokować możliwość wzbogacania uranu przez bliskowschodni kraj. Według stanowiska strony rządowej "każdy wojskowy program nuklearny zaczyna się jako program cywilny".
Stanowisko wspiera także część opozycji – "Cywilny program nuklearny Arabii Saudyjskiej zakończy się bronią jądrową i doprowadzi do szaleńczego wyścigu zbrojeń na całym Bliskim Wschodzie" – tak sytuację opisał Awigdor Liberman, lider partii Nasz Dom Izrael, którego słowa przytacza "Middle East Eye".
Według Reutersa umowa pomiędzy USA a Arabią Saudyjską nie obejmuje inwazyjnego nadzoru nad infrastrukturą nuklearną. MAEA nie będzie mogła prowadzić niezapowiedzianych inspekcji w niezgłoszonych lokalizacjach.
Drugie dno decyzji Trumpa – "America First"
Według "NuclearNewswire" pod "American Nuclear Society" działanie Donalda Trumpa ma stanowić przeciwdziałanie wpływom Iranu, Rosji i Chin w regionie. Portal, powołując się na think-thank CSIS, sugeruje, że ważnym elementem porozumienia może być to, że Arabia Saudyjska stanie się w jego wyniku dostawcą wzbogaconego uranu dla amerykańskiego przemysłu jądrowego.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Kolejnym ważnym elementem umowy może być współpraca w zakresie pozyskiwania metali ziem rzadkich, które z Arabii Saudyjskiej będą trafiać do USA.
Decyzja USA mogła być też podyktowana naciskami sojusznika z Bliskiego Wschodu. Arabia Saudyjska zapowiadała możliwość współpracy z Rosją i Chinami w zakresie rozwijania nuklearnej infrastruktury. Władze królestwa od lat zapowiadają także chęć opracowania broni nuklearnej, jeśli Iran wejdzie w jej posiadanie.






