
Wystarczyła niewielka sprzeczka w sklepie, a skończyło brutalnym pobiciem na ulicy. 20-letnia Anastazja i 21-letni Maksym trafili do szpitala po ataku, który, według ich relacji i wstępnych ustaleń policji, miał ksenofobiczne podłoże. To kolejny akt nienawiści motywowany antyukraińskimi sentymentami.
W niedzielę 26 lipca na ulicy Okulickiego we Wrocławiu doszło do pobicia pary z Ukrainy. Jak podaje TVN24, poszkodowani to obywatele Ukrainy – 20-letnia Anastazja (w przekazach medialnych również zdrobniale – Nastia) i 21-letni Maksym.
Scena pobicia została nagrana z okna mieszkania znajdującego się blisko zdarzenia. Wideo, które uchwyciło zajście błyskawicznie obiegło media społecznościowe. Widać na nim trzech napastników, którzy zadają poszkodowanemu mężczyźnie ciosy pięściami, obalają go i kopią. Członkowie grupy zaatakowali również kobietę, wymierzając jej ciosy w twarz.
Nagranie zostało udostępnione na Facebooku przez matkę poszkodowanej. Ze względu na jego drastyczność i ograniczenia nałożone przez platformę, nie będziemy go publikować. Do wideo został dołączony krótki opis zdarzenia. Wynika z niego, że poszkodowana kobieta doznała poważnych obrażeń szyi wymagających założenia szwów. Zarówno u niej, jak i u jej partnera istniało podejrzenie wstrząśnienia mózgu.
Z kobietą, która udostępniła relację ze zdarzenia, skontaktowała się "Gazeta Wrocławska". Matka pobitej 20-latki przekazała, że funkcjonariusze od razu przyjechali na miejsce zdarzenia, a poszkodowanym została udzielona pomoc. Pobita para trafiła na SOR.
Portal powołuje się także na wpis brata ofiary. Według niego 20-latka miała zostać uderzona paralizatorem. Według ustaleń policji sprawcy ukradli poszkodowanej telefon. Wygląda jednak na to, że to nie rabunek był motywem ataku.
Aktualizacja: MSWiA poinformowało o zatrzymaniu napastników
"Brutalna przemoc nigdy nie będzie bezkarna. Wrocławscy policjanci zatrzymali 2 mężczyzn podejrzewanych o udział w brutalnym pobiciu obywateli Ukrainy" – przekazał Marcin Kierwiński w poniedziałek wieczorem.
Jak podaje szef MSWiA mężczyźni byli wcześniej notowani, a przy zatrzymaniu jednego z nich brali udział kontrterroryści. Napastnik próbował opuścić Wrocław.
Wszystko wskazuje na kolejny atak na tle narodowościowym
– Z zeznań pokrzywdzonych wynika, że w tle zdarzenia pojawił się wątek narodowościowy. Wcześniej między stronami miało dojść do nieporozumienia w sklepie, gdzie sprawcy mieli wepchnąć się przed osobę pokrzywdzoną w kolejce – przekazała podkomisarz Aleksandra Freus z komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu w rozmowie z TVN24. Funkcjonariuszka zapowiedziała intensywne działania w kierunku namierzenia i zatrzymania sprawców.
Dziennikarzom TVN24 udało się także dotrzeć do poszkodowanych. Z relacji pani Anastazji wynika, że sytuacja zaczęła się w sklepie. Jeden z napastników wtrącił się przed nią do kolejki. Kobieta zwróciła mu uwagę, że nie powinien tak robić. Mężczyzna w reakcji miał zacząć ją obrażać, w tym posługując się wyzwiskami dotyczącymi narodowości.
– Chciałabym poprosić wszystkich Ukraińców, wszystkich, którzy są za granicą, żeby jak najmniej rozmawiali w swoim języku w miejscach publicznych, żeby pilnowali się. Nawet zwykłe wyjście do sklepu może się skończyć szpitalem – stwierdziła poszkodowana kobieta. Jak wynika z jej słów, otrzymała około czterech ciosów w twarz, jeden z nich (w ucho) wymagał później nałożenia sześciu szwów.
Według pobitego mężczyzny atak miał tło ksenofobiczne. Napastnicy mieli powiedzieć mu "idź na wojnę". Para twierdzi, że wcześniej nigdy nie padła ofiarą ataku z powodu swojej narodowości.
Nastroje antyukraińskie w Polsce stają się coraz większym problemem. Widzimy to między innymi w werbalnych atakach na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, pobiciu nastolatków w Legnicy czy ataku na 60-latka broniącego Ukraińca w tramwaju. Tym razem do sprawy zdecydowali się odnieść oficjalni przedstawiciele Kijowa w Polsce.
Głos w sprawie pobicia pary z Ukrainy zajął wrocławski konsulat
"Z przykrością stwierdzamy, że w ostatnim czasie w Polsce coraz częściej dochodzi do aktów przemocy i agresji, których ofiarami padają obywatele Ukrainy" – czytamy w oświadczeniu Konsulatu Ukrainy we Wrocławiu, które zostało opublikowane 27 lipca rano na Facebooku.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Przedstawiciele placówki dyplomatycznej zwracają uwagę na konieczność przeprowadzenia wszechstronnego, obiektywnego i sprawnego śledztwa, a także na konieczność pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które były zaangażowane w zdarzenie.
"Wszelkie przejawy przemocy, ksenofobii i nienawiści są niedopuszczalne i nie powinny mieć miejsca w demokratycznym społeczeństwie" – stwierdza konsulat.
Na oświadczenie zareagował prezydent miasta – Jacek Sutryk. "Z ogromnym niepokojem i oburzeniem przyjąłem informacje o brutalnych napaściach we Wrocławiu, które – według dostępnych informacji – były motywowane uprzedzeniami wobec narodowości" – czytamy w opublikowanym przez niego wpisie na Facebooku.
"Atak na konkretną osobę ze względu na jej pochodzenie jest zawsze atakiem na całą wspólnotę, którą razem tworzymy i tak też musimy go traktować. To już nie pojedynczy incydent, lecz niepokojący sygnał, na który wspólnota Wrocławia musi zareagować z pełną stanowczością" – stwierdza polityk.
Jacek Sutryk skierował apel do polityków i osób życia publicznego, "którzy świadomie lub nieodpowiedzialnie budują przekaz oparty na strachu, uprzedzeniach i podziałach". Według prezydenta "Publiczna narracja, która wskazuje ludzi jako 'obcych' czy 'gorszych', może prowadzić do realnej przemocy", a odpowiedzialność za bezpieczeństwo i spójność wspólnoty jest związana z odpowiedzialnością za język debaty publicznej.






