Andrzej Morozowski i ks. Kazimierz Sowa
Ks. Kazimierz Sowa wspomina Andrzeja Morozowskiego Fot. screen z TVN24 / YouTube naTemat.pl

– On dawał ludziom prawo do przedstawienia swoich racji. Dla dziennikarza politycznego to jest bardzo ważna cecha, bo pozwala budować relację. Do Andrzeja przychodzili wszyscy – tak Andrzeja Morozowskiego wspomina w naTemat.pl jego kolega ks. Kazimierz Sowa. Opowiada także o ich ostatnim kontakcie.

REKLAMA

Andrzej Morozowski zmarł we wtorek 4 sierpnia. Dziennikarz TVN24 od miesięcy walczył z nowotworem. W marcu 2026 wrócił na antenę programu "Tak jest" i sam powiedział widzom, z czym się zmaga. – Przez ponad pół roku nie było mnie na antenie TVN24, ponieważ walczyłem z nowotworem. Teraz stan zdrowia pozwala mi na prowadzenie programu w niepełnym wymiarze, ale będę starał się spotykać z państwem jak najczęściej – powiedział. Jego powrót na antenę spotkał się z niezwykle ciepłym przyjęciem ze strony współpracowników i internautów, którzy kibicowali mu w walce o zdrowie.

Ks. Kazimierz Sowa o Andrzeju Morozowskim: Budował relacje

Andrzej Morozowski był dla ks. Kazimierza Sowy kimś więcej niż tylko kolegą z pracy. Ich znajomość trwała ponad 20 lat. Duchowny podkreśla jednak, że nie chce używać wielkich słów.

– Nie mogę powiedzieć, że Andrzej był jakimś wielkim moim przyjacielem, bo był przyjacielem z pracy, kolegą z pracy, był kolegą prywatnie. Był człowiekiem, którego bardzo ceniłem – mówi ks. Sowa w rozmowie z naTemat.

Jak dodaje, miał poczucie, że Morozowski również cenił jego zdanie i lubił z nim rozmawiać. Choć na pierwszy rzut oka wiele ich różniło – doświadczenia życiowe, światopogląd czy stosunek do religii – potrafili rozmawiać bez uprzedzeń.

– Czasami się przekomarzaliśmy. Andrzej mówił: "Wiesz, jakby tak więcej było takich, jak ty, to może ja bym się gdzieś tam koło tego Kościoła zawinął". A ja mu odpowiadałem: "Andrzej, to działa w drugą stronę. Gdyby po tej drugiej stronie było więcej takich fajnych ludzi jak ty, to może ja bym realizował swoje poglądy" – wspomina.

Zdaniem ks. Sowy najważniejszą cechą Morozowskiego była życzliwość. Nie tylko ta widoczna w jego uśmiechu, ale przede wszystkim w sposobie traktowania drugiego człowieka.

– On dawał ludziom prawo do przedstawienia swoich racji. Dla dziennikarza politycznego to jest bardzo ważna cecha, bo pozwala budować relację. Do Andrzeja przychodzili wszyscy – podkreśla.

Zdaniem ks. Sowy właśnie ta życzliwość sprawiała, że goście programów Morozowskiego nie czuli się przesłuchiwani, lecz mieli poczucie, że ich zdanie naprawdę jest dla niego ważne.

Gest solidarności

Ks. Sowa wraca też do momentu sprzed lat, gdy jego nazwisko pojawiło się w kontekście afery taśmowej związanej z restauracją "Sowa i Przyjaciele". To właśnie wtedy – jak wspomina – Andrzej Morozowski okazał mu szczególne wsparcie.

– Andrzej był jednym z pierwszych kolegów ze środowiska dziennikarskiego, który jasno, pod własnym nazwiskiem, wsparł mnie i potwierdził swoje stanowisko. Bardzo to sobie ceniłem – opowiada.

Jak zaznacza, nie chodziło nawet o "bronienie" go wprost, ale o gest zawodowej i ludzkiej solidarności.

– To było dla mnie bardzo ważne, bo pokazało, że ktoś potrafi stanąć obok człowieka i powiedzieć: patrzę na tę sprawę inaczej, mam własne zdanie – dodaje.

Ks. Sowa wiedział, że dziennikarz choruje. Ich ostatni kontakt miał miejsce po powrocie Morozowskiego na antenę.

– Napisałem do niego SMS-a, zadzwoniłem i powiedziałem: "Super, że jesteś. Fajnie, że się udało". Andrzej odpowiedział: "Tak, tak, też się bardzo cieszę". Niestety okazało się, że była to przedwczesna radość, przedwczesny optymizm – podsumowuje.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Andrzej Morozowski był jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy. Karierę zaczynał w radiu na początku lat 90., m.in. w Radiu ZET, ale największą popularność przyniosła mu telewizja.

Od początku 2000 roku był związany z TVN24, gdzie razem z Tomaszem Sekielskim prowadził program "Teraz my!". Ich rozmowy i dziennikarskie śledztwa przyniosły im liczne nagrody. Morozowski prowadził także inne programy publicystyczne, m.in. "Studio 24", "Kuluary" i "Tak jest", w którym komentował najważniejsze wydarzenia polityczne.

Andrzej Morozowski zmagał się z chorobą nowotworową. Dziennikarz miał 69 lat.