Zbliżenie na dłoń trzymającą pellet
Pellet na wagę złota? Ceny biomasy rosną nawet na przełomie lipca i sierpnia Fot. VicVa / Shutterstock

Ceny pelletu ciągle idą w górę, a rynek już zapowiada kolejne podwyżki. Ogrzewanie domów biomasą będzie w tym roku kosztować majątek. Dlaczego tak się dzieje?

REKLAMA

Mamy 31 lipca. Na dworze upał, ale wielu z nas już myśli o zimie i robieniu zapasów do ogrzewania domów. Niestety, z każdym tygodniem sytuacja robi się gorsza. W składach brakuje taniego opału. Kto czekał na wakacyjne promocje i obniżki, mocno się przeliczył.

Ile kosztuje pellet w lipcu? Ceny mocno w górę

W lipcu ceny pelletu oszalały. Jeszcze w czerwcu za tonę płaciliśmy średnio 1784 zł. Na początku lipca stawki wynosiły około 1500–1800 zł. Dziennikarze portalu KB.pl tłumaczyli to problemami tartaków, które produkują mniej materiału. "O cenie pelletu decyduje nie tylko popyt, ale też podaż związana z dostępnością trocin" – napisali analitycy serwisu.

Teraz jest jeszcze drożej. "W lipcu 2026 r. średnia cena ofertowa pelletu drzewnego klasy A1 wyniosła 2018 zł za tonę. Najniższa cena widoczna w analizowanych ofertach wynosiła natomiast 1611 zł za tonę" – czytamy na stronie CenaPelletu.pl.

Rządowe dotacje na biomasę napędzają drożyznę

Wysokie kwoty to nie tylko wina braku trocin. Serwis Gramwzielone.pl informuje o nowym programie wsparcia, który mocno bije po kieszeniach zwykłych ludzi. "Tymczasem rząd chce przeznaczyć 3 mld zł na transformację ciepłownictwa, dopuszczając finansowanie instalacji spalających biomasę inną niż leśna" – donosi portal.

Takie zapowiedzi wywołały kolejny skok ceny w połowie wakacji. Producenci podnieśli stawki, bo wiedzą, że popyt wzrośnie. "Ceny pelletu drzewnego sięgają już 2,5 tys. zł za tonę, a przed sezonem grzewczym na rynku pojawia się coraz większa presja na dostępność surowca" – dodają eksperci z Gramwzielone.pl.

Prognozy na zimę. Ogrzewanie pelletem będzie jeszcze droższe

Druga połowa roku nie zapowiada poprawy. Minister Paulina Hennig-Kloska szuka teraz nowych źródeł biomasy, w tym agropelletu (m.in. z łusek słonecznika), co jednak nie uspokaja rynku.

Portal Agro News podkreśla, że za tonę płacimy już ponad dwa tysiące złotych, a sezon grzewczy jeszcze się nawet nie zaczął. Paweł Lachman z Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła zauważa, że rząd wiedział o problemach od połowy czerwca, ale nie zrobił nic.

"Zasadne jest więc pytanie, dlaczego wcześniej nie wprowadzono rozwiązań, które mogłyby zwiększyć podaż lub ograniczyć skutki podwyżek dla gospodarstw domowych" – zastanawia się ekspert.

Rodziny zużywające pięć ton w sezonie już teraz muszą płacić o ponad 1200 zł więcej niż miesiąc temu. Sytuacja pogorszy się jesienią i zimą, gdy wszyscy ruszą na zakupy. "Jeżeli w kolejnych miesiącach nie nastąpi wyraźne zwiększenie podaży, odbiorcy mogą stanąć przed kolejną falą podwyżek" – ostrzega Agata Molenda na łamach Agro News.

Zeszłej zimy składy opału świeciły pustkami

W poprzednim sezonie grzewczym pelletu brakowało w składach nawet przy cenach z kosmosu. Polacy, którzy masowo wymienili piece gazowe na nowoczesne kotły w ramach programu Czyste Powietrze, byli w fatalnej sytuacji.

Przez srogą zimę, bardzo wysoki popyt i cięcia produkcji w tartakach (m.in. przez wysokie rachunki za prąd), surowiec w lutym stał się towarem deficytowym. Składy opału wprowadzały nawet reglamentację rodem z PRL. Klienci mogli kupić maksymalnie 300-400 kg biomasy na głowę.

W czasie mrozów taki zapas znikał w piecu w zaledwie kilka dni. "W Polsce nie mamy tyle biomasy, żeby zaspokoić rosnące potrzeby" – przyznał zimą Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego. Jeśli obecne trendy się utrzymają, a podaż szybko nie wzrośnie, pod koniec roku znów będzie walka o każdy worek pelletu.