Kasy w biedronce, osoby kupujące, sklep Biedronka
Kasy w Biedronce podglądają kupujących. To mniejszy problem niż może się wydawać. Fot. Shutterstock

Ostatnio zablokowała mi się kasa w Biedronce. Odmówiła posłuszeństwa i pogroziła palcem. Algorytm oskarżył mnie o oszustwo, a sprawa wymagała interwencji asystenta kas. Choć ze zdarzenia wyszedłem obronną ręką, udowadniając przed "Wielkim Bratem" moją niewinność, sytuacja skłoniła mnie do kilku przemyśleń.

REKLAMA

Co się w zasadzie wydarzyło? System kasy samoobsługowej nie rozpoznał skanowanej bułki. Algorytm oznaczył ją jako produkt, który wymaga weryfikacji przez kasjera. Gdy asystent kasy podszedł, na ekranie pojawiło się zdjęcie, które kasa zrobiła, by ułatwić weryfikację produktu. Zdjęcie było zresztą dość niewyraźne, chyba czarno-białe lub z dość intensywnymi filtrami, ale wyraźnie wskazujące, która bułka zaalarmowała system.

Od lat słyszałem pogłoski na temat osób kasujących paprykę jako cebulę i drogie białkowe bułki jako kajzerki. Okazuje się, że system, który ma temu zapobiegać, faktycznie funkcjonuje, a nie jest jedynie miejską legendą. O możliwości blokady kasy słyszałem już wielokrotnie, ale nigdy mi się nie przytrafiła. Pytając o tę kwestię kilka osób, nie udało mi się znaleźć nawet jednej, która faktycznie doświadczyła takiej sytuacji. Fora internetowe mają jednak inne zdanie na ten temat – tam blokady kas określane są jako prawdziwa plaga, fundamentalne utrudnienie dla codziennych zakupów, zjawisko masowe, uciążliwe i systemowo wadliwe. Wydaje mi się jednak, że jest to nieco na wyrost, a samo rozwiązanie ma sporo sensu. I może być tak, że skorzystamy na tym jako konsumenci.

Kasy samoobsługowe nas monitorują?

Od razu warto dodać, że osoby, które obawiają się przetwarzania informacji przez kasy raczej nie mają się czego bać. Zdjęcie wykonane przez kasę nie było specjalnie wyraźne i obejmowało przede wszystkim obszar wagi. Zresztą wojowników RODO uprzedzam, w sklepach (o zgrozo!) są kamery monitoringu.

Co istotne, tu interwencja systemu mogła być podyktowana nie tylko kamerą kasy samoobsługowej, ale także wagą produktu. Sam zwróciłem uwagę, że to konkretne pieczywo było nietypowo ciężkie. Waga bułki przekraczała o około 20 proc. gramaturę podaną na dziale z wypiekami. Zakładam, że właśnie to było głównym powodem wątpliwości algorytmu (oczywiście produkt był "wklepany" prawidłowo).

I uwaga – pieczywo było zapakowane w przezroczystą folię, a nie papierową lub papierowo-plastikową. Opakowanie raczej nie było więc powodem blokady kasy. Od blokady kasy do jej zwolnienia minęło może 30 sekund, ale akurat była to późna godzina, więc asystent kas nie miał innych zajęć. Rozumiem, że w godzinach szczytu może to być pewien problem, ale nie wiem, na ile należy traktować to jako wadę systemu.

No ale dobrze, dlaczego to ma w ogóle znaczenie?

Enigmatyczne przesłanki o tym, że taki system jest wdrażany, pojawiły się około dwóch lat temu. W zeszłym roku "Spidersweb" informował o tym, że podobne rozwiązanie będzie testowane przez Lidl i Kaufland. To, że robiąc mniej więcej regularnie (pewnie raz w tygodniu, max dwa razy) zakupy w tych trzech dyskontach trafiam na taką sytuację pierwszy raz, oceniam jako naprawdę niewielką niedogodność względem korzyści, które dostrzegam.

Dalsza część artykułu poniżej.

Sklepy starają się optymalizować swoje koszty operacyjne. My jako konsumenci nie mamy nad tym żadnej kontroli. Wśród ryzyk są oczywiście rozmaite kwestie pokroju kosztów paliwa i zmian na rynku pracy, ale pewien procent dokładają także kradzieże i oszustwa na kasach samoobsługowych.

Jeśli niskim kosztem i niewielką niedogodnością dla klientów sklepy chcą im zapobiec, proszę bardzo. Czekanie na asystenta kas jest oczywiście irytujące, ale w większości przypadków dotyczy to zupełnie innych kwestii, takich jak zakup produktów z ograniczeniem wiekowym, błędy systemu, zbyt niska czułość wagi, na którą odkładane są produkty – powodów są setki i są one wpisane w ryzyko korzystania z potencjalnie szybszej metody kasowania produktów.

Wolę, by ograniczenia kosztów dotyczyły nieuczciwych zachowań, a nie praktyk uderzających w uczciwych klientów. Np. stygmatyzowanych przez UOKiK "błędów cenowych", które dziwny trafem dotyczą (kompletnie przypadkowo) produktów o wysokiej marży. Redukcje kosztów operacyjnych proponuję przeznaczyć na zapobieganie takim "wtopom", bo w niektórych sieciach wciąż zdarzają się bardzo często.